05.05.2006, 16:12
Słuszne spostrzeżenie. Mylę, że nie da rady ucišgnšć czysto, partii wokalnych. Zresztš Knopfler zaczšł próbować piewać po tym jak przestał palić, po płycie Golden Heart. Ale Shangri -La live to jest w niektórych momentach dramat..niestety. Ale mówimy o nowej płycie. Ja przesłuchałem jš już ze 30 razy i z przykrociš musze powiedzieć, że nie chce jej już mi się analizować...może zbyt kwietne kompozycje. Oczywicie, że jest parę wietnych kompozycji..ale np. płyta JJ Cale " To the Tulsa and Back" mimo cišgle tego samego stylu od wielu lat, powiewa nowoczesnociš. Tutaj cały czas to samo. Pamiętam jak po płycie Brothers in Arms wyszła On every street to nawet efekty gitarowe były inne. Solo w Calling Elvis. A teraz cały czas to "grube" brzmienie gitary. Wrócił do Gibsona i chyba szkoda. A może to kwestia zastosowania pieców lampowych. Oczywicie jest w tym urok, ale co więcej mogłoby się zaczšć dziać. Może młodsi muzycy wnieliby jaki wieży powiew. Może zmiana studia nagraniowego.
Nie uważacie, że za mało sopranów na tych 4 ostatnich płytach jest?? Takie to brzmienie duszne i lampowe.
Nie uważacie, że za mało sopranów na tych 4 ostatnich płytach jest?? Takie to brzmienie duszne i lampowe.

