01.10.2006, 23:27
Hej. Nie umarlem jeszcze w czelusciach prac moich, wracam na forum z pewnymi przemysleniami......
Z nowosci - nic sie nie zmienilo
, dalej jestem z wami, bardziej czytam jak pisze, ale wracam po czasie - dzieki Andrzej za ciagle namowy ;D
Jako rocznik 1973, wychowany na latach osiemdziesiatych, kiedy moja swiadomosc osiagnela wyzyny percepcji, doznalem urazu. XXI wiek mnie nie kreci. Nie znajduje sie....
Moja playlista zawsze obfitowala w najroznijsze utwory, od pop rocku az po ciezkie gitarowe brzmienie. Mam jednak wrazenie ze naszym idolom spilowano kly. I tu kilka slow dla ortodoksyjych sluchaczy M.K. - od zawsze jestem jego fanem, kazda plyte kupie obligatoryjnie, bez wzgledu na zawartosc - a jednak tylko lata D.S. w pelni zaspokaja moja radosc, moje ego czuje sie nasycone a dusza pelna. Zawsze bede docenial JEGO kunszt, ale brakuje mi pazura. Wybaczcie wiec za slowa, ktore padna w kolejnym watku - jako moi wspolbratymcy z forum zrozumiecie (mam nadzieje) i retoryka zostanie zrozumiana i doceniona bez niepotrzebnych antaginizmow.
Przechodze do serum. Zawiodlem sie. Bardzo. PO 635-tym wysluchaniu Kate Bush i Davida Gilmoura dalem spokoj. Wyslalem ich na emeryture. Zaczne niepoprawnie od panow (pana). David Gilmour mnie zawsze urzekal swoja gitara. Jestem fanem floydow od czasu the Wall - oczywiscie perly z Dark Side mnie zawsze chwytaly za serce, ale przelom lat 70/80 to dla mnie esencja muzyki. Po Division Bell spodziewalem sie objaiwnia - na solowej plycui genialnego gitarszty. Kupilem te plyte na lotnisku w Londynie (po polsku Londek - vide MI) - za cale 16 funciakow, odmawiajac sobie kanapek na droge powrotna - a z wizz air trwalo to dosc dlugo
Moje rozczarowanie bylo mocne - szkoda bylo tych pieniedzy. PO 1, 2, 28 przesluchaniu, nie znajduje nic dla siebie. Nie ma dramatyzmu, napiecia, checi tworzenia. NIC. Nie ma tam NIC. Tak samo bylo po koncercie w Stoczni. Gorzej bylo tylko ze STING-iem w Warszawie. Szkoda czasu, pieniedzy i serialow na TVP 1. Lepiej rozsiasc siez flaszka wyborowej i zapomniec o XXI wieku w muzyce. Wlaczyc VIVE i posluchac jeczacych do ksiezyca murzynow, przerabiajacych stare, dobre numery na covery z krecacymi dupciami panienkami. Kate Bush tez zawiodla. Na calej linii. Liczylem, ze ta ikona kobiecosci i namietnosci w muzyce, da mi wiele estetyczno-muzycznych wrazen. Zawiodlem sie. Po euforii, ktora wziela sie informacji ze Kate wypuszcza 85 minut muzyki na 2CD, przyszlo ochlodzeni...... 68 zl - POLSKICH- CIEZKO ZAROBIONYCH - poszlo na smieci. Koniec suity Aerial pozostawia niedosyt Kate. Reszta na smietnik....
We wtorek jade zweryfikowac FISH-a. 20 lat po Misplaced Childhood. Napisze relacje. I skoncze ten felietonik - dochodzac do naszego mistrza. Do zobaczenia, nie krytykujcie mnie za zbytnio. Wroce we srode.
RAINGOD
Z nowosci - nic sie nie zmienilo
, dalej jestem z wami, bardziej czytam jak pisze, ale wracam po czasie - dzieki Andrzej za ciagle namowy ;DJako rocznik 1973, wychowany na latach osiemdziesiatych, kiedy moja swiadomosc osiagnela wyzyny percepcji, doznalem urazu. XXI wiek mnie nie kreci. Nie znajduje sie....
Moja playlista zawsze obfitowala w najroznijsze utwory, od pop rocku az po ciezkie gitarowe brzmienie. Mam jednak wrazenie ze naszym idolom spilowano kly. I tu kilka slow dla ortodoksyjych sluchaczy M.K. - od zawsze jestem jego fanem, kazda plyte kupie obligatoryjnie, bez wzgledu na zawartosc - a jednak tylko lata D.S. w pelni zaspokaja moja radosc, moje ego czuje sie nasycone a dusza pelna. Zawsze bede docenial JEGO kunszt, ale brakuje mi pazura. Wybaczcie wiec za slowa, ktore padna w kolejnym watku - jako moi wspolbratymcy z forum zrozumiecie (mam nadzieje) i retoryka zostanie zrozumiana i doceniona bez niepotrzebnych antaginizmow.
Przechodze do serum. Zawiodlem sie. Bardzo. PO 635-tym wysluchaniu Kate Bush i Davida Gilmoura dalem spokoj. Wyslalem ich na emeryture. Zaczne niepoprawnie od panow (pana). David Gilmour mnie zawsze urzekal swoja gitara. Jestem fanem floydow od czasu the Wall - oczywiscie perly z Dark Side mnie zawsze chwytaly za serce, ale przelom lat 70/80 to dla mnie esencja muzyki. Po Division Bell spodziewalem sie objaiwnia - na solowej plycui genialnego gitarszty. Kupilem te plyte na lotnisku w Londynie (po polsku Londek - vide MI) - za cale 16 funciakow, odmawiajac sobie kanapek na droge powrotna - a z wizz air trwalo to dosc dlugo
Moje rozczarowanie bylo mocne - szkoda bylo tych pieniedzy. PO 1, 2, 28 przesluchaniu, nie znajduje nic dla siebie. Nie ma dramatyzmu, napiecia, checi tworzenia. NIC. Nie ma tam NIC. Tak samo bylo po koncercie w Stoczni. Gorzej bylo tylko ze STING-iem w Warszawie. Szkoda czasu, pieniedzy i serialow na TVP 1. Lepiej rozsiasc siez flaszka wyborowej i zapomniec o XXI wieku w muzyce. Wlaczyc VIVE i posluchac jeczacych do ksiezyca murzynow, przerabiajacych stare, dobre numery na covery z krecacymi dupciami panienkami. Kate Bush tez zawiodla. Na calej linii. Liczylem, ze ta ikona kobiecosci i namietnosci w muzyce, da mi wiele estetyczno-muzycznych wrazen. Zawiodlem sie. Po euforii, ktora wziela sie informacji ze Kate wypuszcza 85 minut muzyki na 2CD, przyszlo ochlodzeni...... 68 zl - POLSKICH- CIEZKO ZAROBIONYCH - poszlo na smieci. Koniec suity Aerial pozostawia niedosyt Kate. Reszta na smietnik.... We wtorek jade zweryfikowac FISH-a. 20 lat po Misplaced Childhood. Napisze relacje. I skoncze ten felietonik - dochodzac do naszego mistrza. Do zobaczenia, nie krytykujcie mnie za zbytnio. Wroce we srode.
RAINGOD
and it's your face I'm looking for on every street...

