02.10.2006, 00:05
Jestemy równienikami, Raingod. I, jak widzę, dzielimy te same odczucia. Socjologia ma na nie gotowš odpowied. Każde pokolenie najbardziej przywišzuje się do tej muzyki (bšd sztuki w szerszym pojmowaniu), której słuchało w latach największych wzruszeń i uniesień emocjonalnych. Pomijajšc czasy niepokojów społecznych (wojny itp.), takim okresem sš zawsze lata młodoci. Pierwsze miłoci, rozmaite próby dowiadczania upragnionej dorosłoci, rodzšca się wiadomoć życiowych wyzwań - to wszystko tak zmienia człowieka, że z większš wrażliwociš chłonie np. muzykę. Mózg za nadaje jej wtedy etykietkę "najważniejsza", a więc często "najlepsza". Każda piosenka, każda płyta usłyszana po latach jest w naszych głowach automatycznie porównywana z tamtš i oceniana. Im silniejsze piętno odcisnęła na nas młodoć, czas dojrzewania - tym wyższš poprzeczkę stawiamy wszystkiemu, co przychodzi póniej.
To nie sš żadne wymysły, ani akademickie teoretyzowanie. Na tej prawidłowoci oparte sš na przykład badania marketingowe w rozgłoniach radiowych - w ten sposób ustala się jakš muzykę lubiš docelowi słuchacze.
Pomijajšc jednak socjologiczne dywagacje, obiektywnie trzeba przyznać, że dobrej muzyki jest coraz mniej. Do szału doprowadzajš mnie kolejne przeróbki znanych hitów. Mam na to pewnš teorię. Liczba możliwych kombinacji dwięków (z zakresu słyszalnego przez ludzkie ucho), z których można ułożyć melodię - jest przecież ograniczona. Najprawdopodobniej jestemy wiadkami przekroczenia "masy krytycznej". Zasób oryginalnych melodii wyczerpał się, bšd się wyczerpuje. To dlatego tyle jest "odgrzewanych kotletów". Nie sšdzę, by udało się wymylić jeszcze jaki wyrazisty gatunek muzyczny. Wtórnoć, plagaty i skrajny eklektyzm - tyle pozostało dzi kompozytorom. Najgorzej za, kiedy dochodzi do autoplagiatów. Od ukazania się "The Ragpicker's Dream" na każdej kolejnej płycie MK słyszę - nie tyle echa, co wyrane zapożyczenia z własnych, starszych utworów...
Można też podejć do sprawy trywialnie: starzejemy się, Raingod.
To nie sš żadne wymysły, ani akademickie teoretyzowanie. Na tej prawidłowoci oparte sš na przykład badania marketingowe w rozgłoniach radiowych - w ten sposób ustala się jakš muzykę lubiš docelowi słuchacze.
Pomijajšc jednak socjologiczne dywagacje, obiektywnie trzeba przyznać, że dobrej muzyki jest coraz mniej. Do szału doprowadzajš mnie kolejne przeróbki znanych hitów. Mam na to pewnš teorię. Liczba możliwych kombinacji dwięków (z zakresu słyszalnego przez ludzkie ucho), z których można ułożyć melodię - jest przecież ograniczona. Najprawdopodobniej jestemy wiadkami przekroczenia "masy krytycznej". Zasób oryginalnych melodii wyczerpał się, bšd się wyczerpuje. To dlatego tyle jest "odgrzewanych kotletów". Nie sšdzę, by udało się wymylić jeszcze jaki wyrazisty gatunek muzyczny. Wtórnoć, plagaty i skrajny eklektyzm - tyle pozostało dzi kompozytorom. Najgorzej za, kiedy dochodzi do autoplagiatów. Od ukazania się "The Ragpicker's Dream" na każdej kolejnej płycie MK słyszę - nie tyle echa, co wyrane zapożyczenia z własnych, starszych utworów...
Można też podejć do sprawy trywialnie: starzejemy się, Raingod.

