04.10.2006, 04:47
Jaka urocza połajanka...
"My" i "wy". Przyjmujesz na siebie rolę rzecznika grupy rodowiskowej?
Chcesz mi wytršcić oręż z dłoni, ale mimowolnie wkładasz drugi... To co napisałe, chyba wbrew Twoim intencjom tylko potwierdza moje spostrzeżenia (mniej lub bardziej fachowe). Sam dowodzisz, że ta tendencja sięga znacznie dalej w przeszłoć.
Kiedy ukazała się "Shangri-La" napisałem w recenzji: "Back To Tupelo brzmi wręcz jak kopia Iron Hand. Wšż zaczyna zjadać swój ogon? Nic podobnego. Po prostu w takim graniu, jakie ostatnio upodobał sobie Mark Knopfler, trudno jeszcze odkryć co nowego, wieżego. Tym bardziej, że artysta woli sięgać wstecz, do muzycznych tradycji niż cigać się z własnym cieniem i próbować na nowo wynaleć proch."
Nie cofam tamtych słów. Ale - zrozumcie to wreszcie: nadal dam się pokroić za każdy kawałek muzyki MK.
"My" i "wy". Przyjmujesz na siebie rolę rzecznika grupy rodowiskowej?
Chcesz mi wytršcić oręż z dłoni, ale mimowolnie wkładasz drugi... To co napisałe, chyba wbrew Twoim intencjom tylko potwierdza moje spostrzeżenia (mniej lub bardziej fachowe). Sam dowodzisz, że ta tendencja sięga znacznie dalej w przeszłoć.
Kiedy ukazała się "Shangri-La" napisałem w recenzji: "Back To Tupelo brzmi wręcz jak kopia Iron Hand. Wšż zaczyna zjadać swój ogon? Nic podobnego. Po prostu w takim graniu, jakie ostatnio upodobał sobie Mark Knopfler, trudno jeszcze odkryć co nowego, wieżego. Tym bardziej, że artysta woli sięgać wstecz, do muzycznych tradycji niż cigać się z własnym cieniem i próbować na nowo wynaleć proch."
Nie cofam tamtych słów. Ale - zrozumcie to wreszcie: nadal dam się pokroić za każdy kawałek muzyki MK.

