05.10.2006, 03:58
Paradoks polega na tym, że ja wcale nie chcę, żeby MK się zmieniał i mnie zaskakiwał. Chcę MK takiego, jakiego znam i lubię. W 1987 roku zaskoczył mnie cieżkš dwiękowš do "The Princess Bride", a potem do "Last Exit...". Chwilę trwało, zanim się do obu płyt przyzwyczaiłem, a pokochałem dopiero po obejrzeniu filmów. Ale z czasem coraz trudniej przychodzi mi zasymilować niespodzianki, których model odbiega od - mówišc umownie, wzorca utrwalonego w latach 80-tych.
Ostatnim wydawnictwem płytowym, które zaskoczyło mnie (baaaardzo) pozytywnie było "How To Dismantle An Atomic Bomb" U2. Płyta ta mnie oczarowała. Nie znam się na gamach, schematach akordów i tym podobnych szczegółach "anatomicznych" piosenek, i być może okaże się, że przeczę sam sobie, bo album U2 pełen jest odwołań do przeszłoci. Możecie mnie zatem ukamienować. Alea iacta est.
Ostatnim wydawnictwem płytowym, które zaskoczyło mnie (baaaardzo) pozytywnie było "How To Dismantle An Atomic Bomb" U2. Płyta ta mnie oczarowała. Nie znam się na gamach, schematach akordów i tym podobnych szczegółach "anatomicznych" piosenek, i być może okaże się, że przeczę sam sobie, bo album U2 pełen jest odwołań do przeszłoci. Możecie mnie zatem ukamienować. Alea iacta est.

