07.02.2007, 21:10
COMMUNIQUE - Dire Straits
Zaczne mocno - dla mnie to najpiekniejsza płyta DS. CZEMU?????????- włanie czemu??? no to pytanie niestety brakuje słów. Po pierwszym przesłuchaniu odnosiło sie wrażenie, że jest kontynuacjš pierwszej DS. Jednak po kilkakrotnym przesłuchaniu wiedziałem już,że zespół się rozwija. Cišgle jednak brakowało mi tego jedynego najbardziej przebojowego numeru jak w pierwszej DS pełnił Sułtans of Swing.
Na poczštek poczęstowano nas krótkš,przyjemnš kompozycjš,z charakterystycznymi już solówkami Marka.To oczywicie Once Upon a Time In the West.Wszystko tu jakos brzmi tak z "hawajska".Klimat totalnie wypoczynkowy, ale za to jak przystało na DS "All Inklusiv". Całkowicie rozkleja ballada Where do you think you're going, dla mnie najpiekniejsza kompozycja na tej płycie, i ten numer mimo ,iż całkowicie odmienny od przebojowych Sułtanów z pierwszej DS stawiam jako priorytetowy, gdy poraz kolejny odtwarzam tš płytę.
Już nie długo po ukazaniu tej płyty wiat dowie się, że była to płyta nagrana w całoci przy udziale Davida Knopflera, dlatego jak mówi się o reaktywacji DS, to cišgle mam w pamięci ten włanie skład(pierwszy i niepowtarzalny). Wszystko na tej płycie wydaję mi się takie naturalne, bez grama komercji. W póżniejszych płytach Mark dobiera już muzyków, którzy majš zagrać to co on aranżuję, pomijajšc ich perfekcyjnoć i zawodowstwo, w Communique mocno zaznacza sie naturalnoć i autentycznoć pierwszego składu.
Klimat płyty ogólnie po komentarzach współsłuchajšcych odbiera się jak klimat z Wysp Kanaryjskich, czyli ogólna sielanka i raj na Ziemii, ale jak zwykle nas koneserów płyta zauroczyła perfekcyjnociš i tym czym...... no włanie czym?
Calš tš płytę odbieram jak złotš karetę zaprzęgniętš w cztery konie, które solidnie cišgnš do przodu, jednak z tych czterech koni jeden jest lużniej przywišzany(z punktu widzenia zootechnicznego nazywa się go tzw.Luzakiem), który bryka niby nieskoordynowanie w różne boki, chcšc naturalnie wypišć się z zaprzęgu.
Ta metofora dotyczy naturalnie gry Marka na gitarze, ale cały zaprzęg trzyma sie mocno i jest kierowany przez zmysłowego wożnicę, który ma na imię "pomysł muzyczny", i tylko ten zaprzęg udzwignie ten pomysł.
No..... dosyć Andrzeju.Jutro moja żona ma urodziny(takie szczególne i okršgłe).Puszczę jej Where do you think you're going i przy okazji samemu sobie sprawię frajdę.
Zaczne mocno - dla mnie to najpiekniejsza płyta DS. CZEMU?????????- włanie czemu??? no to pytanie niestety brakuje słów. Po pierwszym przesłuchaniu odnosiło sie wrażenie, że jest kontynuacjš pierwszej DS. Jednak po kilkakrotnym przesłuchaniu wiedziałem już,że zespół się rozwija. Cišgle jednak brakowało mi tego jedynego najbardziej przebojowego numeru jak w pierwszej DS pełnił Sułtans of Swing.
Na poczštek poczęstowano nas krótkš,przyjemnš kompozycjš,z charakterystycznymi już solówkami Marka.To oczywicie Once Upon a Time In the West.Wszystko tu jakos brzmi tak z "hawajska".Klimat totalnie wypoczynkowy, ale za to jak przystało na DS "All Inklusiv". Całkowicie rozkleja ballada Where do you think you're going, dla mnie najpiekniejsza kompozycja na tej płycie, i ten numer mimo ,iż całkowicie odmienny od przebojowych Sułtanów z pierwszej DS stawiam jako priorytetowy, gdy poraz kolejny odtwarzam tš płytę.
Już nie długo po ukazaniu tej płyty wiat dowie się, że była to płyta nagrana w całoci przy udziale Davida Knopflera, dlatego jak mówi się o reaktywacji DS, to cišgle mam w pamięci ten włanie skład(pierwszy i niepowtarzalny). Wszystko na tej płycie wydaję mi się takie naturalne, bez grama komercji. W póżniejszych płytach Mark dobiera już muzyków, którzy majš zagrać to co on aranżuję, pomijajšc ich perfekcyjnoć i zawodowstwo, w Communique mocno zaznacza sie naturalnoć i autentycznoć pierwszego składu.
Klimat płyty ogólnie po komentarzach współsłuchajšcych odbiera się jak klimat z Wysp Kanaryjskich, czyli ogólna sielanka i raj na Ziemii, ale jak zwykle nas koneserów płyta zauroczyła perfekcyjnociš i tym czym...... no włanie czym?
Calš tš płytę odbieram jak złotš karetę zaprzęgniętš w cztery konie, które solidnie cišgnš do przodu, jednak z tych czterech koni jeden jest lużniej przywišzany(z punktu widzenia zootechnicznego nazywa się go tzw.Luzakiem), który bryka niby nieskoordynowanie w różne boki, chcšc naturalnie wypišć się z zaprzęgu.
Ta metofora dotyczy naturalnie gry Marka na gitarze, ale cały zaprzęg trzyma sie mocno i jest kierowany przez zmysłowego wożnicę, który ma na imię "pomysł muzyczny", i tylko ten zaprzęg udzwignie ten pomysł.
No..... dosyć Andrzeju.Jutro moja żona ma urodziny(takie szczególne i okršgłe).Puszczę jej Where do you think you're going i przy okazji samemu sobie sprawię frajdę.
We are the sultans of swing...

