Przetłumaczyłam artykuł, do którego link podesłał Robert. Wiem, że nie jest to najwyższych lotów, ale starałam się, żeby nie tylko oddawało treść, ale i brzmiało po polsku, więc nie wszystko tłumaczyłam dosłownie. Ewentualne poprawki proszę o nadsyłanie w prywatnych wiadomościach, będę je nanosić na bieżąco. Szczególne zastrzeżenia mam do fragmentów akapitów: 1,3,8,10,11, ale tak naprawdę, to do całości 
No i mamy rozjaśnione sytuacje co do kilku piosenek
Wydaje się, że MK nie słyszał o niepisanym prawie że artyście, który odniósł sukces, musi zacząć brakować pomysłów; bo prawdopodobnie w tym czasie zajęty był pisaniem i nagrywaniem nowych piosenek., które trafią na jego nową płytę, oraz graniem koncertów. I przy tym ma jeszcze mnóstwo zabawy.
Powoli zbliżamy się do końca pierwszej dekady XXI wieku. Stulecie pędzi naprzód przy udziale wielkich postaci muzycznych, które jednak bez pośpiechu sterują swoją karierą. Knopfler w tym czasie, (tzn pierwszej dekadzie) kończy już piąty album studyjny, i jak zawsze wychodzi z tego prawdziwa perełka: "Get Lucky", powstaje w jego własnym studio British Groove w zachodniej części Londynu, jest nagrywany i wydany wspólnie z wieloletnimi przyjaciółmi: Chuck'iem Ainlay'em i Guy'em Fletcherem. Płyta jest wypadkową muzycznych wpływów z całego życia Marka; w jego niemożliwym do pomylenia stylu pisania piosenek przenikają się elementy Folku, Blues'a z osobistymi brytyjskimi wątkami i niezwykle żywymi tekstami.
Kiedy Mark realizuje swoje pomysły, zdobywca Grammy i legenda gitary, pozostaje jak zwykle skromny .„Nie przestaęe dalej pracować. To właściwie jest wszystko. Z wiekiem ceni się to coraz bardziej” – mówi: „Nie mogę powiedzieć, że kiedyś doceniałem jakiś rodzaj telentu, który być może posiadam. Tego musiałem nauczyć się dopiero z upływającymi latami. Teraz siadam do maszyny i pracuję dalej. Ale tylko tak można coś osiągnąć."
"Łatwo daję się oderwać od tego co robię – przyznaje śmiejąc się. „Przynajmniej zawsze tak mówili moi nauczyciele.Mimo to jednak stale udaje mi stale pisać nowe kawałki. Jak widać wciąż jestem starym, dobrym śmieciarzem. Pozbierane rzeczy „śmieci” łączą się ze sobą, do tego jeszcze za dużo nagrywam. Nie mogę narzekać na brak pomysłów. Gdyby byli tu chłopcy, bez problemu mógłbym pójść z nimi teraz do studia i zacząć nagrywać."
Gdy stara drużyna znowu spotka się w British Grove Studio, nie trzeba im wiele czasu na wytworzenie swobodnej atmosfery, w której kreatywność ma doskonałą możliwość rozwoju. "Tworzenie takiego nastroju, to najlepsza część pracy nad nowym materiałem" - mówi Mark. "Myślę zresztą że mamy wystarczająco dużo szacunku dla siebie". Do "chłopców" przyłączyli się także sławni muzycy: Phil Cunningham i Michael McGoldrick, a także szkocki multiinstrumentalista John McCusker, który zamyka krąg nowych postaci w dostojnym zespole Knopflera. Oni już na pewno ze sobą kiedyś grali –śmieje sięJohn McCusker.
Jeśli "Get Lucky" byłoby powieścią, byłaby to zapewne książka, ineresującą do tego stopnia, że nie potafiłoby się odłożyć ją na półkę: pełna różnych charakterów, które potem budzi Mark w swoich tekstach do życia: jak na przykład kierowca samochodu ciężarowego w Glasgow w "openerze" "Border Reiver" lub sezonowy robotnik przy żniwach, w utworze tytułowym. Z ciepłym spojrzenie wstecz na epokę wiekich parowców w So Far From The Clyde i autobigraficznym ukłonem Knopflera w stronę doskonałego lutnika w "Monteleone" czy nieżyjącego stryja, którego Mark nigdy nie poznał w „Piper To The End".
Te i inne osobowości, tematy, które znajdują miejsce w "Get Lucky" portretuje i analizuje Mark poprzez pryzmat własnego dzieciństwa, które do ósmego roku życia spędził w Glasgow, po czym wraz z rodziną przeprowadził się do Newcastle. "Czy możemy pozostawić nasze dzieciństwo kiedykolwiek za sobą?" - pyta Mark. - "Są takie rzeczy, które fascynują nas już w dzieciństwie i które nas potem całe życie nie opuszczają".
Konkretny przykład: "Na końcu Salters Road w Newcastle była mały sklep z płytami - przypomina sobie Knopfler. "Pewnego dnia na wystawie sklepowej pojawił się Fender Stratocaster, który mnie oczarował, bo widziałem gitarę po raz pierwszy. Mój nos utkwił w szybie wystawowej. Sądzę, że zaszła wtedy we mnie, który nosił wtedy krótkie spodnie, jakaś przemiana: mały chłopiec wracając ze szkoły przychodzi do sklepu i stoi jak urzeczony. Do dzisiaj przechodzę na drugą stronę ulicy, aby popatrzeć w tamte okno.”
"To wszystko składa sią na moje życie i to co mi pozwala pracować dalej to ten „kick”. Punkt zwrotny który następuje , gdy próbujesz by coś powstało.To wystarcza całkowicie. Życie się zmienia, naturalnie z biegiem lat stajemy się wszyscy bardziej dojrzali, ale ja definitywnie próbuje aby jakaś część mojej osobowości wciąż była młoda".
Nić autobiograficzna, którą Mark pociąga poprzez "Get Lucky", staje się szczególnie wyrazista w piosence tytułowej: „ Moje pierwsze spotkanie, z człowiekiem, który był ciągle w drodze dotyczyło kogoś, kto śpiewał zimą w zespole soulowym, potem zarabiał na letnich jarmarkach lub na południu jako pomocnik przy żniwach, kiedy pogoda na to pozwalała" - wyjaśnia Knopfler. "Miałem gdzieś około 15 lat, musiałem więc jeszcze wracać do szkoły i. strasznie mu zazdrościłem „Get Lucky' jest o nim i inspirowana takimi stale przemieszczającymi się charakterami: ludzmi pracującymi sezonowo w gospodarstwie, na jarmarkach lub placach budowy i magazynach których spotykałem, tam w czasie mojej pracy dorywczej aż do momentu, gdy nie zacząłem żyć z muzyki".
Tytuł "Border Reiver" pochodzi od bandytów, którzy przed kilkoma wiekami atakowali szkocko-angielską granicę. "Kawałek jednak dotyczy trudnego życia kierowcy samochodu ciężarowego w późnych latach sześćdziesiątych. Żyliśmy wtedy w pobliży fabryki Albion w Glasgow i zawsze obserwowałem kierowców-testerów przy tym, jak w Trenchcoats z okularami ochronnymi sprawdzali gaźniki, zanim połączono kabinę kierowcy z resztą auta. Albion była znana ze swoich wysokich standardów jakościowych, slogan firmy brzmiał: "Pewne jak najbliższy wschód słońca".
Poza tym "Border Reiver" stanowi odnośnik do kawałka z albumu z roku 1978, którzy przyniósł Knopflerowi popularność: "W Newcastle gdzie wówczas mieszkaliśmy bezpośrednio przy A1, gdzie przebiegała ważna oś Północ-Południe" - mówi - "Już jako ośmiolatek znałem loga dużych przedsiębiorstw transportowych, ponieważ nieustannie przejeżdżały przez miasto. Gdy miałem około 20 lat wielu dobrych kierowców ciężarówek, zabierało mnie, kiedy podróżowłem stopem..Piosenka "Southbound Again" traktuje o tym, jak jadę autostopem poprzez cały kraj i coraz bardziej zakochuję się w Londynie".
LP jest bogate w warstwie instrumentalnej, dotyka nie tylko uniwersalnego, obszernego spektrum tematów, ale też zawraca jak "Piper to the end" - Tę piosenkę Knopfler zadedykował swojemu wujowi Freddiemu, który grał na dudach w szkockiej brygadzie Tyneside (dokładnie: Black Watch, Royal Highland Regiment, batalion I), z którzym to instrumentem udał się na wojnę i zginął w wieku lat 20 w maju 1940 roku w północnej Francji.
"Naturalnie nie poznałem go osobiście, ale spędzałem wiele czasu z moim wujem Kingsley'em, bratem mojej mamy. Zagrał mi kieyś Boogie-Woogie na fortepianie, a Freddie był jego starszym bratem. Dudy głęboko zakorzeniłay się w moim sercu, kiedy człowiek wychowuje się w Glasgow i przenosi się do Newcastle, nie potrafi później przejść obojętnie obok muzyki celtyckiej. W moim domu wiele płyt pamięta czasy mojej babki, jak na przykład kilka Jimmy Shand".
Knopfler i jego zespół nie mogą doczekać się na trasy koncertowej, w którą wyruszają w przyszłym roku. "Czuję się niczym kapitan wojennego statku i lubię pojechać w trasę, ponieważ bardzo chętnie spędzam czas z moją załogą. Poza tym sądzę, że lubię trasy koncertowe dlatego, że wiem już wcześniej że nie zajmują całego roku".
Marka cieszy również, kiedy publiczność pomiędzy nowymi piosenkami domaga się starych kawałków, które uksztatowały nas wszystkich. "Wspaniałe grać stare piosenki Dire Straits, odpowiadają one czasowi , odcinkowi życia, który ludzie sobie przypominają . Oczywiście za każdym razem gram je trochę inaczej, aby dla mnie pozostawały interesujące i pełne znaczenia . Ale są takie momenty, na przykład końcówka "Sultans", której jeśli nie zagram, ludzie nie będą zadowoleni. Ale lubię grać stare piosenki. Napisałem je, i ludzie chcą ich słuchać - w zasadzie prosta sprawa”.
Mark Knopfler czerpie energię z tego, że nigdy nie potrktowałby obecności swoich słuchaczy jako czegoś oczywistego. "Myślę, że wciąż jest jeszcze miejsce dla tego, co robię" - mówi na koniec. "To jest inny Stadion – ja mam swój tutaj, większość gra gdzie indziej. Jednak ludzie nadal chcą słuchać piosenek, które nie są sztucznym wytworem."

No i mamy rozjaśnione sytuacje co do kilku piosenek

Wydaje się, że MK nie słyszał o niepisanym prawie że artyście, który odniósł sukces, musi zacząć brakować pomysłów; bo prawdopodobnie w tym czasie zajęty był pisaniem i nagrywaniem nowych piosenek., które trafią na jego nową płytę, oraz graniem koncertów. I przy tym ma jeszcze mnóstwo zabawy.
Powoli zbliżamy się do końca pierwszej dekady XXI wieku. Stulecie pędzi naprzód przy udziale wielkich postaci muzycznych, które jednak bez pośpiechu sterują swoją karierą. Knopfler w tym czasie, (tzn pierwszej dekadzie) kończy już piąty album studyjny, i jak zawsze wychodzi z tego prawdziwa perełka: "Get Lucky", powstaje w jego własnym studio British Groove w zachodniej części Londynu, jest nagrywany i wydany wspólnie z wieloletnimi przyjaciółmi: Chuck'iem Ainlay'em i Guy'em Fletcherem. Płyta jest wypadkową muzycznych wpływów z całego życia Marka; w jego niemożliwym do pomylenia stylu pisania piosenek przenikają się elementy Folku, Blues'a z osobistymi brytyjskimi wątkami i niezwykle żywymi tekstami.
Kiedy Mark realizuje swoje pomysły, zdobywca Grammy i legenda gitary, pozostaje jak zwykle skromny .„Nie przestaęe dalej pracować. To właściwie jest wszystko. Z wiekiem ceni się to coraz bardziej” – mówi: „Nie mogę powiedzieć, że kiedyś doceniałem jakiś rodzaj telentu, który być może posiadam. Tego musiałem nauczyć się dopiero z upływającymi latami. Teraz siadam do maszyny i pracuję dalej. Ale tylko tak można coś osiągnąć."
"Łatwo daję się oderwać od tego co robię – przyznaje śmiejąc się. „Przynajmniej zawsze tak mówili moi nauczyciele.Mimo to jednak stale udaje mi stale pisać nowe kawałki. Jak widać wciąż jestem starym, dobrym śmieciarzem. Pozbierane rzeczy „śmieci” łączą się ze sobą, do tego jeszcze za dużo nagrywam. Nie mogę narzekać na brak pomysłów. Gdyby byli tu chłopcy, bez problemu mógłbym pójść z nimi teraz do studia i zacząć nagrywać."
Gdy stara drużyna znowu spotka się w British Grove Studio, nie trzeba im wiele czasu na wytworzenie swobodnej atmosfery, w której kreatywność ma doskonałą możliwość rozwoju. "Tworzenie takiego nastroju, to najlepsza część pracy nad nowym materiałem" - mówi Mark. "Myślę zresztą że mamy wystarczająco dużo szacunku dla siebie". Do "chłopców" przyłączyli się także sławni muzycy: Phil Cunningham i Michael McGoldrick, a także szkocki multiinstrumentalista John McCusker, który zamyka krąg nowych postaci w dostojnym zespole Knopflera. Oni już na pewno ze sobą kiedyś grali –śmieje sięJohn McCusker.
Jeśli "Get Lucky" byłoby powieścią, byłaby to zapewne książka, ineresującą do tego stopnia, że nie potafiłoby się odłożyć ją na półkę: pełna różnych charakterów, które potem budzi Mark w swoich tekstach do życia: jak na przykład kierowca samochodu ciężarowego w Glasgow w "openerze" "Border Reiver" lub sezonowy robotnik przy żniwach, w utworze tytułowym. Z ciepłym spojrzenie wstecz na epokę wiekich parowców w So Far From The Clyde i autobigraficznym ukłonem Knopflera w stronę doskonałego lutnika w "Monteleone" czy nieżyjącego stryja, którego Mark nigdy nie poznał w „Piper To The End".
Te i inne osobowości, tematy, które znajdują miejsce w "Get Lucky" portretuje i analizuje Mark poprzez pryzmat własnego dzieciństwa, które do ósmego roku życia spędził w Glasgow, po czym wraz z rodziną przeprowadził się do Newcastle. "Czy możemy pozostawić nasze dzieciństwo kiedykolwiek za sobą?" - pyta Mark. - "Są takie rzeczy, które fascynują nas już w dzieciństwie i które nas potem całe życie nie opuszczają".
Konkretny przykład: "Na końcu Salters Road w Newcastle była mały sklep z płytami - przypomina sobie Knopfler. "Pewnego dnia na wystawie sklepowej pojawił się Fender Stratocaster, który mnie oczarował, bo widziałem gitarę po raz pierwszy. Mój nos utkwił w szybie wystawowej. Sądzę, że zaszła wtedy we mnie, który nosił wtedy krótkie spodnie, jakaś przemiana: mały chłopiec wracając ze szkoły przychodzi do sklepu i stoi jak urzeczony. Do dzisiaj przechodzę na drugą stronę ulicy, aby popatrzeć w tamte okno.”
"To wszystko składa sią na moje życie i to co mi pozwala pracować dalej to ten „kick”. Punkt zwrotny który następuje , gdy próbujesz by coś powstało.To wystarcza całkowicie. Życie się zmienia, naturalnie z biegiem lat stajemy się wszyscy bardziej dojrzali, ale ja definitywnie próbuje aby jakaś część mojej osobowości wciąż była młoda".
Nić autobiograficzna, którą Mark pociąga poprzez "Get Lucky", staje się szczególnie wyrazista w piosence tytułowej: „ Moje pierwsze spotkanie, z człowiekiem, który był ciągle w drodze dotyczyło kogoś, kto śpiewał zimą w zespole soulowym, potem zarabiał na letnich jarmarkach lub na południu jako pomocnik przy żniwach, kiedy pogoda na to pozwalała" - wyjaśnia Knopfler. "Miałem gdzieś około 15 lat, musiałem więc jeszcze wracać do szkoły i. strasznie mu zazdrościłem „Get Lucky' jest o nim i inspirowana takimi stale przemieszczającymi się charakterami: ludzmi pracującymi sezonowo w gospodarstwie, na jarmarkach lub placach budowy i magazynach których spotykałem, tam w czasie mojej pracy dorywczej aż do momentu, gdy nie zacząłem żyć z muzyki".
Tytuł "Border Reiver" pochodzi od bandytów, którzy przed kilkoma wiekami atakowali szkocko-angielską granicę. "Kawałek jednak dotyczy trudnego życia kierowcy samochodu ciężarowego w późnych latach sześćdziesiątych. Żyliśmy wtedy w pobliży fabryki Albion w Glasgow i zawsze obserwowałem kierowców-testerów przy tym, jak w Trenchcoats z okularami ochronnymi sprawdzali gaźniki, zanim połączono kabinę kierowcy z resztą auta. Albion była znana ze swoich wysokich standardów jakościowych, slogan firmy brzmiał: "Pewne jak najbliższy wschód słońca".
Poza tym "Border Reiver" stanowi odnośnik do kawałka z albumu z roku 1978, którzy przyniósł Knopflerowi popularność: "W Newcastle gdzie wówczas mieszkaliśmy bezpośrednio przy A1, gdzie przebiegała ważna oś Północ-Południe" - mówi - "Już jako ośmiolatek znałem loga dużych przedsiębiorstw transportowych, ponieważ nieustannie przejeżdżały przez miasto. Gdy miałem około 20 lat wielu dobrych kierowców ciężarówek, zabierało mnie, kiedy podróżowłem stopem..Piosenka "Southbound Again" traktuje o tym, jak jadę autostopem poprzez cały kraj i coraz bardziej zakochuję się w Londynie".
LP jest bogate w warstwie instrumentalnej, dotyka nie tylko uniwersalnego, obszernego spektrum tematów, ale też zawraca jak "Piper to the end" - Tę piosenkę Knopfler zadedykował swojemu wujowi Freddiemu, który grał na dudach w szkockiej brygadzie Tyneside (dokładnie: Black Watch, Royal Highland Regiment, batalion I), z którzym to instrumentem udał się na wojnę i zginął w wieku lat 20 w maju 1940 roku w północnej Francji.
"Naturalnie nie poznałem go osobiście, ale spędzałem wiele czasu z moim wujem Kingsley'em, bratem mojej mamy. Zagrał mi kieyś Boogie-Woogie na fortepianie, a Freddie był jego starszym bratem. Dudy głęboko zakorzeniłay się w moim sercu, kiedy człowiek wychowuje się w Glasgow i przenosi się do Newcastle, nie potrafi później przejść obojętnie obok muzyki celtyckiej. W moim domu wiele płyt pamięta czasy mojej babki, jak na przykład kilka Jimmy Shand".
Knopfler i jego zespół nie mogą doczekać się na trasy koncertowej, w którą wyruszają w przyszłym roku. "Czuję się niczym kapitan wojennego statku i lubię pojechać w trasę, ponieważ bardzo chętnie spędzam czas z moją załogą. Poza tym sądzę, że lubię trasy koncertowe dlatego, że wiem już wcześniej że nie zajmują całego roku".
Marka cieszy również, kiedy publiczność pomiędzy nowymi piosenkami domaga się starych kawałków, które uksztatowały nas wszystkich. "Wspaniałe grać stare piosenki Dire Straits, odpowiadają one czasowi , odcinkowi życia, który ludzie sobie przypominają . Oczywiście za każdym razem gram je trochę inaczej, aby dla mnie pozostawały interesujące i pełne znaczenia . Ale są takie momenty, na przykład końcówka "Sultans", której jeśli nie zagram, ludzie nie będą zadowoleni. Ale lubię grać stare piosenki. Napisałem je, i ludzie chcą ich słuchać - w zasadzie prosta sprawa”.
Mark Knopfler czerpie energię z tego, że nigdy nie potrktowałby obecności swoich słuchaczy jako czegoś oczywistego. "Myślę, że wciąż jest jeszcze miejsce dla tego, co robię" - mówi na koniec. "To jest inny Stadion – ja mam swój tutaj, większość gra gdzie indziej. Jednak ludzie nadal chcą słuchać piosenek, które nie są sztucznym wytworem."
We talked of looking just out of town
Now it's looking like a dream shot down
I still believe that there's somewhere for us
But now it's something that we don't discuss
And you're the best thing I ever knew
Stay with me, baby, and we'll make it to
We'll make it to
Tu można kupić moją książkę
Księgarnia Wydawnictwa Radwan - Aparatka
Now it's looking like a dream shot down
I still believe that there's somewhere for us
But now it's something that we don't discuss
And you're the best thing I ever knew
Stay with me, baby, and we'll make it to
We'll make it to
Tu można kupić moją książkę

Księgarnia Wydawnictwa Radwan - Aparatka

