03.01.2008, 00:23
Sš tu tacy i to nawet starsi od Smoków i do tego jeszcze Smokóweustachów
Byl rok 1978,mialem wtedy 16 lat.
Najpierw był Sułtans of Swings nagrany na magnetofon szpulowy ZK 140T. Pierwsza myl jaka mnie wtedy dopadła: "oby tylko to nie była ekipa jednego przeboju - sš przecież rewelacyjni - muszš zaistnieć" Póżniej była konfrontacja z moim sšsiadem Panem Zygmuntem, który nie potrafił zrozumień dlaczego w kółko cišgle słucham tego jedynego utworu, kilka razy dziennie i codziennie. Po wyjanieniach, że słucham dlatego, bo chciałbym w życiu grać tak jak ONI - usłyszałem.
Pan Zygmunt ze swoistym spokojem w głosie miał mi wtedy rzec, cytuje:
"Synu - nie mam nic przeciwko temu, żeby grał tak jak ONI, ale na wszelki wypadek zrób kurs spawacza".
Tak rozpoczeły sie moje pierwsze "Wielkie kłopoty,tarapaty" czyli moje DIRE STRAITS, które pózniej były już tylko najcudowniejszymi chwilami muzycznymi, które przetrwały do dzi. Całš płytę DS usłyszałem jednak dopiero po roku od jej wydania. Takie były czasy. Mój kuzyn otrzymał jš od kolegi, który mieszkał w Anglii. Po przesłuchaniu u niego w domu, ku mojejmu zdziwieniu pożyczył mi jš do posłuchania - zaznaczajšc obym jej nie porysował. Wypytał o sprzęt i zadrżał. Tydzień płyta przeleżała w domu zanim kupiłem nowš igłę do gramofonu, a wišzało to się z wyprawš do Zielonej Góry, a na tamte czasy była to wyprawa roku.(samochód posiadal w moim miasteczku tylko pierwszy sekretarz podstawowej komórki partyjnej PZPR i komendant milicji).
Od samego poczštku wydawało mi sie ,że jest to tylko moja muzyka tworzona tylko dla mnie , że nikt nie potrafi jej zrozumieć tak jak ja. Na dyskotekach królowało Boney M i ABBA, zatem DS nie była znana dla ogółu. Trzymałem jš tylko dla siebie traktujšc jš jak swoisty skarb. Nie moglem uwierzyc jak można tak grać na gitarach, jak w ogóle oni to robiš, nie ma przecież na gryfie gitary takich dzwieków, to było dla mnie jakie nadludzkie. Polskie gitary, na których wtedy gralismy nadawały się tylko na wiosła do łódek, a twardymi strunami można było wišzać te łódki oby nie odpłyneły od brzegu. Ale jeli już odpływalismy w głębie wód dzwieków pierwszej DS - to rzeczywicie było to cudowne żeglowanie.
Po raz pierwszy pokazałem płytę DS koledze, który słuchał tylko Country. Wyobrażcie sobie, że miał ponad trzy tysišce płyt tylko z tš muzykš,które nadsyłała mu rodzina ze Stanów, żeby było weselej trzymał je na półkach w piwnicy swojego domku.Którego dnia nastšpiło włamanie, ale ršbnęli tylko słoiki z ogórcami i przetworami, a płyt Country nie ruszyli.
Gdy przesłuchał mojš cudownš DS zażartował wtedy,cytuje: "jak w mojej piwnicy były by tylko płyty DS - słoiki były by uratowane, i zapewne ršbneli by płyty".
Wtedy zareagowałem zazdrociš ,że on też lubi muzykę DS, a przecież ONA miała być tylko moja. Od tamtego zdarzenia lubiłem mojego kolesia trochę mniej,za to tylko, że chciał mi zabrać to - co dla mnie najcenniejsze.
Płyta DS była mojš pierwszš młodzieńczš miłociš muzycznš, a ta pierwsza ponoć jest najtrwalsza i pozostaje w pamięci nadłużej, dlatego dzi tak chętnie wracam do tej płyty, chcšc porównać jej odbiór dzi z tym co czułem wtedy.
Byl rok 1978,mialem wtedy 16 lat.
Najpierw był Sułtans of Swings nagrany na magnetofon szpulowy ZK 140T. Pierwsza myl jaka mnie wtedy dopadła: "oby tylko to nie była ekipa jednego przeboju - sš przecież rewelacyjni - muszš zaistnieć" Póżniej była konfrontacja z moim sšsiadem Panem Zygmuntem, który nie potrafił zrozumień dlaczego w kółko cišgle słucham tego jedynego utworu, kilka razy dziennie i codziennie. Po wyjanieniach, że słucham dlatego, bo chciałbym w życiu grać tak jak ONI - usłyszałem.
Pan Zygmunt ze swoistym spokojem w głosie miał mi wtedy rzec, cytuje:
"Synu - nie mam nic przeciwko temu, żeby grał tak jak ONI, ale na wszelki wypadek zrób kurs spawacza".
Tak rozpoczeły sie moje pierwsze "Wielkie kłopoty,tarapaty" czyli moje DIRE STRAITS, które pózniej były już tylko najcudowniejszymi chwilami muzycznymi, które przetrwały do dzi. Całš płytę DS usłyszałem jednak dopiero po roku od jej wydania. Takie były czasy. Mój kuzyn otrzymał jš od kolegi, który mieszkał w Anglii. Po przesłuchaniu u niego w domu, ku mojejmu zdziwieniu pożyczył mi jš do posłuchania - zaznaczajšc obym jej nie porysował. Wypytał o sprzęt i zadrżał. Tydzień płyta przeleżała w domu zanim kupiłem nowš igłę do gramofonu, a wišzało to się z wyprawš do Zielonej Góry, a na tamte czasy była to wyprawa roku.(samochód posiadal w moim miasteczku tylko pierwszy sekretarz podstawowej komórki partyjnej PZPR i komendant milicji).
Od samego poczštku wydawało mi sie ,że jest to tylko moja muzyka tworzona tylko dla mnie , że nikt nie potrafi jej zrozumieć tak jak ja. Na dyskotekach królowało Boney M i ABBA, zatem DS nie była znana dla ogółu. Trzymałem jš tylko dla siebie traktujšc jš jak swoisty skarb. Nie moglem uwierzyc jak można tak grać na gitarach, jak w ogóle oni to robiš, nie ma przecież na gryfie gitary takich dzwieków, to było dla mnie jakie nadludzkie. Polskie gitary, na których wtedy gralismy nadawały się tylko na wiosła do łódek, a twardymi strunami można było wišzać te łódki oby nie odpłyneły od brzegu. Ale jeli już odpływalismy w głębie wód dzwieków pierwszej DS - to rzeczywicie było to cudowne żeglowanie.
Po raz pierwszy pokazałem płytę DS koledze, który słuchał tylko Country. Wyobrażcie sobie, że miał ponad trzy tysišce płyt tylko z tš muzykš,które nadsyłała mu rodzina ze Stanów, żeby było weselej trzymał je na półkach w piwnicy swojego domku.Którego dnia nastšpiło włamanie, ale ršbnęli tylko słoiki z ogórcami i przetworami, a płyt Country nie ruszyli.
Gdy przesłuchał mojš cudownš DS zażartował wtedy,cytuje: "jak w mojej piwnicy były by tylko płyty DS - słoiki były by uratowane, i zapewne ršbneli by płyty".
Wtedy zareagowałem zazdrociš ,że on też lubi muzykę DS, a przecież ONA miała być tylko moja. Od tamtego zdarzenia lubiłem mojego kolesia trochę mniej,za to tylko, że chciał mi zabrać to - co dla mnie najcenniejsze.
Płyta DS była mojš pierwszš młodzieńczš miłociš muzycznš, a ta pierwsza ponoć jest najtrwalsza i pozostaje w pamięci nadłużej, dlatego dzi tak chętnie wracam do tej płyty, chcšc porównać jej odbiór dzi z tym co czułem wtedy.
We are the sultans of swing...

