03.05.2008, 18:14
No, no... gk 101380... Powiem Ci, że ładnie to napisałe. bardzo ładnie. Przydasz się na Forum z taaakimi metaforycznymi strofami pełnymi uniesienia. Ostatnio nam tego brakowało. 
Zresztš, pamiętam, jak niedawno był poruszany temat sensu forum oraz tego, że rzekomo zacznie ono wkrótce zanikać. Ja tylko czekałem na ten koncert. Mylę, że teraz znów się zacznie. To taka fala, przybój. Chyba nie muszę pisać, kto jest w tym przypadku wiatrem normujšcym ten szkwał...
Ok, do rzeczy. Troszkę już się wyciszyłem, więc mogę oprócz moich "ŁAAAAAA!" i "IIIHHHAAA!", tudzież "było pięknie..." skrobnšć co więcej. Pod Torwarem byłem chyba przed 18 jako. Pamiętam, że chyba widziałem Andrzeja. Wybacz mi, jeli się mylę... Ale czy Ty masz długie włosy teraz?
I taki niezwykle pogodny i dobry wzrok? Obok stał duży, wysoki człowiek z długimi włosami w zielonej kurtce. Wszyscy stalicie jako pierwsi przed bramkš. Szósty zmysł podpowiadał mi, że jestecie z Knopfler.pl. Zwłaszcza Ty - Andrzeju. Ciekawe, czy się pomyliłem...
Na płycie stałem dokładnie w tym samym miejscu, co poprzednio na występie Maestro. Nie mogłem w to wprost uwierzyć. Mylałem, że takie cuda zdarzajš się raz w życiu. Że sš niepowtarzalne... Tym bardziej, że wówczas Torwar nie był wypełniony jak wczoraj - po brzegi. A tu taki szok. Znów pod mikrofonem - zaledwie 10 metrów. I ta smuga wiatła na czerwonego stratocastera ustawionego samotnie przed pokrytymi leciutkš mgiełkš innymi instrumentami. Czułem się, jakbym przeżywał déja`vu. Wszystko było tak samo...
Aha, kolejny szczegół. Po prawej stał Kto mi z twarzy znajomy. Nie mogłem jednak dać głowy, więc przemilczałem kwestię przedstawienia się.
A to był chyba BET, jeli się nie mylę - jak tak teraz patrzę na fotki. Za chwilę przyszły do Ciebie 2 urocze Osóbki. - Jednš kojarzę z Forum - pomylałem. To była Trissi. Na 100%. To chyba jedyna Osoba, której jestem pewien, że jest z Forum i jš poznałem. Drugiej niestety nie kojarzę. A przed Wami stal Adam. Chyba... Parę razy spotkalimy się wzrokiem. Kiedy miałe takie fotki na Forum z dzieckiem i motorem bodajże...A może już mi sie wszystko pomerdało...
A, no i Grze pod koniec się pojawił niedaleczko.
Sam koncert? Cóż... Co tu dodać? Klimy nie było, ale wystarczyło parę dwięków do Cannibals, aby o tym nie myleć.
Faktycznie, wokalnie Mark poprawił się znacznie. Utwory były wypieszczone przecudownie. Może faktycznie przydałoby się ciut głoniej, żeby już zupełnie odlecieć, ale nie żšdajmy zbyt wiele. I tak było przepięknie.
Troszkę mnie jednak rozczarowała publicznoć. Kurczę, momentami czułem się jak dziki, nieokiełznany osioł - ale odseparowany od Reszty.
Liczyłem, że jak już się tłum rozkręci, to powstanie prawdziwe arcydzieło na płycie. Liczyłem na las ršk przy R&J, na spontaniczne oklaski do rytmu. Przecież polska publicznoć potrafi to robić chyba najlepiej na wiecie. Nie chciałbym być le zrozumiany - to nie tak, że publicznoć milczała i że nie było wspólnych piewów czy oklasków.. Nie. Po prostu liczyłem, że taki Steevenów szalejšcych na sam widok Marka będzie nieco więcej.
Oczywicie, każdy odbiera koncert na swój sposób. Ale mi się marzyło takie Sydney 1986 dwa... I tak, uważam, że pomoglimy Markowi przenieć się na chwile w tamte czasy - kiedy jako dwudziestoparolatek był bożyszczem tłumów. Mylę, że było parę takich momentów, w których mogły mu stanšć przed oczami te piękne chwile.
Kurczę, a może nie było tak le?
Może z widowni siedzšcej w sektorach to dawało lepszy efekt. Ciężko mi stwierdzić obiektywnie, bo przy tych najgorętszych momentach nie w głowie mi było odwracanie się i ogarnianie zachowania sali. Tylko jako tak miałem wrażenie, że tych ršk w górze, zapalonych zapalniczek
, tudzież rytmicznie uniesionych w górze klaszczšcych ršk ie było tak wiele, jak to sobie idealistycznie wyobraziłem przed koncertem.
Nie umniejsza to jednak faktu, że zabawa była przednia, a wrażenia chyba już do końca życia... Dla takich chwil warto być fanem Marka...
Mam pytanko do tych, co byli na innych występach Marka na tegorocznej trasie. Już Kto tu wspomniał, że niemiecka publicznoć była dużo mniej spontaniczna i że Mark nie zagrał tam tak radonie, jak u nas. Kto jeszcze co wie? Jak Mark prezentował się u innych. Jak był przyjęty? Czekam na relacje powracajšcych z Pragi. Ciekawe jak pójdzie Czechom?
ciskam!

Zresztš, pamiętam, jak niedawno był poruszany temat sensu forum oraz tego, że rzekomo zacznie ono wkrótce zanikać. Ja tylko czekałem na ten koncert. Mylę, że teraz znów się zacznie. To taka fala, przybój. Chyba nie muszę pisać, kto jest w tym przypadku wiatrem normujšcym ten szkwał...

Ok, do rzeczy. Troszkę już się wyciszyłem, więc mogę oprócz moich "ŁAAAAAA!" i "IIIHHHAAA!", tudzież "było pięknie..." skrobnšć co więcej. Pod Torwarem byłem chyba przed 18 jako. Pamiętam, że chyba widziałem Andrzeja. Wybacz mi, jeli się mylę... Ale czy Ty masz długie włosy teraz?
I taki niezwykle pogodny i dobry wzrok? Obok stał duży, wysoki człowiek z długimi włosami w zielonej kurtce. Wszyscy stalicie jako pierwsi przed bramkš. Szósty zmysł podpowiadał mi, że jestecie z Knopfler.pl. Zwłaszcza Ty - Andrzeju. Ciekawe, czy się pomyliłem...
Na płycie stałem dokładnie w tym samym miejscu, co poprzednio na występie Maestro. Nie mogłem w to wprost uwierzyć. Mylałem, że takie cuda zdarzajš się raz w życiu. Że sš niepowtarzalne... Tym bardziej, że wówczas Torwar nie był wypełniony jak wczoraj - po brzegi. A tu taki szok. Znów pod mikrofonem - zaledwie 10 metrów. I ta smuga wiatła na czerwonego stratocastera ustawionego samotnie przed pokrytymi leciutkš mgiełkš innymi instrumentami. Czułem się, jakbym przeżywał déja`vu. Wszystko było tak samo...
Aha, kolejny szczegół. Po prawej stał Kto mi z twarzy znajomy. Nie mogłem jednak dać głowy, więc przemilczałem kwestię przedstawienia się.
A to był chyba BET, jeli się nie mylę - jak tak teraz patrzę na fotki. Za chwilę przyszły do Ciebie 2 urocze Osóbki. - Jednš kojarzę z Forum - pomylałem. To była Trissi. Na 100%. To chyba jedyna Osoba, której jestem pewien, że jest z Forum i jš poznałem. Drugiej niestety nie kojarzę. A przed Wami stal Adam. Chyba... Parę razy spotkalimy się wzrokiem. Kiedy miałe takie fotki na Forum z dzieckiem i motorem bodajże...A może już mi sie wszystko pomerdało...
A, no i Grze pod koniec się pojawił niedaleczko.Sam koncert? Cóż... Co tu dodać? Klimy nie było, ale wystarczyło parę dwięków do Cannibals, aby o tym nie myleć.
Faktycznie, wokalnie Mark poprawił się znacznie. Utwory były wypieszczone przecudownie. Może faktycznie przydałoby się ciut głoniej, żeby już zupełnie odlecieć, ale nie żšdajmy zbyt wiele. I tak było przepięknie. Troszkę mnie jednak rozczarowała publicznoć. Kurczę, momentami czułem się jak dziki, nieokiełznany osioł - ale odseparowany od Reszty.
Liczyłem, że jak już się tłum rozkręci, to powstanie prawdziwe arcydzieło na płycie. Liczyłem na las ršk przy R&J, na spontaniczne oklaski do rytmu. Przecież polska publicznoć potrafi to robić chyba najlepiej na wiecie. Nie chciałbym być le zrozumiany - to nie tak, że publicznoć milczała i że nie było wspólnych piewów czy oklasków.. Nie. Po prostu liczyłem, że taki Steevenów szalejšcych na sam widok Marka będzie nieco więcej.
Oczywicie, każdy odbiera koncert na swój sposób. Ale mi się marzyło takie Sydney 1986 dwa... I tak, uważam, że pomoglimy Markowi przenieć się na chwile w tamte czasy - kiedy jako dwudziestoparolatek był bożyszczem tłumów. Mylę, że było parę takich momentów, w których mogły mu stanšć przed oczami te piękne chwile. Kurczę, a może nie było tak le?
Może z widowni siedzšcej w sektorach to dawało lepszy efekt. Ciężko mi stwierdzić obiektywnie, bo przy tych najgorętszych momentach nie w głowie mi było odwracanie się i ogarnianie zachowania sali. Tylko jako tak miałem wrażenie, że tych ršk w górze, zapalonych zapalniczek
, tudzież rytmicznie uniesionych w górze klaszczšcych ršk ie było tak wiele, jak to sobie idealistycznie wyobraziłem przed koncertem.Nie umniejsza to jednak faktu, że zabawa była przednia, a wrażenia chyba już do końca życia... Dla takich chwil warto być fanem Marka...
Mam pytanko do tych, co byli na innych występach Marka na tegorocznej trasie. Już Kto tu wspomniał, że niemiecka publicznoć była dużo mniej spontaniczna i że Mark nie zagrał tam tak radonie, jak u nas. Kto jeszcze co wie? Jak Mark prezentował się u innych. Jak był przyjęty? Czekam na relacje powracajšcych z Pragi. Ciekawe jak pójdzie Czechom?

ciskam!

