28.10.2009, 01:16
Robson napisał(a):Od czasu premiery żadna inna płyta MK nie wylądowala w odtwarzaczu. Nawet czasami mam ochotę nastawić inną ale przeradza się to w myślenie: nie nie zdardzę "Get Lucky" Chyba zwariowałem. Macie podobnie?
Podobnie, ale... Choć GL "zapętliła" się u mnie na dobre i złe, raz w całości, innym razem wybiórczo, jako deser po śniadaniu, aperitiff przed kolacją, czy wręcz niezobąwiązujące tło podczas czynności zawodowych, postanowiłem od niej trochę odpocząć. Taka sprawdzona metoda na zaostrzenie apetytu. Starłem kurz z KTGK, z którą to byłem trochę na bakier. Jakoś nie potrafiła zaskarbić sobie mojej sympatii po pierwszym, drugim, czy dziesiątym odsłuchu. Byłem ciekaw tej konfrontacji po zauroczeniu (jednak) ostatnim dokonaniem Marka. I... zupełne zaskoczenie. O ile wcześniejsza realizacja dotychczas kojarzyła się z wszelako rozumianą bladością, uświadomiłem sobie powtórnie, potrójnie i nie wiem jak jeszcze, że tak zwane pierwsze wrażenie nie powinno być podstawą do oceny. Czegokolwiek. Zwłaszcza wytworów (cóż za określenie) tak niematerialnych, jaką jest muzyka. Powściągliwość, na nowo przeze mnie odkryta, od epatowania efektownymi w ogólnym rozumieniu dźwiękami, zaowocowała wzbudzeniem emocji niezależnych od drapieżności gitarowych riffów. Im dłużej słucham, tym bardziej tracę chęć tworzenia rankingów.

