05.07.2010, 13:51
Witam 
Sektor A4, rząd 7, miejsca 20, 21 - dźwięk doskonały, oprócz basów, które trudno było wyłowić, no i mogło być ciut głośniej. Dzięki lornetce widoczność wspaniała
Ale od początku.
Jako wierny słuchacz i fan Trójki, której słucham od kiedy doszedłem do czego służy pokrętło w starym, lampowym jeszcze radiu (nie miało UKFu, ale były fale krótkie), z fenomenem Dire Straits zapoznał mnie Piotr Kaczkowski. Któregoś popołudnia w 1978 roku zapowiedział coś zupełnie nowego i ekscytującego i .... puścił Sultans of Swing. Najpierw zdziwienie, że słyszę coś tak innego od puszczanych wówczas utworów, a potem zachwyt. I tak to się potoczyło. Dire Straits towarzyszył mi przez ogólniak, wspólne słuchanie Making Movies u kolegi, który zdobył gdzieś ten krążek (z drżeniem rąk oglądało się okładkę, i z mrowieniem po plecach słuchało). Płyta ta konkurowała wtedy dla nas jedynie The Wall i Friends of Mr. Cairo. Potem studia i niezapomniany wieczór, znowu dzięki Piotrowi Kaczkowskiemu. 1982, czwartek, Mini-max, godzina 20.00 i my -cała czwórka z pokoju w akademiku, na końcu mola w Sopocie z radiem tranzystorowym. Był cichy, bezwietrzny wieczór. Nie muszę dalej opisywać jak przyjęliśmy Telegraph Road i Private Investigations (Benek, Marek, Mirek - pozdrawiam, gdziekolwiek jesteście). Wątek bardzo osobisty też był - wieczory z Ukochaną przy Tunnel of Love, Romeo and Juliet ... -całuję Izo.
Zawsze pragnąłem być na koncercie Dire Straits. Z wiadomych względów było to niemożliwe. Potem straciłem wszelkie nadzieje po rozpadzie grupy.
Działalność solowa Marka nie zawsze przypadała mi do gustu, a może po prostu odszedłem trochę od muzyki, inne sprawy zaprzątały moją głowę. Jednak często sięgałem po płyty Dire Straits.
Z obawą jechałem na koncert do Wrocławia. Jak zabrzmi tak bliska mi muzyka po tylu latach? Zabrzmiała wspaniale!
. Sultans od Swing w tej wersji na głowę bije oryginał z 1978 roku. Przy wszystkich utworach miałem CIARY, takie same jak 30 lat temu.
Teraz mam w planie jak najszybciej uzupełnić mój zbiór CD o wszystkie solowe wydawnictwa Marka
.
P.S. Dziękuję Pablosanowi za miłe 460 km z Gdyni do Wrocławia i Mirkowi za siedem przystanków tramwajowych do Hali Stulecia. Podziwiam Waszą wiedzę, podzielam miłość do muzyki Marka, i teraz już rozumiem dlaczego właśnie tacy jesteście
Pozdrawiamy
Adam i Iza

Sektor A4, rząd 7, miejsca 20, 21 - dźwięk doskonały, oprócz basów, które trudno było wyłowić, no i mogło być ciut głośniej. Dzięki lornetce widoczność wspaniała

Ale od początku.
Jako wierny słuchacz i fan Trójki, której słucham od kiedy doszedłem do czego służy pokrętło w starym, lampowym jeszcze radiu (nie miało UKFu, ale były fale krótkie), z fenomenem Dire Straits zapoznał mnie Piotr Kaczkowski. Któregoś popołudnia w 1978 roku zapowiedział coś zupełnie nowego i ekscytującego i .... puścił Sultans of Swing. Najpierw zdziwienie, że słyszę coś tak innego od puszczanych wówczas utworów, a potem zachwyt. I tak to się potoczyło. Dire Straits towarzyszył mi przez ogólniak, wspólne słuchanie Making Movies u kolegi, który zdobył gdzieś ten krążek (z drżeniem rąk oglądało się okładkę, i z mrowieniem po plecach słuchało). Płyta ta konkurowała wtedy dla nas jedynie The Wall i Friends of Mr. Cairo. Potem studia i niezapomniany wieczór, znowu dzięki Piotrowi Kaczkowskiemu. 1982, czwartek, Mini-max, godzina 20.00 i my -cała czwórka z pokoju w akademiku, na końcu mola w Sopocie z radiem tranzystorowym. Był cichy, bezwietrzny wieczór. Nie muszę dalej opisywać jak przyjęliśmy Telegraph Road i Private Investigations (Benek, Marek, Mirek - pozdrawiam, gdziekolwiek jesteście). Wątek bardzo osobisty też był - wieczory z Ukochaną przy Tunnel of Love, Romeo and Juliet ... -całuję Izo.
Zawsze pragnąłem być na koncercie Dire Straits. Z wiadomych względów było to niemożliwe. Potem straciłem wszelkie nadzieje po rozpadzie grupy.
Działalność solowa Marka nie zawsze przypadała mi do gustu, a może po prostu odszedłem trochę od muzyki, inne sprawy zaprzątały moją głowę. Jednak często sięgałem po płyty Dire Straits.
Z obawą jechałem na koncert do Wrocławia. Jak zabrzmi tak bliska mi muzyka po tylu latach? Zabrzmiała wspaniale!
. Sultans od Swing w tej wersji na głowę bije oryginał z 1978 roku. Przy wszystkich utworach miałem CIARY, takie same jak 30 lat temu. Teraz mam w planie jak najszybciej uzupełnić mój zbiór CD o wszystkie solowe wydawnictwa Marka
.P.S. Dziękuję Pablosanowi za miłe 460 km z Gdyni do Wrocławia i Mirkowi za siedem przystanków tramwajowych do Hali Stulecia. Podziwiam Waszą wiedzę, podzielam miłość do muzyki Marka, i teraz już rozumiem dlaczego właśnie tacy jesteście

Pozdrawiamy
Adam i Iza

