06.07.2010, 14:48
Robson napisał(a):Po co Wy się w ogole tlumaczycie ile piwek wypiliscie>Numitor faf bylismy na pewno w tym samy klubie?
Niby racja
Chociaż jednak jakiś tam komentarz mam ochotę dodać. Niech to będzie również moja "relacja" z wyjazdu.Panowie, jak już o kulturze mowa, to wypadałoby się chociaż pożegnać, a nie zmywać się po angielsku. Przywitaliście się, poszedłem chyba do kib... gabinetu odnowy biologicznej
a potem was pięć minut szukałem w knajpie i na zewnątrz bo chciałem pogadać. To ja już wolę Józia, który pyta mnie: "żży tu żie sikhaa?" ;] Ja na to: "tak, ale wiesz - trzeba drzwi otworzyć, wejść do środka i w ogóle". Józio zawiedziony: "khuurwaa..." :| Wymagania, nie? 
Ale Józio tam był, bawił się dobrze, i to się liczy. A do nieprzytomności przecież nikt się nie spił. A jak by się nawet i spił, to znalazłby się jakiś dobry duch pokroju Mikołaja, który by nieszczęśnika odstawił bezpiecznie w ramiona Morfeusza.
A w ogóle to zrobili się chyba tylko Józio i jambore
Co do rozmów - ja słyszałem bardzo dużo o Marku, może dlatego, że byłem tam dłużej niż pięć minut
Analizowaliśmy chyba każdy zagrany na koncercie kawałek, wpadaliśmy w ekstazę ilekroć obsługa puściła MK / DS, wspominaliśmy poprzednie koncerty i wyjazdy, gadaliśmy też o forum. Było zbiorowe czytanie recenzji z Tylko Rocka (Alchemy DVD), była dyskusja o Metallice, były żale do Marka że nie chciał płyty podpisać 
Dodam, że pisanie takich bredni (tak, bredni) to jest, że się tak wyrażę kolokwialnie, podcinanie gałęzi, na której sramy we własne gniazdo
Widzicie ilu ludzi się tu ostatnio zarejestrowało? Wchodzą przede wszystkim w ten wątek i co widzą? Bandę zarzyganych pijaków, bo tak to mistrzowie odmalowaliście. Robson ma rację połowicznie: nie ma co tych pierdół komentować, bo sami wiemy jak było naprawdę. Ale biorąc poprawkę na forumową młódź warto zdementować to, co insynuują numitor i faf. Tak więc, droga młódzi (?) forumowa: nie było żadnych scen dantejskich ni karczemnych, oni przesadzają
Stwierdziłem dwóch bardziej podpitych, reszta elegancko trzymała fason. A pod koniec imprezy tym bardziej okazało się, jacy to kochani i serdecznie ludzie - ale o tym poniżej 
Po tej dygresji właściwa relacja

Ten wyjazd od początku zaczął się nietypowo. Byłem w piątek normalnie w pracy, a pociąg miałem o 16:35 - we Wrocławiu o 19:00. Na stacji okazało się, że pociąg ma 10 minut opóźnienia. Przed samym odjazdem "zwiększył opóźnienie do ok. 70 minut". Potem - do 100 minut... Potem okazało się, że gdzieś na trasie spłonęła lokomotywa i był zator. Trudno, jadę następnym. Kolejka, unieważnienie biletu, druga kolejka, zwrot kasy i nowy bilet. Pociąg stoi na stacji, hura! Wsiadam. Hmm... Opóźnienie 10 minut. Zaczyna się?
Ale nie - jedziemy!Jednak różowo nie jest. Dojazd dopiero na 20:03, spóźnię się! Cóż, bywa. Dotarłem do Wrocławia, biegnę w kierunku schodów dworcowych - nie ma ich! Biegnę do drugich - są. Biegnę na dworzec - nie ma dworca! :| Fatum jakieś? W Krakowie podczas zlotu remonty, we Wrocku też... Na szczęście udało mi się złapać taxi w locie. Pan wykazał zrozumienie i gnał jak sam Szatan.
Na bramce nawet mnie nie sprawdzali, tylko zawołali: GAZU! Ja bowiem z daleka się wydarłem: "PeKaPe - 100 MINUT OPÓŹNIENIA!"
Zdążyłem na Prairie Wedding. Spokojne harmonie ukoiły zdyszany oddech.Minusem było tylko natrętne echo perkusji, plusem - cała reszta
A jak usłyszałem pierwsze dźwięki Telegraph Road, to po nogach mi pociekło... Nadal mam dreszczyk jak sobie to przypomnę 
Aha, drugi minus: za szybko się skończyło!
Mógłbym tam jeszcze dłuuugo siedzieć...Po koncercie spotkanie pod iglicą. Radość, uściski, zapoznawanie się, zdjęcia i wygłupy
Już tęsknię! No i znak rozpoznawczy - zajebiste czerwone koszulki
Ze wszystkich które mam, ta mi się podoba najbardziej, choć początkowo do tej czerwieni byłem sceptycznie nastawiony. Robiliśmy wrażenie
Podczas marszu do knajpki wysłałem żonie MMSa - powiedziała, że wyglądamy jak Smerfy, tylko że czerwone 
Lokal przyjemny, studencka spelunka taka
Szpilka już opisała co i jak się działo, ja tylko dodam, że Prowizorka Blues Band już zaczęła szlifować kawałki na zlot dzięki przyniesionej przez kogoś gitarze 
Tańców nie było, jedynie hulanki i swawole. Niektóre rozmowy tak nas pochłonęły, że musieliśmy wyjść przed lokal by nie zagłuszała nas muzyka. W pewnym momencie chyba z dziesięć osób tam stało. A pobliska kebabownia zapewniła, by nasze żołądki nie tylko płyn wypełniał (i czipsy
).Stopniowo ludzie zaczęli się wykruszać, ale grubo po północy zostało nas jeszcze z kilkanaście osób. Miałem plan by wrócić pociągiem o 3:23, ale Robson mnie namówił żebym jeszcze został. Dokładnie, namówił mnie w taki sposób:
- Bart, zostań jeszcze, jedź następnym!
- No cóż - namawiał, namawiał - i namówił...

Zatem przesunąłem plany na 5:07. O trzeciej zadzwonił telefon. "Kochanie, ja nie żartuję - wody mi odeszły!". Szok! Termin na 28 lipca
Spokojnym i opanowanym głosem profesjonalisty powiedziałem Asi co i jak ma robić i kiedy przyjadę, po czym rozłączyłem się i opadłem przerażony w fotel
Wstałem jednak ogłosić wieści - bo nie dalej jak godzinę wcześniej rozmawiałem z paroma osobami właśnie o mojej przyszłej córce. Zapanowała atmosfera radości, uspokajania i dodawania otuchy, gratulacji i toastów za "Knopflerównę"
Jeden tylko Mikołaj miał po usłyszeniu nowiny taką minę, że ucieszyłem się, iż ktoś jest bardziej przerażony niż ja ;]Robson i parę innych osób pożegnało się i na placu boku zostaliśmy: macsa, Pablo, jambore, szpilka, Mikołaj, Gasper i ja (chyba że coś pomieszałem, a to możliwe
). Zamówione taxi nas zrobiło w capa, ale nieoceniony jambore zdobył transport (ledwo mnie zawrócili z marszobiegu z buta na PKP
).Zdążyłem na poród, byłem jeszcze całą sobotę w szpitalu. Kładłem się spać mając na liczniku 43 godziny bez snu
Ale szczęśliwy.Cały czas czułem Waszą obecność. SMSy, telefony, pozdrowienia. Nawet jeszcze dziś jambore dzwonił
Czułem że nie jestem z tym sam i bardzo Wam za to dziękuję! Należeć do takiego KWA to zaszczyt
(skrót KWA rozszyfruje numitor
).A rejestrację na forum pięć lat temu uważam za jedną z najlepszych moich decyzji. Będę się nadal starał, by zarówno forum jak i zloty dawały nam jak najwięcej radości. Howgh ;]

