02.08.2010, 22:42
Witam w społeczności Knopflerowskiej
Od kilku dni na forum, ale od ponad 20 lat z Markiem na dobre i na złe :-)
Dobre to: wrażenia z koncertu - było przecudownie, to mój pierwszy koncert Marka, żałuję, że nie byłem w Warszawie, po koncercie miałem siniaki na rękach i zachrypnięte gardło, pewnie, jak wszyscy.
Złe to: nasza nieszczęsna hala ludowa - zgadzam się z ROCKENEM co do odbitego werbla, ale ja w sektorze A3 oprócz odbić (nie tylko werbel, ale głównie hi-hat), będąc, jak dobrze pamiętam w 7 rzędzie, nie słyszałem dobrze basu. Przy niektórych częstotliwościach było go o 90% za mało, dobiegał mniej więcej, jak w efekcie "underwater". Sprawa poprawiła się przy...bisach. Tak, jak wstałem, to niskie tony były lepiej słyszalne. Gdybym wiedział, przestałbym cały koncert :-)) No i trochę za cicho było, szczególnie pierwsze 2, może 3 utwory, potem akustyk podkręcił "volume". Ale dosyć narzekania, bo koncert był cudowny, a moja muzyczna pasja z czasów, gdy byłem nastolatkiem, jeszcze bardziej się umocniła: "Romeo & Juliet" oraz "Sailing to Philadelphia" to wzruszenie do łez (dosłownie) a Sułtani i "So Far Away" udowodniły, jak cudowny jest rock w wykonaniu MK, po prostu brak słów. I jak tu opowiedzieć znajomym o koncercie?? Słowami się nie da. DZIĘKUJĘ Z CAŁEGO SERCA MAĆKOWI "MACSA", bo to on mnie namówił na ten koncert. POZDRAWIAM
Od kilku dni na forum, ale od ponad 20 lat z Markiem na dobre i na złe :-)
Dobre to: wrażenia z koncertu - było przecudownie, to mój pierwszy koncert Marka, żałuję, że nie byłem w Warszawie, po koncercie miałem siniaki na rękach i zachrypnięte gardło, pewnie, jak wszyscy.
Złe to: nasza nieszczęsna hala ludowa - zgadzam się z ROCKENEM co do odbitego werbla, ale ja w sektorze A3 oprócz odbić (nie tylko werbel, ale głównie hi-hat), będąc, jak dobrze pamiętam w 7 rzędzie, nie słyszałem dobrze basu. Przy niektórych częstotliwościach było go o 90% za mało, dobiegał mniej więcej, jak w efekcie "underwater". Sprawa poprawiła się przy...bisach. Tak, jak wstałem, to niskie tony były lepiej słyszalne. Gdybym wiedział, przestałbym cały koncert :-)) No i trochę za cicho było, szczególnie pierwsze 2, może 3 utwory, potem akustyk podkręcił "volume". Ale dosyć narzekania, bo koncert był cudowny, a moja muzyczna pasja z czasów, gdy byłem nastolatkiem, jeszcze bardziej się umocniła: "Romeo & Juliet" oraz "Sailing to Philadelphia" to wzruszenie do łez (dosłownie) a Sułtani i "So Far Away" udowodniły, jak cudowny jest rock w wykonaniu MK, po prostu brak słów. I jak tu opowiedzieć znajomym o koncercie?? Słowami się nie da. DZIĘKUJĘ Z CAŁEGO SERCA MAĆKOWI "MACSA", bo to on mnie namówił na ten koncert. POZDRAWIAM

