17.10.2011, 19:49
Jeśli ktoś komponuje muzykę przez całe życie i robi w tym progres to z czasem smaczki takie jak techniczne zagrywki, spektakularne akcenty i inne fajerwerki aranzacyjne ustępują miejsca prostocie i kompozycji na tyle czystej i odkrytej, że nie potrzebuje ona zbyt wielu dodatków. Ciężko to wytłumaczyć, ale myślę, że Mark po prostu tak bardzo dojrzał jako kompozytor i autor tekstów, że przearanżowanie jego muzyki chyba by jej zaszkodziło. Oczywiście każdży z nas ucieszyłby się na kolejną płytę w klimacie making movies, ale to już nie ten etap. Znakomicie słucha się DS, wiedząc co jest dalej czyli znając solowe dokonania Marka, odczuwa się prawie namacalnie jego muzyczną drogę. Od zabawy muzyką po kompozytorskie mistrzostwo i dojrzałość. Nie wiem, czemu krytykują go za wokal, dla mnie to jeden z najlepszych wokalistów, bo prawie w ogóle nie wykorzystuje techniki śpiewania, zamiast tego koncentruje się na uczuciach. Sam nie śpiewam, ale znam wielu wokalistów i każdy z nich uważa, że taki rodzaj śpiewania jest najtrudniejszy, bo zupełnie nie da się go wyćwiczyć tylko trzeba mieć TO w sobie. Zresztą moi ulubieni wykonawcy mają całe zafałszowane dyskografie i nikt nie zwraca na to uwagi. Knopfler, Waters, Gilmour, Lennon to fałsz na fałszu, czasem dochodzący do ćwierćtonów, nie mówiąc już o chórkach, ale podczas słuchania w ogóle nie zwraca się na to uwagi, bo całość jest śpiewana z takim przekonaniem, że wydaje się, iż inaczej tego nie można zaśpiewać. Podobnie jest z jego kompozycjami i aranżacją, po prostu feeling kompozycyjny zamiast błyskotliwego aranżu. Nie da się tego połączyć, bo mocny aranż „zakrywa” kompozycję.

