22.09.2005, 15:27
Ja z innej beczki... Dorwalem dzisiaj plyte Queen+Paul Rodgers "Return of the Champions" i mam troche mieszane uczucia. Fanem Queen bylem od dziecka, mam prawie wszystkie plyty, ale to co robia Panowie Taylor i May po smierci Freddiego napawa mnie delikatnie mowiac niesmakiem. Dla mnie to szarganie nazwy. No ale do rzeczy.
Otoz, wydaje mi sie, ze RT&BM strzelili gola do wlasnej bramki nazywajac sie Queen. Bo te piosenki, w tych wykonaniach jakie zaprezentowali, sa NAPRAWDE niezle. Gdyby koncertowali sobie, jako Dwaj Weseli Kolesie z Kumplem, to nikt by nie mial do nich o nic pretensji, bylby cud-miod-ultramaryna. Niektore wykonania mi sie autentycznie podobaja (w koncu to jest spora atrakcja moc uslyszec na koncercie chocby These Are The Days of Our Lives). No ale, gdy powiewa nad tym nazwa Queen, to porownania nasuwaja sie same... Szkoda wielka.
A plyty warto posluchac chocby dla zaspokojenia ciekawosci
Otoz, wydaje mi sie, ze RT&BM strzelili gola do wlasnej bramki nazywajac sie Queen. Bo te piosenki, w tych wykonaniach jakie zaprezentowali, sa NAPRAWDE niezle. Gdyby koncertowali sobie, jako Dwaj Weseli Kolesie z Kumplem, to nikt by nie mial do nich o nic pretensji, bylby cud-miod-ultramaryna. Niektore wykonania mi sie autentycznie podobaja (w koncu to jest spora atrakcja moc uslyszec na koncercie chocby These Are The Days of Our Lives). No ale, gdy powiewa nad tym nazwa Queen, to porownania nasuwaja sie same... Szkoda wielka.
A plyty warto posluchac chocby dla zaspokojenia ciekawosci

