27.09.2005, 00:50
Urodzilem sie w 73. Nieszczesliwy rok..... a potem mnie muzyka obudzila......
Sluchalem wielu roznych wykonawcow - jako dziecko OMD, potem odkrylem Frankie Goes to Hollywood..... a potem nagle oswiecilo sie swiatlo.
Byl grudzien 1985 roku. W 2 programie Polskiego Radia Tomek Szachowski i niezyjacy juz GURU polskiej muzyki Tomek Beksinski podsumowali owczesne dokonania w swiecie muzyki......
Mialem wrazenie ze ktos odcisnal pietno. Wbil goraca stal w moja dusze i powiedzial: masz tego sluchac!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
I stala sie muzyka. Jak grom z jasnego nieba... STING.... The dream of the blue turtles... i odkrylem ze jazz istnieje. Niepozornie wdarl sie w moja dusze, pokazal ze FORMA ma znaczenie. Ze belkot sposrod 3 instrumentow zrodzony (the Police) moze byc wyparty przez cos, co daje duszy harmonie i wysublimowane dzwieki. I pozniej poznalem Marillion. Moje Misplaced Childhood wdarlo sie cudnymi słowami w me zycie, nie pozwolilo zapomniec ze istnieje przekaz literacki w muzyce, chociaz obcy w brzmieniu, bo spiewany obcym jezykiem, to jednak MOJ. Nocny szept Beksinskiego, tlumaczacego Fisha pamietam do dzis. Chlonalem to jak mleko z piersi matczynej. Kazdy moj niemowlecy muzycznie lyk dawal mi energie do zycia. I stalo sie to, czego nie spodziewalem sie..........
Brothers in Arms.
To zagralo jak nic dotad. Zabilo mnie kazdym dzwiekiem. Jak biblie, slowo objawiciela kazdy dzwiek byl jak zwiastun nowego zycia...... Zabil mnie Mark swa miloscia wyeksponowana dzwiekiem gitary, stalem sie wybrancem, ktory mogl swe zycie podporzadkowac dzwiekom plynacym z dwoch glosnikow mojego marnego sprzety stereo. I nic juz nie bylo jak dawniej. I nic nie mialo sie stac wazniejsze......
CDN.
Sluchalem wielu roznych wykonawcow - jako dziecko OMD, potem odkrylem Frankie Goes to Hollywood..... a potem nagle oswiecilo sie swiatlo.
Byl grudzien 1985 roku. W 2 programie Polskiego Radia Tomek Szachowski i niezyjacy juz GURU polskiej muzyki Tomek Beksinski podsumowali owczesne dokonania w swiecie muzyki......
Mialem wrazenie ze ktos odcisnal pietno. Wbil goraca stal w moja dusze i powiedzial: masz tego sluchac!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
I stala sie muzyka. Jak grom z jasnego nieba... STING.... The dream of the blue turtles... i odkrylem ze jazz istnieje. Niepozornie wdarl sie w moja dusze, pokazal ze FORMA ma znaczenie. Ze belkot sposrod 3 instrumentow zrodzony (the Police) moze byc wyparty przez cos, co daje duszy harmonie i wysublimowane dzwieki. I pozniej poznalem Marillion. Moje Misplaced Childhood wdarlo sie cudnymi słowami w me zycie, nie pozwolilo zapomniec ze istnieje przekaz literacki w muzyce, chociaz obcy w brzmieniu, bo spiewany obcym jezykiem, to jednak MOJ. Nocny szept Beksinskiego, tlumaczacego Fisha pamietam do dzis. Chlonalem to jak mleko z piersi matczynej. Kazdy moj niemowlecy muzycznie lyk dawal mi energie do zycia. I stalo sie to, czego nie spodziewalem sie..........
Brothers in Arms.
To zagralo jak nic dotad. Zabilo mnie kazdym dzwiekiem. Jak biblie, slowo objawiciela kazdy dzwiek byl jak zwiastun nowego zycia...... Zabil mnie Mark swa miloscia wyeksponowana dzwiekiem gitary, stalem sie wybrancem, ktory mogl swe zycie podporzadkowac dzwiekom plynacym z dwoch glosnikow mojego marnego sprzety stereo. I nic juz nie bylo jak dawniej. I nic nie mialo sie stac wazniejsze......
CDN.
and it's your face I'm looking for on every street...

