28.09.2012, 13:51
I zaczyna się jeden z magicznych momentów – Yon Two Crows. Utwór, który będzie wspaniale przyjmowany na trasie, bo rozpoczyna się subtelnie, jak nieoszlifowany diament a kończy jako błyszczący w pełnej krasie brylant. Zdecydowanie bardziej rozbudowany w porównaniu do wersji studyjnej, z mocnym zakończeniem
Zdaje się, że na to właśnie czekaliśmy.
Mark gra koncert, cały czas jakby speszony bliskością publiki. 35 lat na scenie, a wygląda jakby pierwszy raz stanął oko w oko z fanami. Przy YTC po raz pierwszy widać, jak bardzo się stara, gra z zamkniętymi oczami, widać jak emocje przebiegają po twarzy. Gra cholernie emocjonalnie, całym sobą. Nigdy nie byłem tak blisko, zawsze oddzielał mnie kordon ochrony i twardych barierek, teraz pierwszy raz mam możliwość cieszyć się Markiem w pełnej krasie.
Nie chcę, żeby to wyglądało na jakieś bałwochwalstwo, ale kurczę, Wojtek, to musiały być najpiękniejsze chwile Twojego życia. Warto walczyć o swoje:-) Strasznie Ci zazdroszczę, ale w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa.
W trakcie frazy „To lay with pretty women to drink Madeira wine” chór męskich gardeł tworzy dodatkowy czad. Piękny numer, w sam raz na wieczory kawalerskie Pomyślałem, że będę przy nim obchodził rocznice rozwodu (tak, tak, to też powód do świętowania ))).




A później Mark wziął ponownie do ręki czerwonego stratocastera i rozpoczęła się magia na taką skalę, że siedem tomów Harrego Pottera to przy tym żałość i porażka.
Redbud Tree.
Utwór na wskroś przepiękny i nastrojowy. Mark ze ściszoną gitarą podgrywał nieśmiało, przy refrenie, gdy zabrzmiało Redbud tree shelter me shelter me, shelter me zacisnął mocno powieki i pogłośnił na maksimum gitarę... Pierwszy dźwięk solówki był jak uderzenie ostrego noża prosto w serce i mózg... Klarownie, czysto, same emocje. To nie była muzyka, to był jęk duszy... Oczy znowu zwilgotniały...
Publiczność oszalała, oklaski trwały o te kilkanaście sekund dłużej niż wcześniej.
Moja dusza też teraz wydała jęk podziwu
Ian Thomas bierze do ręki... tarkę do prania z przyczepionymi dwoma garnuszkami i dzwonkiem, za perkusją zasiada Mike McGoldrick. A Mark przedstawia zespół. Przy prawie każdym nazwisku pada „multiinstrumentalista”. W koncu Mark pyta sam siebie „czy jest tu ktoś, kto nie gra na wszystkich instrumentach???” Mark w dobrym humorze, przy przedstawieniu perkusisty mówi: A na perkusji gra.... Hm... Kto tu gra na perkusji? Mike McGoldrick! Ian Thomas - widać że facet z poczuciem humoru, pokazuje swoją tarkę do prania. Mark: Taki duży facet z takim małym instrumentem? Śmiech na sali )) Podchodzi do Iana, pyta go: A co tu masz na tych paluszkach? Naparstki? Jesteś szwaczką? Ian skrobie po tarce a Mark mówi: Co to w ogóle za instrument? Tarka do prania? To taki Stradivarius wśród tarek? )))
Chyba mój faworyt.
)))
Nigdy nie przestanę uwielbiać tej gitary i sposobu, w jaki Mark na niej gra.

Pomimo mojego chorego kręgosłupa, gdzie nie mogę ustać dłużej niż 20 minut, na koncercie i po nim nawet nie poczułem że coś mi dokucza. Czyli Mark na mnie zadziałał leczniczo
Wojtek, MK zawsze działa leczniczo
Niezwykle ciężko skomentować taką piękną, emocjonalną relację. Zdaje się, nic dodać, nic ująć, choć ciekawa jestem zwiedzania Londynu
Raingod, serdeczne dzięki - razem z Tobą czekałam na ten koncert, czekałam na tę relację i poczułam się, jakbym tam była. Życzę zdrówka i pozdrawiam Asię
Zdaje się, że na to właśnie czekaliśmy.

Mark gra koncert, cały czas jakby speszony bliskością publiki. 35 lat na scenie, a wygląda jakby pierwszy raz stanął oko w oko z fanami. Przy YTC po raz pierwszy widać, jak bardzo się stara, gra z zamkniętymi oczami, widać jak emocje przebiegają po twarzy. Gra cholernie emocjonalnie, całym sobą. Nigdy nie byłem tak blisko, zawsze oddzielał mnie kordon ochrony i twardych barierek, teraz pierwszy raz mam możliwość cieszyć się Markiem w pełnej krasie.
Nie chcę, żeby to wyglądało na jakieś bałwochwalstwo, ale kurczę, Wojtek, to musiały być najpiękniejsze chwile Twojego życia. Warto walczyć o swoje:-) Strasznie Ci zazdroszczę, ale w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa.
W trakcie frazy „To lay with pretty women to drink Madeira wine” chór męskich gardeł tworzy dodatkowy czad. Piękny numer, w sam raz na wieczory kawalerskie Pomyślałem, że będę przy nim obchodził rocznice rozwodu (tak, tak, to też powód do świętowania ))).




A później Mark wziął ponownie do ręki czerwonego stratocastera i rozpoczęła się magia na taką skalę, że siedem tomów Harrego Pottera to przy tym żałość i porażka.
Redbud Tree.
Utwór na wskroś przepiękny i nastrojowy. Mark ze ściszoną gitarą podgrywał nieśmiało, przy refrenie, gdy zabrzmiało Redbud tree shelter me shelter me, shelter me zacisnął mocno powieki i pogłośnił na maksimum gitarę... Pierwszy dźwięk solówki był jak uderzenie ostrego noża prosto w serce i mózg... Klarownie, czysto, same emocje. To nie była muzyka, to był jęk duszy... Oczy znowu zwilgotniały...
Publiczność oszalała, oklaski trwały o te kilkanaście sekund dłużej niż wcześniej.
Moja dusza też teraz wydała jęk podziwu

Ian Thomas bierze do ręki... tarkę do prania z przyczepionymi dwoma garnuszkami i dzwonkiem, za perkusją zasiada Mike McGoldrick. A Mark przedstawia zespół. Przy prawie każdym nazwisku pada „multiinstrumentalista”. W koncu Mark pyta sam siebie „czy jest tu ktoś, kto nie gra na wszystkich instrumentach???” Mark w dobrym humorze, przy przedstawieniu perkusisty mówi: A na perkusji gra.... Hm... Kto tu gra na perkusji? Mike McGoldrick! Ian Thomas - widać że facet z poczuciem humoru, pokazuje swoją tarkę do prania. Mark: Taki duży facet z takim małym instrumentem? Śmiech na sali )) Podchodzi do Iana, pyta go: A co tu masz na tych paluszkach? Naparstki? Jesteś szwaczką? Ian skrobie po tarce a Mark mówi: Co to w ogóle za instrument? Tarka do prania? To taki Stradivarius wśród tarek? )))
Chyba mój faworyt.
)))Nigdy nie przestanę uwielbiać tej gitary i sposobu, w jaki Mark na niej gra.

Pomimo mojego chorego kręgosłupa, gdzie nie mogę ustać dłużej niż 20 minut, na koncercie i po nim nawet nie poczułem że coś mi dokucza. Czyli Mark na mnie zadziałał leczniczo
Wojtek, MK zawsze działa leczniczo

Niezwykle ciężko skomentować taką piękną, emocjonalną relację. Zdaje się, nic dodać, nic ująć, choć ciekawa jestem zwiedzania Londynu

Raingod, serdeczne dzięki - razem z Tobą czekałam na ten koncert, czekałam na tę relację i poczułam się, jakbym tam była. Życzę zdrówka i pozdrawiam Asię
We talked of looking just out of town
Now it's looking like a dream shot down
I still believe that there's somewhere for us
But now it's something that we don't discuss
And you're the best thing I ever knew
Stay with me, baby, and we'll make it to
We'll make it to
Tu można kupić moją książkę
Księgarnia Wydawnictwa Radwan - Aparatka
Now it's looking like a dream shot down
I still believe that there's somewhere for us
But now it's something that we don't discuss
And you're the best thing I ever knew
Stay with me, baby, and we'll make it to
We'll make it to
Tu można kupić moją książkę

Księgarnia Wydawnictwa Radwan - Aparatka

