03.10.2005, 21:20
Moje koncerty DS
Pierwszy z koncertów DS, który mogłem zobaczyć odbył się 9 X.91 roku we Frankfurcie.
Bilety udało mi się kupić tuż przed koncertem od przyjezdnych Anglików, którym chyba opłaciło się sprzedawać je nawet po normalnej cenie. Był to mój pierwszy koncert oglšdany poza Polskš, i to w dodatku ulubionego DS. Kiedy więc parę minut po 20.00
Zabrzmiały na żywo pierwsze dzwięki Caling Elvis, miałem chyba przewę w oddychaniu,
i wiadomoć, że włanie spełnia się jedno z moich marzeń. Dopiero póniej mogłem
poczuć różnicę dzwięku - tych koncertów znanych wtedy z kraju (Budka, stary Perfect) i tym obecnym.W pamięci najsilniej pozostał mi jednak motyw znany z Alchemy-video: samotny Mark, owietlony jednym reflektorem, w którego blasku błyszczy gitara z Romeo i Julii, i odbity z niej snop wiatła przechadza się po widowni...
Drugi koncert miał miejsce 7 lipca, również we Frankfurcie, tyle że tym razem na stadionie.
Wejcie nań wišzało się dla mnie z pewnym ryzykiem, gdyż w papierowej torebce pod warstwš frytek żona przemycała aparat fotograficzny, a ja w futerale z rosyjskš lornetkš mały teleobiektyw. Tak udało nam się pokonać trzy punkty kontrolne.Grupš rozgrzewajšcš
Było wtedy Was Not Was.Kiedy ich marny koncert przecišgał sie już doć długo poza godz.20.00 wraz z gwizdami widzowie zaczęli podnosić w górę bilety z napisem Dire Straits.I kiedy byłem już nastawiony na conajmniej półgodzinnš przerwę- wynoszenie i wnoszenie sprzętu, zwijanie kabli, podłšczanie instrumentów poszła w górę olbrzymia kurtyna,
odsłaniajšc cianę perkusji, stojšcych przed niš chłopców z DS, i stadion przeszyły pierwsze akordy t e j grupy - znacznie głoniejsze, ale i brzmišce o niebo barwniej, pelniej, soczyciej...
Wiem, Mark póniej często krytykował przerost machiny DS nad jej muzykš, ale dla widza chyba ten włanie kontrast: gra owietlenia, mega- instrumentarium
i w tej oprawie spektakl muzyczny wykonywany głównie przez jednego gitarzystę, nie robišcego żadnego show, a sprawiajšcego wrażenie zażenowanego wręcz własnym sukcesem, pozoszawiał niezapomniane wrażenie, niestety nieporównywalne z żadnym koncertem solowym. Dlatego, gdyby raz jeszcze miał odbyć się koncert DIRE STRAITS, to warto cholernie dużo dać, przejechać wiele kilometrów, i bardzo wczenie przyjć, by wtedy stanšć niedaleko estrady...
Mam parę zdjęć z tego koncertu, tylko jak to udostępnić?
Pierwszy z koncertów DS, który mogłem zobaczyć odbył się 9 X.91 roku we Frankfurcie.
Bilety udało mi się kupić tuż przed koncertem od przyjezdnych Anglików, którym chyba opłaciło się sprzedawać je nawet po normalnej cenie. Był to mój pierwszy koncert oglšdany poza Polskš, i to w dodatku ulubionego DS. Kiedy więc parę minut po 20.00
Zabrzmiały na żywo pierwsze dzwięki Caling Elvis, miałem chyba przewę w oddychaniu,
i wiadomoć, że włanie spełnia się jedno z moich marzeń. Dopiero póniej mogłem
poczuć różnicę dzwięku - tych koncertów znanych wtedy z kraju (Budka, stary Perfect) i tym obecnym.W pamięci najsilniej pozostał mi jednak motyw znany z Alchemy-video: samotny Mark, owietlony jednym reflektorem, w którego blasku błyszczy gitara z Romeo i Julii, i odbity z niej snop wiatła przechadza się po widowni...
Drugi koncert miał miejsce 7 lipca, również we Frankfurcie, tyle że tym razem na stadionie.
Wejcie nań wišzało się dla mnie z pewnym ryzykiem, gdyż w papierowej torebce pod warstwš frytek żona przemycała aparat fotograficzny, a ja w futerale z rosyjskš lornetkš mały teleobiektyw. Tak udało nam się pokonać trzy punkty kontrolne.Grupš rozgrzewajšcš
Było wtedy Was Not Was.Kiedy ich marny koncert przecišgał sie już doć długo poza godz.20.00 wraz z gwizdami widzowie zaczęli podnosić w górę bilety z napisem Dire Straits.I kiedy byłem już nastawiony na conajmniej półgodzinnš przerwę- wynoszenie i wnoszenie sprzętu, zwijanie kabli, podłšczanie instrumentów poszła w górę olbrzymia kurtyna,
odsłaniajšc cianę perkusji, stojšcych przed niš chłopców z DS, i stadion przeszyły pierwsze akordy t e j grupy - znacznie głoniejsze, ale i brzmišce o niebo barwniej, pelniej, soczyciej...
Wiem, Mark póniej często krytykował przerost machiny DS nad jej muzykš, ale dla widza chyba ten włanie kontrast: gra owietlenia, mega- instrumentarium
i w tej oprawie spektakl muzyczny wykonywany głównie przez jednego gitarzystę, nie robišcego żadnego show, a sprawiajšcego wrażenie zażenowanego wręcz własnym sukcesem, pozoszawiał niezapomniane wrażenie, niestety nieporównywalne z żadnym koncertem solowym. Dlatego, gdyby raz jeszcze miał odbyć się koncert DIRE STRAITS, to warto cholernie dużo dać, przejechać wiele kilometrów, i bardzo wczenie przyjć, by wtedy stanšć niedaleko estrady...
Mam parę zdjęć z tego koncertu, tylko jak to udostępnić?

