retro13 napisał(a):Czy naprawdę MK nie grający BIA jest mniej MK..? :/ w ogołe nie rozumiem tego zamieszania wokół BIA... :/
co by sie takiego stało gdyby jednak postanowił tego nie zagrać
dlaczego patrzy się na to jak na zamach , uchybienie, nie wiem, -niedopełnienie jakiegoś obowiązku..?
Hmmm...
Posłużę się przykładami, Aniu.
A gdyby tak w czasie wielotysięcznego wiecu poparcia na Krakowskim Przedmieściu nagle zabrakło transparentu "To był zamach"?
Odczuwalibyśmy pewnego rodzaju niedosyt? konsternację? zdziwienie? pustkę?
Cokolwiek by to nie było, ewidentne świętokradztwo wywołałoby oburzenie i zwolenników i przeciwników.
Bo jakże to?
Ma nie być symbolu, którego brak stawia znak zapytania o jeden z ważniejszych powodów tego zgromadzenia?
I nie zastąpiłby go godnie nawet przepraszająco-informacyjny 20-metrowy banner z napisem "Privateering - impreza zamknięta", z własnoręcznym podpisem J.Kaczyńskiego.
Nie ma zamachu, impreza traci na znaczeniu.
Koncert twórcy Dire Straits bez wykonania BiA, to jak wspomnienie muzyki lat 80-tych bez Dire Straits.
BiA, jako jeden z ważniejszych symboli muzycznych lat 80-tych, ma swoje stałe miejsce we wszelkich "zestawieniach wszech czasów".
Brak BiA w koncertowej setliście jest zamachem.
Zamachem na wspomnienia pokolenia 40+, na spójność twórczości MK i wreszcie na kwintesencję kunsztu muzycznego autora.
Jest jeszcze oczywisty aspekt chronologiczny w postaci różnicy, z jaką BiA odbierają fani znający utwory Dire Straits od początku ich popularności. Ich odbiór przez ludzi poznających te utwory w czasie, gdy powstawały i stawały się ikonami Dire Straits, w czasie rzeczywistym.
Odbiór przez ludzi, którzy w latach 80-tych weekendowo ślęczeli przy odbiornikach radiowych, słuchając Listy Trójki, gdzie przez kilkadziesiąt tygodni BiA miało swoje stałe, bezdyskusyjne miejsce.
Pomijając tani sentymentalizm i tęsknotę za młodością, czasami pierwszych randek czy smaku... (każdy wie, co smakowało mu najbardziej
),jest do BiA przypisana oczywista stałość, jednoznaczność, swego rodzaju dogmat.
Ci, którzy poznawali utwory Dire Straits i późniejsze solowe nagrania MK razem, w jednym czasie, mogą nie darzyć specjalną estymą BiA, ze zrozumiałych względów.
Ot, bardzo ładny utwór, ale jest wiele innych, równie pięknych.
Ale wartość dodaną ma tylko ten jeden, jedyny.
Bo mogący budzić kontrowersje MfN kojarzy się albo z tekstem albo z kreskówką albo z opaską sir Frontmana.
Albo, albo, albo...
BiA nie ma definicji, najprostszych skojarzeń.
Jest symbolem i już.
Idźmy na koncert jak na mszę i chwalmy Pana MK, nie narzucając mu psalmów, z których każdy coś ze sobą niesie...
Jednak niepokój każe pytać:
Jakim cudem wierni fani Madonny mają w pełni uczestniczyć w koncercie koncelebrowanym przez jej niepokalaną upływającym czasem figurę, gdzie "Like a Prayer" wraz z "Like a Virgin" pozostają w zaciszu zakrystii garderoby, zamiast z towarzyszeniem anielskich decybeli głosić chwałę Królowej Popu?
Jak mocno fani wyznający Stinga wierzą, że ich muzyczny zbawca przekaże im na koncercie znak pokoju, za pomocą kakofonii syren zwiastujących przyjazd niebiańskiego The Police, pod dowództwem Anglika z Nowego Jorku?
Dlaczego nie dać im tego doświadczyć, na miłość boską?
Koncert MK bez BiA?
Wyznajcie wiarę w to, że na mszy w Łodzi BiA będzie.
There's so many different worlds
So many different lists...
Retro, córko umiłowana w Panu MK, czy godzi się być niewierną wśród forumowych apostołów, którzy głęboko wierzą w zmartwychwstanie BiA?
Amen.
Ogłoszenia parafialne:
Zbiórka wiernych fanów przed bramą Atlas Areny, przeprowadzona będzie w intencji objawienia BiA w ceremonii koncertu.
A taca?
Nie będzie tacy... Będziemy my.
Tacy sami, Atlas Arena między nami, Lady Pank Retro

