Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pierwsza Polska Biografia Marka Już Niebawem Na Rynku!
Za kilka dni koncert w Łodzi. Tak ongiś wspominałem swój pierwszy raz. Wszystkim , którym uda się wytrwać do końca - dziękuje.


SHANGRI-LA TOUR 2005
7.05.2005 Torwar Warszawa

Na ten koncert musiałem czekam ćwierćwiecze i trochę się naczekałem - ale warto było. Cały wyjazd i przygotowania trwały już od kilku miesięcy. Czysty Intercity do W-wy, zamówiony Hotel Mariott, poprawiony makijaż i przyodziana najlepsza koszula. To było dla mnie wielkie święto. Żona towarzyszyła mi od początku , bo przecież nie kto inny , jak właśnie ona , wie co dla mnie znaczy Mark Knopfler. To właśnie ona nigdy nie powiedziała mi, jak słuchałem Marka – „weź trochę ścisz”, tudzież , „znów słuchasz to samo ?”.
Mamy wspólne wspomnienia jak po raz pierwszy nad polskim morzem z odbiornika video oglądaliśmy koncert z tłumem plażowiczów, a było to wydarzenie ogromne , zważywszy , że w latach 70\80 odbiorniki video były w posiadaniu jedynie pierwszych Sekretarzy Partii( wiadomo jakiej), komendanta milicji i zasobniejszych Ośrodków Kultury.
„JEGO” po raz pierwszy usłyszałem zaraz na początku roku 1979 w utworze „Sultans of Swing”. Puszczałem ten utwór codziennie i kilka razy dziennie i o mały włos nie zajechałbym szpulaka ZK 140T (czyt. magnetofon) , który na owe czasy był marzeniem wszystkich nastolatków. Któregoś dnia podczas kolejnego odtwarzania do mych drzwi zapukał ktoś zdecydowanie głośniej niż nakazywała by przyzwoitość. Za drzwiami usłyszałem głos mojego sąsiada nie przebierającego w słowach. Generalnie miał dość sąsiedztwa ze mną , a zasadniczo tej muzyki puszczanej na okrągło. Moje argumenty w celu uspokojenia jego krzykliwych zapędów w żaden sposób go nie przekonywały. Wtedy wciągnełem pana Zygmunta do pokoju i puściłem mu Sułtanów. O dziwo wysłuchał do końca. Powiedziałem mu wtedy , ze chciałbym w życiu grać tak jak „ONI”, i wtedy , po krótkiej przerwie i zadumie Pan Zygmunt przemówił, cytuje:
„Synu , nie mam nic przeciwko temu, ale na wszelki wypadek skończ jakoś zawodówkę , a najlepiej kurs spawacza”
Zawodówki nie skończyłem,(poszedłem nawet nieco wyżej) , ale tez nigdy nie zagrałem tak jak „ONI”.

Od tej pory byłem już przy powstawaniu wszystkich płyt. Żyłem w kraju za żelaznej kurtyny i tylko radiowa „TRÓJKA” poszerzała nam horyzonty i marzenia , ze gdzieś tam za zamkniętymi dla nas granicami są szczęściarze , którzy mogą odbierać koncerty DIRE STRAITS na żywo.
A czasy nie były łatwe. Studniówka wytańczona zaraz po ogłoszeniu stanu wojennego, godzina milicyjna , cenzura, 20 stopień zasilania. Byliśmy jednak uparci i wierzyliśmy , ze nasze marzenia w końcu się spełnią.
Pamiętam , ze przed Koncertem na Torwarze spotkałem moją wychowawczynie ze szkoły średniej. Chwaliłem się jej , że jadę na koncert Dire Straits. Nie omieszkała wtedy zapytać , czy to czasami nie jest ten zespól , który repertuar grałem w auli naszej szkoły na akademii szkolnej wraz z zespołem. Natężenie i moc jakie wypuściliśmy wtedy z naszych wzmacniaczy przy „Sułtanach” było tak wielkie , że ……spadł tynk z sufitu. Całe szczęście ze nikogo wtedy nie pozabijało.

Nie omieszkałem zapytać mojej pani profesor, czy bardziej pamięta fakt spadającego tynku , czy raczej muzykę Dire Straits, którą wtedy wykonywaliśmy.
Odpowiedz była znakomita , pani profesor rzekła, cytuje:
„Andrzeju, nie zapomina się muzyki , która powala mury.”
Gitary którymi wtedy dysponowaliśmy( polskie Defile) nadawały się tylko jako wiosła do łodzi , a twarde struny , ażeby te łodzie przywiązać do pomostu. Jednak zakotwiczyłem przy muzyce Dire Straits i tak zostało do dziś.

Torwar – 7.05.2005
Wyszedł. Podniósł rękę i krzyknął……. grubo , ale jakże radośnie. Świat powywracał się do góry nogami. To był on. Nie wiedzieć czemu , moje okulary odmówiły posłuszeństwa ( mimo+4,5) - widziałem go za mgłą. Za żadne skarby nie szło wyostrzyć wzroku.
Pierwsze dżwięki Why Aye Man zakręciły mą głową kilka razy wokół osi, a spróchniały mój kręgosłup nie miał odwagi powiedzieć boli. Później Walk of Life posadziło mnie w plastikowym torwarowym krzesełeczku jak niemowlę. Chciało mi się ryczeć i śmiać zarazem, a przez głowę przeleciało 25 lat czekania na ta chwilę . Jak klatki z filmu przeleciały wszystkie wysłuchane płyty, audycje radiowe Trójki , wyczekiwane i odsłuchiwane z taką pieczołowitością. Płyty zakupione od marynarzy, kierowców tirów i w komisach , za horrendalne pieniądze , które rujnowały budżet naszych rodziców , a później osobisty.
Sailing to Philadelphia i Romeo&Juliet. I tu wydarzyła się rzecz niezwykła………utwierdziłem się , że nikt w życiu nie jest w stanie zagrać tak jak on. Byłem zazdrosny o tłum na Torwarze, przecież całe życie on był tylko mój- grał tylko dla mnie. Skąd oni go w ogóle znają ?
Speedway at Nazareth to perełeczka dla mojej zony. Spojrzeliśmy na siebie …… „wideo nad morzem”??? , czytało się w oczach.. Zabrzmiał powalająco.
Telegraph Road to dzieło odegrane z wyjątkową pieczołowitością jak wszystko …….Mark z zamkniętymi oczami wyczarował niepowtarzalny , przepiękny klimat.
W połowie koncertu ktoś podał Markowi krzesełko i filiżankę …….wszyscy myśleli , że czegoś mocniejszego. Mark wzniósł toast za publikę, i ze swoją szkocką flegmą w głosie , rzekł – „TEE” .
Po tym zaczęła się najbardziej zaskakująca cześć koncertu. „Done with Bonaparte, Song for Sonny Liston, Rudiger popłynął w klimacie atmosfery małego klubu , gdzie jego lider grał bluesowo-folkowo
To nowy wizerunek Knopflera, który przepotwarzył się z gwiazdy rocka. Kupiłem go w tej roli. Jest jeszcze bardziej dojrzały, ma wiele w tym stylu do powiedzenia.
Our Shangri – La pożegnało mnie i wciąż nie mogłem uwierzyć , że to już koniec.

Po koncercie wspólne zdjęcie z grupą fantastycznych ludzi spod szyldu http://www.knopfler.pl. Później objechałem z nimi za Markiem całą Europę, goszcząc w Berlinie , Hamburgu, w Royal Albert Hall w Londynie , i już wtedy zrozumiałem , że Mark to nie tylko muzyka, to również społeczność fantastycznych ludzi , których wokół swojej muzyki skupia .
Od prawie 10 lat spotykam ich na zlotach w Krakowie i we Wrocławiu – następny już w czerwcu. Po takich spotkaniach wracam do swojego szarego miasteczka, w którym stopniały śnieg odkrył wszystkie niedociągnięcia władzy samorządowej, i jak zawsze wita mnie pani Lodzia z pobliskiego spożywczaka, podkreślając , że nasz Jędruś ze światowych muzycznych wojaży powrócił – „NASZ LOCAL HERO”


Andrzej Jasiński
Słubice – woj.Lubuskie
We are the sultans of swing...
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Pierwsza Polska Biografia Marka Już Niebawem Na Rynku! - przez Andrzej - 04.05.2013, 22:30

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Koszulki na koncerty 2019 Raingod 5 14,147 02.04.2020, 11:50
Ostatni post: darco
Zdjęcie Koszulki na Zlot w Nowej Rudzie Raingod 1 11,291 27.09.2018, 12:44
Ostatni post: MARTINEZ
  WAŻNE! Atak na koszulki forumowe! Raingod 25 69,801 19.05.2015, 22:43
Ostatni post: MARTINEZ
  Ta Pierwsza, Pierwsza Piosenka... Filip 105 207,259 12.10.2012, 10:04
Ostatni post: Raingod
  Cytaty z Marka Knopflera - reaktywacja :) numitor 39 71,242 15.03.2012, 18:02
Ostatni post: pawellod
  Na czym słuchacie muzyki Marka. fakungio 22 41,386 03.01.2012, 22:58
Ostatni post: elsinore
  KOMIKS - biografia Marka Knopflera pikater 15 30,292 28.12.2011, 20:36
Ostatni post: Pierre
  Studio Marka - najlepsze urządzenia na świecie fakungio 2 11,723 04.10.2011, 01:20
Ostatni post: fakungio
  Ksiazka Biografia mirek 75 111,543 11.09.2011, 20:53
Ostatni post: Stach
  Antydepresanty Czyli Coś Od Marka Zamiast Prozacu Evelda 47 74,709 04.09.2011, 12:54
Ostatni post: Igor23

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości