Od kiedy pojawila sie informacja o koncercie w Luksmburgu, od razu postanowilem tam pojechac. Z tym miejscem mam tylko dobre wspomnienia. Ciesze sie ze Waldek do mnie dolaczyl.
Dzie przed koncertem dzwoni do mnie waldek i wiadomoscia ze szefowie, kiedy dowiedzieli sie ze Waldek chce jechac na koncert w Luksemburgu, postanowili zawiesic robote i oglosili wszystkim, ze w tym tygodniu jest wolne i wszyscy maja urlop. Tak to za przyczyna Jambiego i jego milosci do Marka, gospodarka Szwajcarii uszczuplila sie o kilkaset frankow. Waldek zjechal do mnie wieczorem, pogawedki do pierwszej w nocy i w kimono.
Dzien koncertu, szybko sklecony obiad z risotto i kielbasy, kawy.
Wyruszamy ok 12.30 pogoda nie napawa optymizmem. Boje sie zeby nie padalo bo wtedy nasz plan spali na panewce. Nie mowie tego Waldkowi. W mojej syrence 105 L sluchamy z kaseciaka koncertu mp3 - made in Howard i prujemy w strone luxemburga.
po drodze tel do Andrzeja i Macsa. Dyskutujemy, sluchamy , jambi pije polskie pils Tyskie.
Mijamy granice, chmury w luksemburgu jakby z olowie i prawie dotykaja ziemie, lekko pada ale w oddali, do ktorej zmierzamy widac przejasnienia.
Na wysokosci miasta Luxemburg korek, 4 kilometry jedziemy w 25 min, okazuje sie ze zwezenie bez przyczyny, o tak cos im sie spodobalo zwezic.
Krotko po 15 zjawiamy sie na parkingu, przebieramy sie w kermitki, pakujemy wkladki od plyt , ja w reklamowke koszulki, pisak na autografy aparat i nasz BANER
i ruszamy.
prowadze Waldka znana mi droga mijamy grupke ludzi ktora czeka juz na koncert, Krotkie hallo i dalej za winkel. Tam jest brama wjazdowa, za nia znane truck przwozace sprzet.
Przy bramie stoi jakis gosc, okazuje sie ze luksemburczyk, dowiadujemy sie ze po 14 dwa mercedesy gdzies odjechaly i znikly. Pewnie na lotnisko, mowie do Waldka powinny byc ok 16.
Pozniej przychodzi znany mi fan luxemburga, jeden z francji z zona, pozniej jakis anglojezyczny, jako sie okazuje brat slowak Romek.
Jambi , poniewaz nie nosi okularow idzie wypatrywac Marka w oddali, ja poniewaz zapomnialem moje brylle czekam przy bramie, ale potem dolaczam do Waldka , by nie bylo mu smutno. Pozniej przychodzi do nas Brat slowak.
stoimy juz z pol godziny i nic, zimno wieje, Waldek zmarzl na kosc w przenosni i doslownie
.
w kieszeni mam Transparent, wkladki od plyt i aparat fotograficzny i ksiazke w torbie,
troche za duzo oddaje Waldkowi ksiazke niech czyta i sie edukuje i wkladki od plyt.w miedzyczasie ochrona stawia plotek na drodze do Rockhall. Stoimy i czekamy. wieje jak Giewoncie, zimno . Od strony Rockhall wyjezdza biala furgonetka, gosc prosi nas bysmy odstawili plotek, poniewaz nie ma ochrony robimy to i nagle nie wiadomo skad, mimo wypatrywan Waldka, pojawiaja sie dwa Mercedesy na numerach niemieckich. Waldek krzyczy jada, ja wyjmuje Baner patrze czy nie jest do gory nogami i wystawiam go przed siebie, zbilzam sie do mercow i przykladam do szyb, mozna powiedziec , ze biegne rownolegle z mercedesami, w pewnym momencei , wozy zjezdzaja do boku, uchyla sie szybka; Hallo Mark, obecni podchodza jako piewsi, ja jako ostatni, musialem biec z banerem. tlok przy samochodem, paraliz, przypominam sobie ze mam aparat, probuje robic zdjecia, nie za bardzo mozna, ale probuje, podchodzi Waldek do Marka, inni, pozniej udaje mi sie, podaje markowi wkladke z preiveteering, podpis, kurcze cos mnie oswieca , w reklamowce mam koszulke lece po nia, staje w kolejce jescze raz, jesetm juz ostatni przy samochodzie Marka. Podaje mu koszule, z mysla podarowania, jednak Mark patrzy na nia z zaciekawieniem i usmiechem kiwa glowa, mowi do Guy potrzymaj i zamaszystym ruchem reki sklada na niej swoj autograf. Pozniej patrzy na mnie i mowi See you later. odpowiadam Thanks guys, See you later. Usmiech, szybka sie podnosi i merce zajezdzaja za brame. Z daleka jeszcze kilka fotek. emocje siegnely zenitu. Tyle lat probowania i sie udalo.Ciagle w to nie wierze , to jest jak sen, magiczna chwila.
Waldek byl zaszokowany ja rowniez, a tu przed nami jeszcze koncert.
Wracamy do kolejki jest 17, tu pozdrowiamy innych fanow. Znam niektorych z poprzednich koncertow, nie znamy jezyka francuskiego ale znamy jezyk Markowej gitary. Stoimy w kolejce, Waldek , Roman i ja, przed nami kilka osob. Chwila otwarcia bramek sie zbliza. Umawiamy sie kto pierwszy zajmuje miejsce wszystkim.
Poniewaz jestem najlepszym sprinterem, pierwszy docieram pod scene, za sekund kilka Waldek i Roman, robi sie ciasno. Dawno nie pamietam , kiedy tak szybko biegalem??
Krotko po 20 gasna swiatla i zaczyna sie ...
Choc nogi wlaza w tylek, nogi i plecy bola, stoimy i sluchamy.
Wizja super, audio super, publika super.
Cleaning my gun - wgniata soczysty dzwiek,
I dug up diamond swietnie zagrany;
dynamiczny...bardzo dlugi marbletown,
speedway- bylismy na wyscigach w USA,
bajeczny telegraf
Publika szaleje, muzycy na scenie rowniez;
Brothers - Mark przed tym utworem ciezko sobie wzdycha
so far away i koniec. Nie bedzie juz Going Home
Koncert konczy sie po 22, wyjazd z parkingu i ponad dwugodzinna droga w deszczu do mnie.
Sluchamy znowu muzyki, zmeczeni ale zadowoleni z tesknata za nastepnym koncertem.
Kilka dni wczesniej myslalem jak zatrzymac Marka, bo tyle razy przejechal obok.
I tak mysle trzeba cos napisac. Dzieki Bet i Aniu za teksty ang.
ja bym napisal cytujac klasyke : "Chodz no tu do plota , jak i ja podchodze" patrz na zolty banner - tlumaczenie wolne:
I sie udalo.
Szkoda , ze Was nie bylo, ale pamietalismy o Was.
Dzie przed koncertem dzwoni do mnie waldek i wiadomoscia ze szefowie, kiedy dowiedzieli sie ze Waldek chce jechac na koncert w Luksemburgu, postanowili zawiesic robote i oglosili wszystkim, ze w tym tygodniu jest wolne i wszyscy maja urlop. Tak to za przyczyna Jambiego i jego milosci do Marka, gospodarka Szwajcarii uszczuplila sie o kilkaset frankow. Waldek zjechal do mnie wieczorem, pogawedki do pierwszej w nocy i w kimono.
Dzien koncertu, szybko sklecony obiad z risotto i kielbasy, kawy.
Wyruszamy ok 12.30 pogoda nie napawa optymizmem. Boje sie zeby nie padalo bo wtedy nasz plan spali na panewce. Nie mowie tego Waldkowi. W mojej syrence 105 L sluchamy z kaseciaka koncertu mp3 - made in Howard i prujemy w strone luxemburga.
po drodze tel do Andrzeja i Macsa. Dyskutujemy, sluchamy , jambi pije polskie pils Tyskie.
Mijamy granice, chmury w luksemburgu jakby z olowie i prawie dotykaja ziemie, lekko pada ale w oddali, do ktorej zmierzamy widac przejasnienia.
Na wysokosci miasta Luxemburg korek, 4 kilometry jedziemy w 25 min, okazuje sie ze zwezenie bez przyczyny, o tak cos im sie spodobalo zwezic.
Krotko po 15 zjawiamy sie na parkingu, przebieramy sie w kermitki, pakujemy wkladki od plyt , ja w reklamowke koszulki, pisak na autografy aparat i nasz BANER
i ruszamy.prowadze Waldka znana mi droga mijamy grupke ludzi ktora czeka juz na koncert, Krotkie hallo i dalej za winkel. Tam jest brama wjazdowa, za nia znane truck przwozace sprzet.
Przy bramie stoi jakis gosc, okazuje sie ze luksemburczyk, dowiadujemy sie ze po 14 dwa mercedesy gdzies odjechaly i znikly. Pewnie na lotnisko, mowie do Waldka powinny byc ok 16.
Pozniej przychodzi znany mi fan luxemburga, jeden z francji z zona, pozniej jakis anglojezyczny, jako sie okazuje brat slowak Romek.
Jambi , poniewaz nie nosi okularow idzie wypatrywac Marka w oddali, ja poniewaz zapomnialem moje brylle czekam przy bramie, ale potem dolaczam do Waldka , by nie bylo mu smutno. Pozniej przychodzi do nas Brat slowak.
stoimy juz z pol godziny i nic, zimno wieje, Waldek zmarzl na kosc w przenosni i doslownie
.w kieszeni mam Transparent, wkladki od plyt i aparat fotograficzny i ksiazke w torbie,
troche za duzo oddaje Waldkowi ksiazke niech czyta i sie edukuje i wkladki od plyt.w miedzyczasie ochrona stawia plotek na drodze do Rockhall. Stoimy i czekamy. wieje jak Giewoncie, zimno . Od strony Rockhall wyjezdza biala furgonetka, gosc prosi nas bysmy odstawili plotek, poniewaz nie ma ochrony robimy to i nagle nie wiadomo skad, mimo wypatrywan Waldka, pojawiaja sie dwa Mercedesy na numerach niemieckich. Waldek krzyczy jada, ja wyjmuje Baner patrze czy nie jest do gory nogami i wystawiam go przed siebie, zbilzam sie do mercow i przykladam do szyb, mozna powiedziec , ze biegne rownolegle z mercedesami, w pewnym momencei , wozy zjezdzaja do boku, uchyla sie szybka; Hallo Mark, obecni podchodza jako piewsi, ja jako ostatni, musialem biec z banerem. tlok przy samochodem, paraliz, przypominam sobie ze mam aparat, probuje robic zdjecia, nie za bardzo mozna, ale probuje, podchodzi Waldek do Marka, inni, pozniej udaje mi sie, podaje markowi wkladke z preiveteering, podpis, kurcze cos mnie oswieca , w reklamowce mam koszulke lece po nia, staje w kolejce jescze raz, jesetm juz ostatni przy samochodzie Marka. Podaje mu koszule, z mysla podarowania, jednak Mark patrzy na nia z zaciekawieniem i usmiechem kiwa glowa, mowi do Guy potrzymaj i zamaszystym ruchem reki sklada na niej swoj autograf. Pozniej patrzy na mnie i mowi See you later. odpowiadam Thanks guys, See you later. Usmiech, szybka sie podnosi i merce zajezdzaja za brame. Z daleka jeszcze kilka fotek. emocje siegnely zenitu. Tyle lat probowania i sie udalo.Ciagle w to nie wierze , to jest jak sen, magiczna chwila.
Waldek byl zaszokowany ja rowniez, a tu przed nami jeszcze koncert.
Wracamy do kolejki jest 17, tu pozdrowiamy innych fanow. Znam niektorych z poprzednich koncertow, nie znamy jezyka francuskiego ale znamy jezyk Markowej gitary. Stoimy w kolejce, Waldek , Roman i ja, przed nami kilka osob. Chwila otwarcia bramek sie zbliza. Umawiamy sie kto pierwszy zajmuje miejsce wszystkim.
Poniewaz jestem najlepszym sprinterem, pierwszy docieram pod scene, za sekund kilka Waldek i Roman, robi sie ciasno. Dawno nie pamietam , kiedy tak szybko biegalem??
Krotko po 20 gasna swiatla i zaczyna sie ...
Choc nogi wlaza w tylek, nogi i plecy bola, stoimy i sluchamy.
Wizja super, audio super, publika super.
Cleaning my gun - wgniata soczysty dzwiek,
I dug up diamond swietnie zagrany;
dynamiczny...bardzo dlugi marbletown,
speedway- bylismy na wyscigach w USA,
bajeczny telegraf
Publika szaleje, muzycy na scenie rowniez;
Brothers - Mark przed tym utworem ciezko sobie wzdycha

so far away i koniec. Nie bedzie juz Going Home
Koncert konczy sie po 22, wyjazd z parkingu i ponad dwugodzinna droga w deszczu do mnie.
Sluchamy znowu muzyki, zmeczeni ale zadowoleni z tesknata za nastepnym koncertem.
Kilka dni wczesniej myslalem jak zatrzymac Marka, bo tyle razy przejechal obok.
I tak mysle trzeba cos napisac. Dzieki Bet i Aniu za teksty ang.
ja bym napisal cytujac klasyke : "Chodz no tu do plota , jak i ja podchodze" patrz na zolty banner - tlumaczenie wolne:
I sie udalo.
Szkoda , ze Was nie bylo, ale pamietalismy o Was.

