07.07.2013, 13:22
Cóż za cudny wieczór 
Ale po kolei. Przez tego wariata Mirka - ja się kiedyś roztrzaskam
.
Widzę na Fb kilka minut przed 16 ,że Mirek wkleił jakieś aktualne zdjęcia z Markiem ( w sumie okazało się ,że było już przed 17.00).
Kilka sekund rozmowy z Mirkiem , resztki mózgu przyjęły informacje:
Knopfler- koncert - Stuttgart.......
Zapada decyzja - Mirek szukaj biletu...... jadę .....
no i zaczyna się taniec Jasia Fasoli -- od czego zacząć , przełykam resztkę obiadu, dokumenty kasa i do auta.....
Kurde nawi zostało w domu.. szybki bieg do pokoju , jeszcze w szortach i laczkach ( ale jakiś awaryjny zestaw ubrania jest w samochodzie zawsze) , kurde gdzie koszulka MK ? uff jest ! jeszcze "knopfler.pl" na drzwi i ......
no to w drogę - 17.15
Myślę sobie koncert o 20 ? do Stuttgartu ok 260 km- dam radę ......
Pan Marek zawsze czeka kilka minut na spóźnialskich
W czasie jazdy dostaję info z adresem , wbijam w nawi - a pani Ania mówi mi,że jak tak dalej będę się guzdrał to na miejsce dojadę o 20.40, no to kicha...
Do granicy niemieckiej mam ponad 90 km - w piątek po południu , nie mam opcji żeby dojechać prędzej ja w 1,5 godziny masakra ..
, przychodzi sms - początek koncertu 19.30 .... jeszcze gorzej oj ...... zajadę pewnie na bisy
.
Po kilku minutach w radiu pojawia się info ,że droga nr 4 zablokowana na kilka km, coraz gorzej...
Dzwonię do Mirka - stary odpuść , nie szukaj biletu , może na koniec dojadę.
Korek był ale dzięki opatrzności w przeciwną stronę ale i tak czasu brakuje.
Pani Ania wcale mnie nie pociesza - nie ma szans żebym zdążył nawet w połowie koncertu.
Wreszcie granica - koniec ograniczeń prędkości
Teraz jazda .......... nawet więcej niż fabryka daje , sporadycznie wybrzedza mnie jakiś motor - i jedno zdechłe porsche.
Został 160 km na miejsce i 50 minut do koncertu.... no i jeszcze w przez miasto pewnie z 10 km
.
Autko daje radę , na zewnątrz 30 stopni , ale pojawia się co kilka kilometrów problem , bo okazuje się ,że Niemcy też drogi przerabiają
.
Jestem już w mieście - wozi mnie pani Ania jakimiś opłotkami ??? szybka kontrola - telefon do Mirka - dokładny adres - jest... Mercedesstrasse 69 , a u mnie w nawigacji Mercstrasse- k..... , zamiast 2 km pojawia się 10 km w mieście .........
jest już 19.40 pan Marek jeszcze czeka
, zapewne już nie długo.
Dojeżdżam
parking, portki na tyłek buty nie zasznurowane i bieg ... ostatnie 100 m - Husain Bolt nie ma takiego czasu na setkę
, dobiegam do bramki - na zegarze 20.00 słyszę dźwięki Hill Farmes- kurcze ale nikogo nie ma z biletami
Jakaś starsza pani opiera się o ścianę - pobiegam , połamaną niemczyzną pytam o bilet , jest ale kolega ma - widze go - bez targowania biorę i już spokojnie , pełna kultura - jestem w środku - nawet nie szukam swojego miejsca :-)
siadam na chwilę , pot leje się po skroniach a gęsia skóra na całym ciele. , znowu jestem
kilka szybkich smsów, kontakt z Mirkiem i ..... pięknie grają
.
Po diamentach marek trochę opowiada , będzie saksofon , zaczynają coś kolejność nie taka - nie ten kawałek ... Nagel na saksie zaczął pocztówki
po kilku dźwiękach przerwali - i Marek mówi no to gramy i.. jest I Used... , potem R&J ... i to już jest DS !!!!!!!
Świetnie zagrany Sonny, no i faktycznie - największa niespodzianka dla mnie na tej trasie - Submariner z klarnetem- pięknie
Pocztówki - wiadomo prezentacja , Malbertown - znowu inaczej - cudnie , na sali cisza ....... i nowa aranżacja , rozbudowane do rozmiaru TR .
Speedway - wymiata , no i czas już na wędrówkę, bo siedzę wysoko na trybunach , za chwilę TR a umówieni jesteśmy z Mirkiem i panem Markiem prze centralnym mikrofonie
Niby to wracając z toalety , próbuję dostać się na główną płytę , bardzo miły pan ochroniarz prosi abym pokazał bilet ,że jestem we właściwym miejscu. Krótka odpowiedź , żadnego biletu - bilet ma moja córka , a ona siedzi tam na środku przed sceną
, słucham TR w skupieniu , teraz jak to zrobić żeby w tempo podejść do sceny
, ochroniarz ponagla ,że tu stać nie wolno ,że powinienem usiąść , no to ja mu ,że nie chcę teraz przeszkadzać i pójdę jak się skończy 
zbliża się końcówka TR więc spokojnym acz zdecydowanym krokiem i na pewniaka ( jakbym był u siebie ) maszeruję środkiem płyty , mijam konsoletę, jedną , drugą , jeszcze tylko 10 m , kurcze trochę za szybko jestem ..... widzę przed sobą na skraju wolne miejsce ( pewnie niemiec po wursta poszedł- nie mógł wybrac lepszego momentu
) , przysiadam , krótkie hello , i co widze Mirek się delikatnie skraca ( na kuckach)
2 metry przede mną, coś mówi do ochroniarza i to metodą dokicuje
pod scenę. Ostatnie dźwięki TR - wstaję i teraz już pewnym krokiem do przodu - ostatnie 5 metrów- ochroniarz próbuje mnie zatrzymać ale uznał ,że nie ma szans po na plecach miałem już tłum biegnących fanów
, no jestem - Mirek obok , 1 metr od mikrofonu, teraz możemy się normalnie przywitać.Pozwalamy ładnej dziewczynie ( to nie była Niemka ) stanąć przed nami-- zabieg taktyczny , jak się okazało znakomity, jako ,że członkowie zespołu chyba też się w nią zapatrywali - mieliśmy doskonały kontakt wzrokowy , były uśmiechy prosto w twarz, potakiwanie głową - super.
Na bisy Shangri la - znowu Nagel - pięknie , na scenie super zabawa , uśmiechy , indywidualne machanie łapami - no i nadchodzi ostatni ....... Local Hero - zabetonowało mnie a w końcówce chyba wpadłem w trans - "kosmos jest malutki" To wykonanie było lepsze niż za czasów DS - to było DS Great . Marek tak to zagrał - tak bajecznie , cudnie brak słów - no i pozostała część ekipy również.
WARTO BYŁO !!!!!!!!!
Dla takich chwil warto żyć .....................
Może coś jeszcze dopiszę , ale muszę ochłonąć ponownie

Ale po kolei. Przez tego wariata Mirka - ja się kiedyś roztrzaskam
.Widzę na Fb kilka minut przed 16 ,że Mirek wkleił jakieś aktualne zdjęcia z Markiem ( w sumie okazało się ,że było już przed 17.00).
Kilka sekund rozmowy z Mirkiem , resztki mózgu przyjęły informacje:
Knopfler- koncert - Stuttgart.......
Zapada decyzja - Mirek szukaj biletu...... jadę .....
no i zaczyna się taniec Jasia Fasoli -- od czego zacząć , przełykam resztkę obiadu, dokumenty kasa i do auta.....
Kurde nawi zostało w domu.. szybki bieg do pokoju , jeszcze w szortach i laczkach ( ale jakiś awaryjny zestaw ubrania jest w samochodzie zawsze) , kurde gdzie koszulka MK ? uff jest ! jeszcze "knopfler.pl" na drzwi i ......
no to w drogę - 17.15
Myślę sobie koncert o 20 ? do Stuttgartu ok 260 km- dam radę ......
Pan Marek zawsze czeka kilka minut na spóźnialskich

W czasie jazdy dostaję info z adresem , wbijam w nawi - a pani Ania mówi mi,że jak tak dalej będę się guzdrał to na miejsce dojadę o 20.40, no to kicha...
Do granicy niemieckiej mam ponad 90 km - w piątek po południu , nie mam opcji żeby dojechać prędzej ja w 1,5 godziny masakra ..
, przychodzi sms - początek koncertu 19.30 .... jeszcze gorzej oj ...... zajadę pewnie na bisy
.Po kilku minutach w radiu pojawia się info ,że droga nr 4 zablokowana na kilka km, coraz gorzej...
Dzwonię do Mirka - stary odpuść , nie szukaj biletu , może na koniec dojadę.
Korek był ale dzięki opatrzności w przeciwną stronę ale i tak czasu brakuje.
Pani Ania wcale mnie nie pociesza - nie ma szans żebym zdążył nawet w połowie koncertu.
Wreszcie granica - koniec ograniczeń prędkości

Teraz jazda .......... nawet więcej niż fabryka daje , sporadycznie wybrzedza mnie jakiś motor - i jedno zdechłe porsche.
Został 160 km na miejsce i 50 minut do koncertu.... no i jeszcze w przez miasto pewnie z 10 km
.Autko daje radę , na zewnątrz 30 stopni , ale pojawia się co kilka kilometrów problem , bo okazuje się ,że Niemcy też drogi przerabiają
.Jestem już w mieście - wozi mnie pani Ania jakimiś opłotkami ??? szybka kontrola - telefon do Mirka - dokładny adres - jest... Mercedesstrasse 69 , a u mnie w nawigacji Mercstrasse- k..... , zamiast 2 km pojawia się 10 km w mieście .........
jest już 19.40 pan Marek jeszcze czeka
, zapewne już nie długo.Dojeżdżam
parking, portki na tyłek buty nie zasznurowane i bieg ... ostatnie 100 m - Husain Bolt nie ma takiego czasu na setkę
, dobiegam do bramki - na zegarze 20.00 słyszę dźwięki Hill Farmes- kurcze ale nikogo nie ma z biletami
Jakaś starsza pani opiera się o ścianę - pobiegam , połamaną niemczyzną pytam o bilet , jest ale kolega ma - widze go - bez targowania biorę i już spokojnie , pełna kultura - jestem w środku - nawet nie szukam swojego miejsca :-)
siadam na chwilę , pot leje się po skroniach a gęsia skóra na całym ciele. , znowu jestem
kilka szybkich smsów, kontakt z Mirkiem i ..... pięknie grają
. Po diamentach marek trochę opowiada , będzie saksofon , zaczynają coś kolejność nie taka - nie ten kawałek ... Nagel na saksie zaczął pocztówki
po kilku dźwiękach przerwali - i Marek mówi no to gramy i.. jest I Used... , potem R&J ... i to już jest DS !!!!!!!Świetnie zagrany Sonny, no i faktycznie - największa niespodzianka dla mnie na tej trasie - Submariner z klarnetem- pięknie

Pocztówki - wiadomo prezentacja , Malbertown - znowu inaczej - cudnie , na sali cisza ....... i nowa aranżacja , rozbudowane do rozmiaru TR .
Speedway - wymiata , no i czas już na wędrówkę, bo siedzę wysoko na trybunach , za chwilę TR a umówieni jesteśmy z Mirkiem i panem Markiem prze centralnym mikrofonie

Niby to wracając z toalety , próbuję dostać się na główną płytę , bardzo miły pan ochroniarz prosi abym pokazał bilet ,że jestem we właściwym miejscu. Krótka odpowiedź , żadnego biletu - bilet ma moja córka , a ona siedzi tam na środku przed sceną
, słucham TR w skupieniu , teraz jak to zrobić żeby w tempo podejść do sceny
, ochroniarz ponagla ,że tu stać nie wolno ,że powinienem usiąść , no to ja mu ,że nie chcę teraz przeszkadzać i pójdę jak się skończy 
zbliża się końcówka TR więc spokojnym acz zdecydowanym krokiem i na pewniaka ( jakbym był u siebie ) maszeruję środkiem płyty , mijam konsoletę, jedną , drugą , jeszcze tylko 10 m , kurcze trochę za szybko jestem ..... widzę przed sobą na skraju wolne miejsce ( pewnie niemiec po wursta poszedł- nie mógł wybrac lepszego momentu
) , przysiadam , krótkie hello , i co widze Mirek się delikatnie skraca ( na kuckach)
2 metry przede mną, coś mówi do ochroniarza i to metodą dokicuje
pod scenę. Ostatnie dźwięki TR - wstaję i teraz już pewnym krokiem do przodu - ostatnie 5 metrów- ochroniarz próbuje mnie zatrzymać ale uznał ,że nie ma szans po na plecach miałem już tłum biegnących fanów
, no jestem - Mirek obok , 1 metr od mikrofonu, teraz możemy się normalnie przywitać.Pozwalamy ładnej dziewczynie ( to nie była Niemka ) stanąć przed nami-- zabieg taktyczny , jak się okazało znakomity, jako ,że członkowie zespołu chyba też się w nią zapatrywali - mieliśmy doskonały kontakt wzrokowy , były uśmiechy prosto w twarz, potakiwanie głową - super. Na bisy Shangri la - znowu Nagel - pięknie , na scenie super zabawa , uśmiechy , indywidualne machanie łapami - no i nadchodzi ostatni ....... Local Hero - zabetonowało mnie a w końcówce chyba wpadłem w trans - "kosmos jest malutki" To wykonanie było lepsze niż za czasów DS - to było DS Great . Marek tak to zagrał - tak bajecznie , cudnie brak słów - no i pozostała część ekipy również.
WARTO BYŁO !!!!!!!!!
Dla takich chwil warto żyć .....................
Może coś jeszcze dopiszę , ale muszę ochłonąć ponownie

