26.10.2005, 01:51
Zastanawiałem się nieraz, co powoduje takie wród ludzi uzależnienie od muzyki Marka. I wydaje mi się że podstawowym powodem jest jego autentycznoć. Kiedy czytam w jakiej fazie życia Marka powstała np.piosenka Romeo i Julia, to zabrzmi to może miesznie ale słuchajšc jej na koncercie -czuje się trochę intruzem, kim wręcz niepowołanym do udziału w czyjej osobistej, gorzkiej, męskiej porażce. Ale paradoksalnie - włanie to, że w tak do bólu uczciwy sposób, nie obawiajšc się posšdzenia o tkliwy sentymentalizm, opowiada historię, którš s a m przeżył czyni go prawdziwym. Spiewa napisany przez siebie tekst, gra napisanš przez siebie muzykę, a temat ten nie został bynajmniej podpowiedziany przez specjalistów od komercji.
Dlatego też ma się odczucie, że Marek jakby dzieli się - po kumplowsku - swojš filozofiš życia,opowiada o tym co przeżył, co przeczytał a nie s p r z e d a je siebie. A że do tego szczegół- robi to po mistrzowsku przy pomocy gitary, więc tym bardziej czuje się ten klimat. I czasem u nas pojawia się włanie ów klimat, wydaje się dziwnie znajomy, pasujšcy aż zdaje się za chwilę usłyszeć pierwsze dwięki jakiej gitarowej melodii...
Dlatego też ma się odczucie, że Marek jakby dzieli się - po kumplowsku - swojš filozofiš życia,opowiada o tym co przeżył, co przeczytał a nie s p r z e d a je siebie. A że do tego szczegół- robi to po mistrzowsku przy pomocy gitary, więc tym bardziej czuje się ten klimat. I czasem u nas pojawia się włanie ów klimat, wydaje się dziwnie znajomy, pasujšcy aż zdaje się za chwilę usłyszeć pierwsze dwięki jakiej gitarowej melodii...

