14.07.2015, 10:58
Koncert nie "number one" ale w porównaniu do ostatniego występu w Atlas Arenie, gdzie można powiedzieć Mark "przeszedł obok koncertu" było bardzo dobrze.
Co do akustyki, to siedziałem z przodu na płycie. Otwierający koncert "Broken bones" zmasakrowany przez akustykę, jedna wielka dźwiękowa "klucha". Na kolejnych utworach zdecydowanie lepiej, choć nie było to brzmienie i selektywność, jaką można uzyskać na przyzwoitej sali koncertowej. Z przodu płyty nie było źle, ale ten odbijający się werbel z tyłu płyty i na trybunach zapewne mieszał potężnie. Potężnie skopana przez cały koncert gitara basowa. To brzmiało potwornie przez cały koncert. Natomiast zdecydowanie lepiej pod względem głośności niż a Atlas Arenie, gdzie było po prostu za cicho.
Kolejna kwestia, że widać było, że kapela a przede wszystkim Mark w znakomitych humorach. Przełożyło się to też na granie, bo wraz z rozwojem koncertu było coraz więcej w markowym graniu ikry i zapału.
Dla mnie trochę za dużo robi się na jego koncertach tych elementów folkowo-celtyckich. Mimo swojego wieku jak pokazała druga część koncertu ma jeszcze sporo sił do grania w klimatach rockowego DS i chciałbym móc trochę więcej tego posłuchać (nie koniecznie największych hitów DS.). Fajnie wypadło wczoraj SoS.
Jak spora część pierwszych rzędów po pierwszych dźwiękach "Telegraph Road" ruszyłem pod barierkę i zarówno brzmieniowo jak i granie w ostatnich czterech numerach zrekompensowało to, czego trzeba było słuchać na pierwszych trzech kawałkach otwierających koncert. Na bis "Brother In Arms" (to było o kilka lat świetlnych lepsze niż w Łodzi) i z power'em zagrane "So Far Away". Standing ovetion całej sali i wieńczące 'Going Home" utwierdziło mnie w przekonaniu, że był już któryś z kolei piękny wieczór z dźwiękami Maestro!
PS. Niestety w kwestii koszulek, gadżetów zdzierstwo pierwsza klasa
Co do akustyki, to siedziałem z przodu na płycie. Otwierający koncert "Broken bones" zmasakrowany przez akustykę, jedna wielka dźwiękowa "klucha". Na kolejnych utworach zdecydowanie lepiej, choć nie było to brzmienie i selektywność, jaką można uzyskać na przyzwoitej sali koncertowej. Z przodu płyty nie było źle, ale ten odbijający się werbel z tyłu płyty i na trybunach zapewne mieszał potężnie. Potężnie skopana przez cały koncert gitara basowa. To brzmiało potwornie przez cały koncert. Natomiast zdecydowanie lepiej pod względem głośności niż a Atlas Arenie, gdzie było po prostu za cicho.
Kolejna kwestia, że widać było, że kapela a przede wszystkim Mark w znakomitych humorach. Przełożyło się to też na granie, bo wraz z rozwojem koncertu było coraz więcej w markowym graniu ikry i zapału.
Dla mnie trochę za dużo robi się na jego koncertach tych elementów folkowo-celtyckich. Mimo swojego wieku jak pokazała druga część koncertu ma jeszcze sporo sił do grania w klimatach rockowego DS i chciałbym móc trochę więcej tego posłuchać (nie koniecznie największych hitów DS.). Fajnie wypadło wczoraj SoS.
Jak spora część pierwszych rzędów po pierwszych dźwiękach "Telegraph Road" ruszyłem pod barierkę i zarówno brzmieniowo jak i granie w ostatnich czterech numerach zrekompensowało to, czego trzeba było słuchać na pierwszych trzech kawałkach otwierających koncert. Na bis "Brother In Arms" (to było o kilka lat świetlnych lepsze niż w Łodzi) i z power'em zagrane "So Far Away". Standing ovetion całej sali i wieńczące 'Going Home" utwierdziło mnie w przekonaniu, że był już któryś z kolei piękny wieczór z dźwiękami Maestro!
PS. Niestety w kwestii koszulek, gadżetów zdzierstwo pierwsza klasa

