Liczba postów: 294
Liczba wątków: 21
Dołączył: 08.2005
18-12-2006
Co czulem po przylocie? Probuje sobie wlasnie przypomniec. Dwa dni przed wylotem ogranelo mnie piekelne przerazenie. Czym wywolane? Pewnie nieznanym. Zawsze najbardziej sie boimy tego czego nie wiemy i nie znamy. Czekajac o polnocy na dublinskim lotnisku na moja siostre probowalem zagluszac w sobie wszystkie te negatywne odczucia. Caly czas spogladalem w gore wypatrujac znaku majacego dodac mi sily. Bylem jednak zbyt zmeczony tym paralizujacym strachem, aby w tamtej chwili ja w sobie odnalezc. W hallu bylo juz pusto. Nawet to, ze mijajacy mnie wczesniej ludzie mowili innym jezykiem nie uswiadomilo mi do konca , ze jestem na drugim koncu kontynentu. Wielu z nich sie usmiechalo, wielu witalo, wielu nawet spiewalo (irlandzcy kibice Celtiku wracali wlasnie z derbowego meczu z Rangersami). Wszystko to jakos przeszlo obok mnie. Zupelnie jakbym tego nie widzial. Nawet pozytywne slowa 'Zlotego Promienia Slonca' Exodusu ktore dudunily mi w uszach nie pomagaly.
Na szczescie uswiadomilo mi to, ze potrzebuje tego wyzwania aby wyzbyc sie wrodzonego strachu przed zmianami. Zeby nie skupiac sie na negatywnych emocjach...
Tak, przyjechalem tutaj po lekcje, ktore wyjda mi tylko i wylacznie na dobre. Zeby zyc biezaca chwila i nie przepuszczac niczego przez palce.
(Dundalk, 20-12-2006)
Liczba postów: 294
Liczba wątków: 21
Dołączył: 08.2005
06-01-2007
Wzgorze prezentowalo sie okazle. Widniejacy w oddali krzyz zdawal sie az zapraszac do wejscia na szczyt.
Poranny deszcz nie ulatwial wspinaczki, ale z kazdym ciezkim oddechem wywolanym przez zmeczenie czulem sie lepiej. Zimne powietrze zalewajace pluca zdawalo sie oczyszczac umysl ze wszelkich zbednych mysli. Im blizej bylismy szczytu tym mocniej wiatr dawal znac o swoim istnieniu. Zupelnie jakby chcial odstraszac smialkow przed wejsciem tak gdzie nie powinni.
Kilkanascie metrow przed szczytem na zboczu wyrastaly kamienie otoczone dzikimi krzakami. Obrazek rodem z pejzazy Rogera Deana z 'yesowych' okladek. Umre, jesli nie zrobie sobie przy nich zdjecia...
Gdy stanelismy wreszcie przy krzyzu i odwrocilem sie by ujrzec widok, nia dalo sie ogarnac wzrokiem tej przestrzeni rozposcierajacej sie przed moimi oczami. Paskudne ulice Baltinglass teraz w swej malenskosci az kluly w oczy swoim urokiem. Horyzony byl taki szeroki i caly zalany zielenia. Kazde z pol na sasiednich wzgorzach mialy inny odcien tego koloru. Pochmurne niebo zdawalo sie przykrywac szczyty tych wzgorz tulac je do snu. Zlowrogi wiatr dalej swiszczal w uszach.
Czulem, ze moglbym tutaj umrzec, oczyszczone ze wszelkich mysli i emocji po prostu oddajac sie przestrzeni. Idalne miejsce na zaglebienie sie w Basnie Hermanna Hesse'go.
Nie wiem jak nazywalo sie to najwyzsze wzgorze w Baltinglass. Nie ma to zadnego znaczenia. Pamietam tylko slowa Moniki, ktora spytala mnie: 'czy nie czujesz sie blizej nieba?'. Usmiechnalem sie tylko i odpowiedzialem: 'czuje sie wyzej od ziemii'.
Trzymajac sie za rece pognalismy w dol.
PS. Juz dawno temu mialem zaplanowany i rozrysowany plan tych wszystkich miejsc na Zielonej Wyspie, ktore chcielibysmy zobaczyc: klify Moher, wyspy Aran i Achill, "latimerowski" przyladek Cobh... To wszystko byly dotychczas anonimowe miejsca. Same nazwy. Teraz wspominajac te doznania z Baltinglass wiem ze beda one czyms wiecej niz tylko kolejnymi punktami na mapie. Beda MOJA podroza i tym wszystkim co mnie wypelni gdy te miejsca odcisna swoje pietno w mojej pamieci.
(Newbridge 08-01-2007)
Liczba postów: 359
Liczba wątków: 25
Dołączył: 10.2005
Fajnie się Ciebie czyta! Powodzenia pisanego przez małe " p" (tego codziennego )
i zaczynajšcego się od dużej litery czyli na dalej...
Liczba postów: 294
Liczba wątków: 21
Dołączył: 08.2005
26-01-2007
Irlandia jest strasznie nieprzewidywalna. Nie chodzi nawet o fakt, ze w srodku kalendarzowej zimy o widoku padajacego sniegu mozna tylko pomarzyc.
Byla praca - nie ma pracy. Styczen (z tego co sie dowiedzialem) jest koszmarnym miesiacem na rynku pracy. Wszedzie zastoj. Masowe zwolnienia. Jako, ze u siebie w Newbridge bylem najmlodszy stazem, padlo tez na mnie...
Tydzien szukalem pracy. Bezskutecznie. Kolejne pol tygodnia zabralo mi przekonywanie siebie samego, ze to nie moja wina i ten okres trzeba najzwyczajniej w swiecie przeczekac. Dobre w tym wszystkim jest to, ze z natury jestem oszczedny i udaje mi sie przetrwac.
Dzisiejszy dzien jest chyba najspokojniejszym odkad tu przyjechalem. Siedze sobie w domu, ktory wynajmuje Monika ze swoimi znajomymi. Wegiel w kominku strzela na wszystkie strony jasnopomaranczowymi plomieniami. Jest cieplo, a poczucie spokoju podtrzymuje kolejnymi lykami piwa. Z glosnikow dobiegaja dzwieki klawiszowych pasazy z camelowego "Lunar Sea". A propos. Nocne niebo nad Irlandia jest inne niz u nas w Polsce. Mam wrazenie, ze gwiazd jest na tutejszym jakby mniej. Czasem odnosze wrazenie, ze jestem w stanie je wszystkie policzyc, a ksiezyc tkwi w takim samym ("rogalikowym") stanie od kilku wieczorow.
Na szczescie iskierki nadziei na znalezienie pracy pojawiaja sie juz coraz czestsze. W srode wyprawa do Ballyconnell, w czwartek do Dundalk. Moze tam bedzie lepiej. Nie mniej pomimo tego, ze wszyscy radza, aby ten okres przeczekac to jakos nie wyobrazam sobie siedzenia na tylku z zalozonymi rekami. Musze czuc ze cos robie. Poza tym wpadniemy do mojej siostry. Jej facet - Fabio jest Wlochem kompletnie zakreconym na punkcie Premiata Forneria Marconi. Pewnie znow bedzie chcial mnie nakrecic na ich tworczosc.
Wybaczcie, ze dzisiaj relacjonuje Wam wszystko w hemingwayowskim stylu: krotko i zwiezle. Jak nasyce oczy (i umysl) jakims bogatszym widokiem (i przemysleniami) to na pewno dam upust swojej (pseudo)pisarskiej fantazji. :wacko:
(Baltinglass 27-01-2007)
Liczba postów: 294
Liczba wątków: 21
Dołączył: 08.2005
Wczoraj wieczorem w ramach muzyczych praktyk masochistycznych (moim ulubionym jest coroczny konkurs Eurowizji po ktorym jestem coraz blizszy stwierdzenia ze ludzkosc dazy do samodestrukcji) obejrzalem sobie w irlandzkiej telewizji publicznej rozdanie Irish Music Awards 2007.
Impreza przypominala nasze Fryderyki czyli towarzystwo wzajemnej adoracji. Liczba artystow nominowanych tak jak u nas ograniczona (tzn. wywodzaca sie z najwiekszych koncernow plytowych danego kraju), rozdajacyh sobie nagrody nawzajem. Przekroj muzyczny rzeczonych "artystow" to kliamty Westlife, Coldplay, i jakiej nowe pseudo-punkowo-popowe (ufff...) brzmienia. Na dobra sprawe prawie wszyscy brzmieli niemal tak samo a sluchacz nie obeznany w irlandzkim rynku muzycznym (jak ja na przyklad) rozroznial poszczegolnych wykonawcow tylko dzieki zapowiadajacym nazwom wyswietlanym na ekranie.
Niemniej na koniec co wybredniejszego sluchacza czekala niespodzianka. Otoz nagrode za caloksztalt tworczosci otrzymali muzycy Clannad. Przed wreczeniem nagrody na glownym ekranie puszczono uroczy filmik z wypowiedziami muzykow m.in. U2 i The Corrs opowiadajaymi jaki duzy wplyw wywarla ich tworczosc. Co dziwniejsze przy wywolaniu na scene Clannad otrzymali chyba najwieksze brawa od publicznosci (co dziwniejsze w wiekszosci zlozonej z osobnikow urodzonych pozniej niz debiutowal zespol). Na koniec wykonali swietna wersje "Harry's Theme" niemalze a capella z cichutkim tlem klawiszy.
Kto wystapil potem, tego juz nie wiem. Wolalem wylaczyc telewizor pozostawiajac w uszach tylko te przyjemne dzwieki...
Liczba postów: 294
Liczba wątków: 21
Dołączył: 08.2005
5. Być jak Rory Gallagher (15-03-07)
Chciałbym Wam opowiedzieć o pewnym zdarzeniu sprzed kilkunastu dni. Dało mi ono sporo do mylenia...
Przypadkowo w irlandzkiej telewizji natrafiłem na fragment archiwalnego występu Rory'ego Gallaghera. Rzecz miała miejsce na jazzowym festiwalu w Montreaux w 1974 albo 1975 roku. Na scenę wyszedł facet o szczenięcej twarzy, ubrany dżinswe spodnie i dżinsowš katanę. Ukłonił się. Był pogodny, usmiechnięty, zapowiedział "Tatto'd Lady" i zaczšł grać. Po tym facecie było widać jaki jest rozelektryzowany wiadomociš, że za chwilę zagra, że zapewne gdyby kamera pokazała zbliżenie jego twarzy moznabyłoby dostrzec błysk w jego oczach. Od razu wyobraziłem sobie go jako dzieciaka, który nie oglšda się za dziewczynami tylko żyje muzykš, a gd nie ma gitary przy sobie to nie wie co ma zrobić z rękami.
Pomylałem wtedy o sobie i zrobiło mi się le na sercu. Mógłbym być tak sam. Problem ze mnš polegał na tym, że od wczesnych lat szkolnych żyłem ograniczeniami, w dużej mierze narzucanych przez rodziców. To oni bez konsultacji ze mnš wybrali mi szkołę redniš, kierunek studiów także obrany był pod ich oczekiwania. Wiem, że mieli oni dobre zamiary i na swój sposób chcieli mnie chronić i pomóc, ale póniej zdałem sobie sprawę, że nie tędy droga. Sam też jestem sobie winny, bo po pierwsze: nie miałem na tyle wiary wiary w siebie, aby postawić na swoim, a po drugie: rodzice specjalnie mi w tym nie pomagali i nie "popychali" do twórczego i samodzielnego rozwoju. Prosty przykład: pierwszy kierunek na który się dostałem to była histora. Wówczas interesowałem się tym i wiem, że studia te byłyby bardziej pozytywnym wyzwaniem niż męczarniš. Riposta mojego ojca polegała na stwierdzeniu: "i co po tej historii będziesz miał?" i pod naciskiem zmiękłem wbirajšc ostatecznie administrację. Szkoda, bo wiem że na historii byłbym jednym z lepszych na roku, a ojcu mógłbym odpowiedzieć na jego pytanie: "satysfakcję"
Prwdopodobnie zbyt póno zaczšłem urzeczywistniać mylenie po swojemu. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Wyprowadziłem się od rodziców, (można powiedzieć że) założyłem dom, wyjechałem do Irlandii. Cieszę się, że samemu potrafię sobie poradzić. Powoli spełniam dawne marzenia. Czuję, że idę do przodu.
Postawiłem sobie za punkt honoru skończenie mojej powieci i nawet jeli żaden wydawca nie będzie chciał na niš nawet spojrzeć to i tak będę dumny z tego, że jš ukończyłem. Że zrobiłem co co chciałem zrobić. Co własnego.
Aha, i jeszcze jedno. Wiem, że kiedy kiedy będę już ojcem to będę pomagał swoim dzieciakom poszukiwać. Nawet jeli będš popełniać błędy i stwierdzš że to jednak nie jest to i ich to nie pasjnonuję to wiem, że będę je wspierał w dalszych poszukiwaniach. Niech w końcu znajdš swojš drogę. Będę wówczas przy nich i one będš o tym wiedziały. Tylko to mi będzie wystarczyło.
PS. Trochę się naszukałem w interenecie rzeczonego występu Rory'ego Gallaghera, aby pokazać am co miałem na myli. Miłego oglšdania:
http://www.youtube.com/watch?v=iCNWdEznhls
(Ballyconnell, 15-03-07)
Liczba postów: 294
Liczba wątków: 21
Dołączył: 08.2005
6. Tempus Fugit
Linka z ostatnimi moimi zapiskami wysłałem pewnemu mojemu znajomemu. Po przeczytaniu stwierdził on, że miałem ogromne szczęcie że ojciec wybił mi tę historię z głowy.
Mianowicie pewien jego bliski znajomy studiował historię i tak samo jak ja był pasjonatem. Jednak jego los tak się potoczył, że ostatniej rzeczy której komukolwiek by zyczyłby to studiowanie swój wymarzonego kieruneku na UG. Jego los tak się potoczył, że ta szacowna "uczelnia" zniszczyła w nim tę pasję.
Po krótkiej refleksji na temat historii mojego znajmoego to mogę powiedzieć tylko tyle, że miał chociaż to czego ja nie miałem. A mianowicie spróbował i przekonał się, że widocznie nie była mu dana ta scieżka życia. Ja takiej szansy nie miałem. Lepsze rozczarowanie niż strata, że sie nawet nie sprobowało. Nie wiem skšd to przeczucie, ale jako mam przekonanie ze w życiu każdego człowieka nic nie dzieje sie bez przyczyny i od niego samego zależy co z tym zrobi. Tak Monia mi powtarzała odkšd pamiętam. Być może miałem nawet nie "liznšć" tej historii tylko wylšdować w Irlandii i czego się tutaj nauczyć? Na dzień dzisiejszy nie wiem. Myslę, że moja mšdroć (jesli takowš kiedys posišdę) będzie polegała na tym, że wycišgne wnioski z tej nauki i tego co jest mi dane mi dowiadczyc i co zesłał mi los. I pewnie to będę chciał przekazać swoim dzieciom.
Monia powiedziała mi kilka dni temu ostanio, że po raz pierwszy przeżywa głębokie poczucie sensu: nas, tego że tutaj jestemy i że pierwszy raz ma poczucie, wpływu na cokolwiek i siłę. Gdy co takiego mówi to mam wewnętrzne przeczucie ze tak widocznie musiało być.
(Ballyconnell 11-04-2007)
Liczba postów: 223
Liczba wątków: 16
Dołączył: 04.2004
hmmm, ciekawe wywody, jednak ja mysle nad tym jak tu najszybciej stad (Dublin) sie zmyc z powrotem do kraju - jestem tu od wrzesnia 2005
Liczba postów: 294
Liczba wątków: 21
Dołączył: 08.2005
7. Patti i Bruce
-Czy wiesz, ze mam wszystko czego potrzebuje? - otaczala nas wypelniajaca pokoj cisza. Wiatr szalal za oknem wyginajac galezie na wszystkie strony - Mamy prace, wspolne plany i cel dla ktorego tutaj przyjechalismy. Wiem, ze tutaj jest wieksza szansa realizacji wszystkigo czego sobie wymarzylismy. Nie chce zyc minimalizmem w Polsce. Najwazniejsze jednak ze jestes Ty. Tak naprawde to jestem stworzona do podrozy, z Toba przy boku.
Wtulajac sie w nia usmiechnalem sie, w sercu czujac jednak skorcz. Monia chce zostac na Wyspach, ja natomiast odliczam dni do urlopu zeby wrocic do Polski chcociaz na kilka dni. Po raz pierwszy dala mi taki wyrazny sygnal, ze wiaze swoja-nasza przyszlosc z dala od kraju.
-Ciesze sie ze jestes szczesliwa. Wiesz, ze pojade z Toba wszedzie tam gdzie zechcesz - odpowiedzialem niemalze automatycznie. Bezwarunkowo.
-Nie chce jednak, abys przez to zatracal siebie i nie znalazl swoejgo miejsca - - zdawala sie wyczuwac moje leki.
- Odpowiem twoimi slowami: moje miejsce jest przy Tobie. Gdziekolwiek bedzie chciala stworzyc nam dom, pojade tam z Toba. Ty jestes moim domem.
Niemalze zdawalo mi sie, ze slysze jak sie usmiechnela. Zamknelismy oczy wsluchuja sie w szelest lisci za oknem.
(Ballyconnell, 05-06-2007)
Muzyczne tlo: w drugim pokoju cicho gra DVD. Koncert Bruce'a Springsteena z Barcelony. "Empty Sky" Bruce spiewa ze swoja zona. Wyglada to troszke jak my. Podazajacy za soba, nieco oddaleni od siebie ,ale podazajacy w tym samym kierunku i zerkajacy na siebie nawzajem. Glosy odmienne, ale spiewajace te sama piosenke.
Liczba postów: 1,324
Liczba wątków: 25
Dołączył: 10.2003
Patyku
Ta płytę którš mi podarowałe, wiesz Bruce'a "THE RISING"-przez wiele tygodni katowałem non stop
A long time ago came a man on a track...
Liczba postów: 2,816
Liczba wątków: 59
Dołączył: 09.2004
Pięknie napisane ...
Życzę Wam aby tak już pozostało między wami na zawsze bo tylko to się liczy...
Liczba postów: 294
Liczba wątków: 21
Dołączył: 08.2005
Kto mšdry powiedział kiedy, że swoje miejsce na Ziemii rozpoznasz wtedy kiedy postawisz na nim stopę i uznasz... Tak, to jest to miejsce, tu osišgnę pełnię szczęcia...
Nie wiem co "poeta miał na myli'' (jak to się mawiało w liceum)  ale pierwszy dzień w Barcelonie (i kolejne szeć) otumaniło mnie jak uderzajšcy w nożdrza i umysł wykwintny alkohol albo pierwsza nastoletnia miłoć. Fakt, były to moje pierwsze wakacje z prawdziwego zdarzenia tak więc porównanie z młodzieńczymi dowiadczeniami jest jak najbardziej na miejscu: stawiasz pierwsze niepewne kroki, szukasz, przeżywasz co po raz pierwszy, ekscytujesz i z każdym doznaniem łakniesz tego jeszcze bardziej aż czujesz że przyjemnie - niemal w ekstazie - toniesz.
Taki był mój pierwszy raz w Barcelonie. Każdy budynek, każdy zakštek oczarowywał mnie(nas) coraz bardziej. Budzšc się o poranku czułem, że chcę pozostać w tym stanie niezależnie od tego do przyniesie jutro. Oddychałem każdym skrawkiem tego miasta, czułem, że mój wzrok wsysał każdy budynek, każdš postać którš napotkałem a która w pamięci mogłaby mieć zwišzek z tym miastem...
Kiedy po kilku dniach powrotu do szarej (dosłownie) irlandzkiej rzeczywistoci probowałem ułożyć to wszystko w mojej głowie w kilku prostych zdaniach. Niestety nie potrafiłem zawrzeć sedna tego miasta i tego co przeżyłem.
Zupełnie jak z pierwszš nastoletniš miłociš...
Liczba postów: 1,324
Liczba wątków: 25
Dołączył: 10.2003
Patyku
Pieknie napisane
A long time ago came a man on a track...
Liczba postów: 1,381
Liczba wątków: 31
Dołączył: 06.2004
Cytat:Originally posted by Patique@Dec 28 2007, 01:31 AM
Każdy budynek, każdy zakštek oczarowywał mnie(nas) coraz bardziej. Budzšc się o poranku czułem, że chcę pozostać w tym stanie niezależnie od tego do przyniesie jutro.
...a czy 'jutro' przyniosło wizytę w Parku Guell'a?
Oh girl it looks so pretty to me just like it always did
Like the Spanish city to me when we were kids
Liczba postów: 294
Liczba wątków: 21
Dołączył: 08.2005
Park Guell, Bari Gotico, Sagrada Familia, Montujic, Wzgórze Tibidabo i wiele innych miejsc. Przez tydzień bylimy rednio 10-12 godzin na miecie zwiedzajšc wszystko co się da. Mam nadzieję, że niczego nie przegapilimy... B) Zresztš wypstrykalimy 3 klisze, uwiecznilimy chyba wszystko co się dało.
Liczba postów: 1,381
Liczba wątków: 31
Dołączył: 06.2004
fantastycznie  szczerze zazdroszczę! ja do dzi czuję niedosyt :mellow:
muszę przyznać, że twoja niesamowita opowieć odkurzyła moje wspomnienia!
dziękuję
Oh girl it looks so pretty to me just like it always did
Like the Spanish city to me when we were kids
Liczba postów: 1,761
Liczba wątków: 71
Dołączył: 11.2004
Relacje Patigue czyta sie jednym tchem zarówno te Irlandzkie jak Barcelonowe. Tak sie zagalopowalem ,że przeczytalem dwa razy i wcale tego nie żaluje. Głębia tekstu o szukaniu sobie miejsca na Ziemii i metofora o stopie......no,no "Markowe teksty". Wyczuwam tu duzš inspiracje Marka tekstów, ktore tak pieknie mówiš o codziennym życiu. Mnie sie podoba i w kuluarach naszego Forum też się podoba(cos o tym wiem) Pozdrawiam Patyk. :wacko:
We are the sultans of swing...
Liczba postów: 116
Liczba wątków: 5
Dołączył: 01.2008
Już kładłem się spać kiedy znalazłem ten temat na forum i nie mogłem się oderwać. Znalazłe bardzo ciekawy sposób na przedstawienie nam swojej osoby i jestem za tym by kontynuował dzieło.
Liczba postów: 294
Liczba wątków: 21
Dołączył: 08.2005
Jaki czas temu minšł rok od mojego przyjazdu tutaj... Czas na pierwsze podsumowania...
Czego się nauczyłem? Przede wszystkim pewnoci siebie. Taka teleportacja w obcy kraj dla kogo takiego jak ja to jak wrzucenie na głębokš wodę. Cieszę się i jestem dumny z siebie, że pomimo wielu przeciwnoci dałem sobie radę. Byłem wytrwały i chłonšłem jak gšbka dowiadczenia. Nasišknięty byłem tym na tyle, że zdałem sobie sprawę, że wiat stoi przede mnš otworem. Nie jestem wprawdzie tak beztroski jak Jeff Bridges w "Fearless", ale odkrywanie w sobie czego czego nigdy nie spodziewałbym się znaleć jest czym niesamowitym. Mówię doć mglicie, teraz może szczegóły...
Kilka tygodni temu podjęlimy (głównie ja podjšłem) decyzję o wyniesieniu się z Ballyconnell. Kilkudniowa wizyta w Edynburgu wyznaczyła nam cel.
Oficjalnie odchodzę z mojej wygodnej posadki za dwa miesišce i przenoszę się do stolicy Szkocji. Najmieszniejsze jest to, że nie odczuwam żadnego strachu z tym zwišzanego. Jestem więcie przekonany, że tam wszystko nam się uda. Znajdę wreszcie pracę, która bedzie mnie cieszyć. W mojej prywatnej wizualizacji widzę nas, siebie piszšcego, Monię szczęliwš i rozwijajšcš swojš pasję w praktykowaniu dogoterapii. Widzę też nasze szkraby gonišce się po domu i póniej jako nastolatki szukajšce swojej drogi i nas pomagajšcych im w tym i podróżujšcych z nimi po wiecie pokazujšc, że nie ma także przed nimi rzeczy niemożliwych...
Próbuję sobie wyobrazić mój pierwszy krok po zejciu z samolotu na edynburskim lotnisku w maju. Wiem jedno: będzie pewniejszy niż ten na dublińskim półtora roku wczeniej. Z głowš patrzšcš w niebo, a nie zwieszonš wpatrujšcš się w swoje niepewne kroki...
Liczba postów: 1,354
Liczba wątków: 57
Dołączył: 05.2004
Masz polot. Fajnie się Ciebie czyta. Bardzo szczere wypowiedzi.
Powodzenia tam na obczynie...
|