28.06.2006, 14:19
Emilka wszystko się zgadza.
Klimaty Raymonda Chandlera czy nawet filmowego Humphreya Bogarta to jest to! I oczywicie, że miałem na myli wieczorno-nocne Private Investigations. Słychać tłukšce się szkło i wtedy niebo otwiera błyskawice. O tak to widzę.
Wspaniale przed laty opisał ten utwór nieodżałowany Tomek Beksiński. Przytoczyłem ten fragment jaki czas temu ale chyba już zaginšł.
Znalazłem i pozwalam sobie jeszcze raz przytoczyć:
"...Zaczęło się cichutko- wyłaniajšcy się z mroku dwięk, niczym zmęczona postać rzucajšca cień na schody starej kamienicy czynszowej. Gdy rozlega się dwięk gitary, cień się zbliża- i widzimy faceta w rednim wieku, w obowišzkowym trenczu i kapeluszu, ocieżale wchodzšcego po schodach w kierunku biura z napisem na oszklonych drzwiach Philip Marlowe, private investigator. Marlowe otwiera drzwi, wchodzi do rodka. Siada za biurkiem, nie zapalajšc wiatła. Zdejmuje kapelusz kładzie go na blacie, otwiera szufladę i wyjmuje do połowy oprożnionš butelkę. Pociaga spory łyk. I wtedy Knopfler zaczyna piewać...i poznajemy życiorys tego człowieka, za niewielkie pienišdze grzebišcego w cudzych brudach, nadstawiajšcego karku i wracajšcego potem samotnie do pustego, obskurnego biura służšcego mu za mieszkanie. Co za to masz? pyta wokalista. I odpowiada sobie sam: Butelkę whisky, stek kłamstw, zaslonięte okna i ból głowy.
Marlowe kładzie się w ubraniu na rozkopanym łożku, z butelkš przy głowie, zasypia...Mrok pokoju rozjaniajš tylko uliczne wiatła i błyskajšce neony.
Milknie nastrojowa gitara, zdecydowane akordy basu znamiennie sugerujš, że co (kto?) się zbliża. Sen?- albo retrospekcja dnia pełnego wrażeń. Zza rogu wychodzi dwóch "smutnych panów". Ostre uderzenie w struny gitary! Podchodzš do Marlowe'a. Wyjmujš broń. Kolejne uderzenia w struny, do akcji włšcza się też perkusja, rytm nabiera dramatyzmu. Krótka walka- "smutni panowie" przegrywajš, ale detektyw też jest poturbowany. Mimo to podnosi sie, otrzepuje spodnie, rusza przed siebie. Kopniakiem otwiera drzwi podejrzanego lokalu. Wchodzi do rodka. Muzyka na moment cichnie. Widzimy galerię zakazanych gęb a la Al Capone. Detektyw podchodzi do baru. Zamienia kilka słów z barmanem. Znowu podchodzš do niego masywnie zbudowane zbiry. Kolejne ciosy- i kolejne szarpišce uszy akordy gitary. Detektyw i tym razem wygrywa. Uwalnia porwanš dziewczynę., która wraca do ukochanego. A on sam lšduje w swoim pustym gabinecie z butelkš w ręce...Za oknem błyskajš neony, pusta butleka leży przy łóżku na podłodze. Kamera panoramuje jeszcze mroczne wnętrze gabinetu i usuwa się dyskretnie, pokazujšc nocny widok miasta za oknem. Wyciemnienie. Koniec.
Niemalże biłem brawo. Private Investigations to dla mnie jeden z najwspanialszych utworow lat osiemdziesištych i prawdziwe arcydzieło Dire Straits..."
TOMASZ BEKSIŃSKI
Klimaty Raymonda Chandlera czy nawet filmowego Humphreya Bogarta to jest to! I oczywicie, że miałem na myli wieczorno-nocne Private Investigations. Słychać tłukšce się szkło i wtedy niebo otwiera błyskawice. O tak to widzę.
Wspaniale przed laty opisał ten utwór nieodżałowany Tomek Beksiński. Przytoczyłem ten fragment jaki czas temu ale chyba już zaginšł.Znalazłem i pozwalam sobie jeszcze raz przytoczyć:
"...Zaczęło się cichutko- wyłaniajšcy się z mroku dwięk, niczym zmęczona postać rzucajšca cień na schody starej kamienicy czynszowej. Gdy rozlega się dwięk gitary, cień się zbliża- i widzimy faceta w rednim wieku, w obowišzkowym trenczu i kapeluszu, ocieżale wchodzšcego po schodach w kierunku biura z napisem na oszklonych drzwiach Philip Marlowe, private investigator. Marlowe otwiera drzwi, wchodzi do rodka. Siada za biurkiem, nie zapalajšc wiatła. Zdejmuje kapelusz kładzie go na blacie, otwiera szufladę i wyjmuje do połowy oprożnionš butelkę. Pociaga spory łyk. I wtedy Knopfler zaczyna piewać...i poznajemy życiorys tego człowieka, za niewielkie pienišdze grzebišcego w cudzych brudach, nadstawiajšcego karku i wracajšcego potem samotnie do pustego, obskurnego biura służšcego mu za mieszkanie. Co za to masz? pyta wokalista. I odpowiada sobie sam: Butelkę whisky, stek kłamstw, zaslonięte okna i ból głowy.
Marlowe kładzie się w ubraniu na rozkopanym łożku, z butelkš przy głowie, zasypia...Mrok pokoju rozjaniajš tylko uliczne wiatła i błyskajšce neony.
Milknie nastrojowa gitara, zdecydowane akordy basu znamiennie sugerujš, że co (kto?) się zbliża. Sen?- albo retrospekcja dnia pełnego wrażeń. Zza rogu wychodzi dwóch "smutnych panów". Ostre uderzenie w struny gitary! Podchodzš do Marlowe'a. Wyjmujš broń. Kolejne uderzenia w struny, do akcji włšcza się też perkusja, rytm nabiera dramatyzmu. Krótka walka- "smutni panowie" przegrywajš, ale detektyw też jest poturbowany. Mimo to podnosi sie, otrzepuje spodnie, rusza przed siebie. Kopniakiem otwiera drzwi podejrzanego lokalu. Wchodzi do rodka. Muzyka na moment cichnie. Widzimy galerię zakazanych gęb a la Al Capone. Detektyw podchodzi do baru. Zamienia kilka słów z barmanem. Znowu podchodzš do niego masywnie zbudowane zbiry. Kolejne ciosy- i kolejne szarpišce uszy akordy gitary. Detektyw i tym razem wygrywa. Uwalnia porwanš dziewczynę., która wraca do ukochanego. A on sam lšduje w swoim pustym gabinecie z butelkš w ręce...Za oknem błyskajš neony, pusta butleka leży przy łóżku na podłodze. Kamera panoramuje jeszcze mroczne wnętrze gabinetu i usuwa się dyskretnie, pokazujšc nocny widok miasta za oknem. Wyciemnienie. Koniec.
Niemalże biłem brawo. Private Investigations to dla mnie jeden z najwspanialszych utworow lat osiemdziesištych i prawdziwe arcydzieło Dire Straits..."
TOMASZ BEKSIŃSKI
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

