03.10.2006, 10:38
Stawiajš się moje roczniki - melduję się i ja
.
Raingod gdybym poszukujšc dwięków dla siebie poprzestała na przeglšdaniu tzw. muzycznych kanałów i pływaniu w mętnych falach eteru (czyt. odsłuchiwaniu radiowych stacji) na zasadzie jak leci, z całš pewnociš przyszłoby mi teraz ze łzami w oczach i rozpaczš w duszy podpisać się pod Twoim wczorajszym postem.
Z pewnociš jest mi w tej chwili łatwiej (i poniekšd radoniej) pisać, gdyż zarówno nowa Kate Bush jak i David Gilmour zdecydowanie do mnie trafiajš (jasne, nie brak na tych albumach chwil... słabszych
, powiedzmy sobie jednak szczerze ileż albumów z przeszłoci wprawia w muzycznš ekstazę od pierwszej do ostatniej nuty...?).
Przy wszystkich moich codziennych zawodach i całej mojej muzycznej ortodoksyjnoci (jednak) bynajmniej nie upatrywałabym w XXI wieku końca Muzyki jako takiej. Ani nawet Muzyki, którš miem nazywać swojš (lepszš czy gorszš - nie mnie osšdzać).
Jasne można odwrócić się plecami do dwięków, które nas zewszšd atakujš, plunšć na to wszystko i odejć w mrock z pogardliwš minš. Gdybym jednak kiedy obraziła się na P. Gabrielu za jego wczesne (ambientowe) eksperymenty, ominęłoby mnie So, Us, Passion (...). Gdybym miertelnie obraziła się na Fishu za to, że swoim odejciem pogrzebał przyszłoć Marillion, nigdy nie sięgnęłabym po Vigil in a Wilderness of Mirrors (i wszystko, co po nim), ani też (o zgrozo!
po solowego Hogartha, nie wspominajšc nawet o Marillion.2 (wtedy nie dostałabym Brave, Afraid of Sunlight (...) - choć do tej pory uważam, że pozostanie przy tej samej nazwie zespołu było sporym nadużyciem wobec fanów).
Przykłady można mnożyć, jednak nie w tym rzecz. Istotniejsze wydaje się pytanie: czy można odmawiać komukolwiek, a już w szczególnoci artycie (i to nie tylko na muzycznym poletku) prawa do poszukiwań? I czy jest co bardziej ekscytujšcego w odkryciach od... ich odkrywania?
Dlatego dalej z obłędem w oku i rozwianym włosem będę buszować wród półek i pudełek (choć tu gdzie jestem nawet przerzucać nie ma czego - istna muzyczna pustynia). Jasne - będę się krzywić, często (większoć?) odrzucać, ale z całš pewnociš (przynajmniej od czasu do czasu) także odnajdywać. Czego i Tobie serdecznie życzę.
PS. Olaf - w życiu nie wpadłoby mi do głowy (ani też ucha) porównanie Back To Tupelo z Iron Hand To tylko dowodzi jak różne mogš być nasze odbiory
Mylšc o autoplagiatach nasuwa mi się z automatu kilka nazwisk i tytułów ich dzieł, jednak (to ciekawe) nie byłby to nigdy Mark Knopfler...
.Raingod gdybym poszukujšc dwięków dla siebie poprzestała na przeglšdaniu tzw. muzycznych kanałów i pływaniu w mętnych falach eteru (czyt. odsłuchiwaniu radiowych stacji) na zasadzie jak leci, z całš pewnociš przyszłoby mi teraz ze łzami w oczach i rozpaczš w duszy podpisać się pod Twoim wczorajszym postem.
Z pewnociš jest mi w tej chwili łatwiej (i poniekšd radoniej) pisać, gdyż zarówno nowa Kate Bush jak i David Gilmour zdecydowanie do mnie trafiajš (jasne, nie brak na tych albumach chwil... słabszych
, powiedzmy sobie jednak szczerze ileż albumów z przeszłoci wprawia w muzycznš ekstazę od pierwszej do ostatniej nuty...?). Przy wszystkich moich codziennych zawodach i całej mojej muzycznej ortodoksyjnoci (jednak) bynajmniej nie upatrywałabym w XXI wieku końca Muzyki jako takiej. Ani nawet Muzyki, którš miem nazywać swojš (lepszš czy gorszš - nie mnie osšdzać).
Jasne można odwrócić się plecami do dwięków, które nas zewszšd atakujš, plunšć na to wszystko i odejć w mrock z pogardliwš minš. Gdybym jednak kiedy obraziła się na P. Gabrielu za jego wczesne (ambientowe) eksperymenty, ominęłoby mnie So, Us, Passion (...). Gdybym miertelnie obraziła się na Fishu za to, że swoim odejciem pogrzebał przyszłoć Marillion, nigdy nie sięgnęłabym po Vigil in a Wilderness of Mirrors (i wszystko, co po nim), ani też (o zgrozo!
po solowego Hogartha, nie wspominajšc nawet o Marillion.2 (wtedy nie dostałabym Brave, Afraid of Sunlight (...) - choć do tej pory uważam, że pozostanie przy tej samej nazwie zespołu było sporym nadużyciem wobec fanów). Przykłady można mnożyć, jednak nie w tym rzecz. Istotniejsze wydaje się pytanie: czy można odmawiać komukolwiek, a już w szczególnoci artycie (i to nie tylko na muzycznym poletku) prawa do poszukiwań? I czy jest co bardziej ekscytujšcego w odkryciach od... ich odkrywania?
Dlatego dalej z obłędem w oku i rozwianym włosem będę buszować wród półek i pudełek (choć tu gdzie jestem nawet przerzucać nie ma czego - istna muzyczna pustynia). Jasne - będę się krzywić, często (większoć?) odrzucać, ale z całš pewnociš (przynajmniej od czasu do czasu) także odnajdywać. Czego i Tobie serdecznie życzę. PS. Olaf - w życiu nie wpadłoby mi do głowy (ani też ucha) porównanie Back To Tupelo z Iron Hand To tylko dowodzi jak różne mogš być nasze odbiory
Mylšc o autoplagiatach nasuwa mi się z automatu kilka nazwisk i tytułów ich dzieł, jednak (to ciekawe) nie byłby to nigdy Mark Knopfler...
<span style=\'color:gray\'>And what have you got at the end of the day?
What have you got to take away?</span>
What have you got to take away?</span>

