13.04.2007, 02:41
Skoro został poruszony temat basu...
John Illsley to jeden z moich ulubionych muzyków DS. Nie dlatego, że jest wietnym instrumentalistš, bo nie jest. On sam mówi o sobie:
Jestem bardzo prymitywnym basistš. Dla mnie najważniejsza w utworze jest relacja bas-bębny. Jeli ten zwišzek iskrzy, cały utwór iskrzy.
Bassist '98
Gdyby w Dire Straits grał basista, który próbowałby zrobić z basu instrument solowy - zrujnowałby cały efekt końcowy. John jest jednym z tych muzyków, których można zcharakteryzować okreleniem: "mniej znaczy więcej". Wyczucie i przestrzeń sš podstawowymi składnikami jego gry i zawsze potrafił zagrać dokładnie to co trzeba - nic ponadto.
Wydaje mi się, że był jednš z kluczowych postaci sukcesu DS. Wykształcony, inteligentny, doskonale wpasował się w swojš rolę. Przez jaki czas był księgowym zespołu, miał zawsze łeb na karku - to wspaniałe uzupełnienie dla Artysty z głowš w chmurach, jakim był Mark. Dobrali się w korcu maku i dotrwali jako jedyni z oryginalnego składu zespołu, do końca. Zeszli ze sceny niepokonani. Duża w tym zasługa Johna, lecz bynajmniej nie tylko muzyczna - moim zdaniem.
Glenn Worf jest basistš o większych umiejętnociach niż John. To słychać. Ma większš swobodę podczas grania na żywo a i technika również jest na bardzo wysokim poziomie. Według mnie Glenn pomimo tego, że gra bardziej wyrafinowanie niż Illsley, i tak nie wychodzi na pierwszy plan. I dobrze. W muzyce jakš gra Mark, nie powinien nigdy być na pierwszym planie. Jednym z powodów, dla których Mark tak lubi grać z Worfem jest fakt, że Glenn potrafi grać na kontrabasie, do którego Mark ma słaboć, a na któym John nie gra. Oczywicie nie jest to zapewne powód, dla którego Mark i John przestali współpracować. Mylę, że po prostu ich to nie interesuje. Zrobili swoje i tyle.
Choć oczywicie nie obraziłbym się wcale, gdyby John zagrał na albumie solowym Marka. Jestem za
.
John Illsley to jeden z moich ulubionych muzyków DS. Nie dlatego, że jest wietnym instrumentalistš, bo nie jest. On sam mówi o sobie:
Jestem bardzo prymitywnym basistš. Dla mnie najważniejsza w utworze jest relacja bas-bębny. Jeli ten zwišzek iskrzy, cały utwór iskrzy.
Bassist '98
Gdyby w Dire Straits grał basista, który próbowałby zrobić z basu instrument solowy - zrujnowałby cały efekt końcowy. John jest jednym z tych muzyków, których można zcharakteryzować okreleniem: "mniej znaczy więcej". Wyczucie i przestrzeń sš podstawowymi składnikami jego gry i zawsze potrafił zagrać dokładnie to co trzeba - nic ponadto.
Wydaje mi się, że był jednš z kluczowych postaci sukcesu DS. Wykształcony, inteligentny, doskonale wpasował się w swojš rolę. Przez jaki czas był księgowym zespołu, miał zawsze łeb na karku - to wspaniałe uzupełnienie dla Artysty z głowš w chmurach, jakim był Mark. Dobrali się w korcu maku i dotrwali jako jedyni z oryginalnego składu zespołu, do końca. Zeszli ze sceny niepokonani. Duża w tym zasługa Johna, lecz bynajmniej nie tylko muzyczna - moim zdaniem.
Glenn Worf jest basistš o większych umiejętnociach niż John. To słychać. Ma większš swobodę podczas grania na żywo a i technika również jest na bardzo wysokim poziomie. Według mnie Glenn pomimo tego, że gra bardziej wyrafinowanie niż Illsley, i tak nie wychodzi na pierwszy plan. I dobrze. W muzyce jakš gra Mark, nie powinien nigdy być na pierwszym planie. Jednym z powodów, dla których Mark tak lubi grać z Worfem jest fakt, że Glenn potrafi grać na kontrabasie, do którego Mark ma słaboć, a na któym John nie gra. Oczywicie nie jest to zapewne powód, dla którego Mark i John przestali współpracować. Mylę, że po prostu ich to nie interesuje. Zrobili swoje i tyle.
Choć oczywicie nie obraziłbym się wcale, gdyby John zagrał na albumie solowym Marka. Jestem za
.
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...

