16.05.2007, 00:32
Cieszę sie, że podzielacie moje szczęcie i euforię!
Piszecie, że jestem szczęciarz. I ja się z tym zgadzam!!!! Tak jak i więtš rację masz koobaa piszšc, że znalazłem się we właciwym miejscu i we właciwym czasie. Z tš różnicš, że Wy wiecie co się działo w czasoprzestrzeni 06.05.2007 r. między 16.20 a 16.36. Natomiast to, co się działo parę minut, godzin wczeniej jeszcze bardziej potwierdza wszystkie Wasze okrelenia pod moim adresem!
Tym samym dopełniš się słowa, że choć główny wštek opowiesci dobiegł końca. To zostało jeszcze miejsce na suplement.
I oto on (postaram się nie dawkować
.
Otóż na moje osobiste zwiedzanie Londynu wybrałem się ok.13.00. Najpierw jednak, wraz ze znajomym, pojechalimy na stadion Arsenalu Londyn, na którym tego dnia o godz. 15.30 rozgrywany był mecz Arsenal-Chelsea. Pomylałem sobie, ze jeli spotkam "konika" i będzie miał bilety w dobrej cenie - biorę!
Niestety, a jak już wiecie ZDECYDOWANIE -stety, "konika" nie spotkałem. Biletów nie kupiłem, na meczu nie byłem. Z okolic Hihgbury pojechalimy do Chiswick.
Wysiedlimy z metra i pytamy w informacji jak trafić na British Grove. Symaptyczny Pan wskazuje nam drogę. Idziemy zgodnie z jego wskazówkami. Przezornie wzięlimy z dworca mapkę okolicy. I według mapki zaszlimy za daleko. No cóż, wracamy do głównego skrzyżowania, które było - de facto - punktem wyjcia. Idziemy w drugš stronę. I...... Upsss, znowu za daleko (według mapki). Wówczas mój kumpel stwierdził, że musi się doładować węglowodanami. Więc udalimy się do najbliższego sklepiku i kupilimy jakie czekoladki. Ale, jako sie rzekło, wracamy do skrzyżowania. I już wiemy, że British Grove jest dwa kroki od krzyżówki.
Robimy te "dwa kroki" i stajemy przed tabliczkš British Grove Road.
Dalej już znacie.
A wystarczyłoby żeby jedno z powyższych zdarzeń nie wystšpiło.......
I na koniec dodam, że gdzie w podwiadomoci byłem przekonany, że zdarzy się co szczególnego.......
PS. Obiecuję, że zdam relację z rozmowy
z MK
PS 2. Wyjeżdżam na kilka dni, więc następne "wejcie" w pištek.
Piszecie, że jestem szczęciarz. I ja się z tym zgadzam!!!! Tak jak i więtš rację masz koobaa piszšc, że znalazłem się we właciwym miejscu i we właciwym czasie. Z tš różnicš, że Wy wiecie co się działo w czasoprzestrzeni 06.05.2007 r. między 16.20 a 16.36. Natomiast to, co się działo parę minut, godzin wczeniej jeszcze bardziej potwierdza wszystkie Wasze okrelenia pod moim adresem!
Tym samym dopełniš się słowa, że choć główny wštek opowiesci dobiegł końca. To zostało jeszcze miejsce na suplement.
I oto on (postaram się nie dawkować
.Otóż na moje osobiste zwiedzanie Londynu wybrałem się ok.13.00. Najpierw jednak, wraz ze znajomym, pojechalimy na stadion Arsenalu Londyn, na którym tego dnia o godz. 15.30 rozgrywany był mecz Arsenal-Chelsea. Pomylałem sobie, ze jeli spotkam "konika" i będzie miał bilety w dobrej cenie - biorę!
Niestety, a jak już wiecie ZDECYDOWANIE -stety, "konika" nie spotkałem. Biletów nie kupiłem, na meczu nie byłem. Z okolic Hihgbury pojechalimy do Chiswick.
Wysiedlimy z metra i pytamy w informacji jak trafić na British Grove. Symaptyczny Pan wskazuje nam drogę. Idziemy zgodnie z jego wskazówkami. Przezornie wzięlimy z dworca mapkę okolicy. I według mapki zaszlimy za daleko. No cóż, wracamy do głównego skrzyżowania, które było - de facto - punktem wyjcia. Idziemy w drugš stronę. I...... Upsss, znowu za daleko (według mapki). Wówczas mój kumpel stwierdził, że musi się doładować węglowodanami. Więc udalimy się do najbliższego sklepiku i kupilimy jakie czekoladki. Ale, jako sie rzekło, wracamy do skrzyżowania. I już wiemy, że British Grove jest dwa kroki od krzyżówki.
Robimy te "dwa kroki" i stajemy przed tabliczkš British Grove Road.
Dalej już znacie.
A wystarczyłoby żeby jedno z powyższych zdarzeń nie wystšpiło.......
I na koniec dodam, że gdzie w podwiadomoci byłem przekonany, że zdarzy się co szczególnego.......
PS. Obiecuję, że zdam relację z rozmowy
z MKPS 2. Wyjeżdżam na kilka dni, więc następne "wejcie" w pištek.
and what have you got at the end of the day........

