28.08.2007, 00:54
Czeć, dawno mnie tutaj nie było - pora nadrobić zaległoci...
Oczywicie nie wytrzymałem i znam już ułamek nowej płyty...
Martinez masz rację, ta płyta nakłania raczej do spania... z tego, co dotychczas ujawniono to jedynie We Can Get Wild jest żywsza, taka... zjadliwa...
Nie gniewajcie się na mnie ale jestem rozczarowany, ta płyta zapowiada się smętnie, nudno i bez wyrazu. Dla mnie Muzyka jakš tworzył Mark to przede wszystkim rozbujana miękka gitara i ciepło płynšce z melodii. Jeli nie - rytm, charakter i dynamika, wemy choćby stare kawałki DS...
Tutaj? Owszem - jest gitara, jest nawet nieco rozkołysana gitara, ale dla mnie brakuje klimatu - tej głębi, którš odnalazłem np na płycie Sailing to Philadelphia czy Golden Heart. Sama chociażby ostatnia płyta, z Emmylou - jakże ona klimatyczna, napewno poniekšd to zasługa Emmylou ale jednak - co w niej jest...
Ta płyta jako nie pozwala mi zgodzić się z tym, co zawsze było dla mnie wyznacznikiem kursu Marka w wiecie Muzyki przez duże M - porównaniem do wina; im starsze, tym lepsze. Tak było aż do teraz - przez cały okres mojego życia, w którym wiadomie ledziłem kolejne premiery MK, kiedy zaczšłem rozumieć tš muzykę, jej przekaz, głębię i nastrój. Teraz, gdy mój gust muzyczny jest już ukształtowany przez tyle dotychczasowych, jakże pięknych melodii Marka, pojawia się nowa płyta, wyczekiwana z niecierpliwociš i nagle słyszę co, co nie potrafi do mnie trafić. Może to kwestia odsłuchania, może gdy kupię płytkę, posłucham na spokojnie - może wtedy jako jš polubię. Może polubię, ale wcišż będzie ona dla mnie nudna. Mam nadzieję, że nie wszystkie piosenki tak ocenię, WCGW jest jak na razie zdecydowanie najlepsza ( choć wcišż to nie to... )
Jeszcze na koniec małe wytłumaczenie: doskonale rozumiem dlaczego Mark poszedł w tę stronę i skomponował płytę w tym klimacie. Ten Człowiek ma już swoje lata, w pewnym okresie życia na pewno pojawiajš się pewne refleksje i przemylenia. Wydaje mi się, że Mark mógł tš płytš ( nie wiem czy będzie kolejna, oby była ale jeli nie? ) dać upust swoich myli. Chciał zrobić cichš, spokojnš i statecznš Muzykę, którš wyraził siebie i z całš pewnociš, wyszło Mu to bardzo dobrze...
I tutaj poprawię się: to nie Mark nie trafił w moje gusta, to raczej ja ze swoimi upodobaniami, nie trafiłem w najnowszy album Mistrza.
Mimo wszystko chętnie go kupię, posłucham i włšczę z dumš do kolekcji - z malutkim zastrzeżeniem: Płyta do łóżeczka zamiast liczenia owiec, na wielkiego doła lub do puszczenia w tle podczas wieczoru z dobrš whisky przy ciepłym, przygaszonym wietle i wyłšcznie na dobrych, ciepłych brzmieniem podłogówkach na wprost wielkiego, miękkiego fotela, w którym z przyjemnociš do odsłuchu KTGC zasišde...
Pozdrawiam i dziękuję za przeczytanie moich przemyleń ze rodka nocy
Dobranoc!
Oczywicie nie wytrzymałem i znam już ułamek nowej płyty...
Martinez masz rację, ta płyta nakłania raczej do spania... z tego, co dotychczas ujawniono to jedynie We Can Get Wild jest żywsza, taka... zjadliwa...
Nie gniewajcie się na mnie ale jestem rozczarowany, ta płyta zapowiada się smętnie, nudno i bez wyrazu. Dla mnie Muzyka jakš tworzył Mark to przede wszystkim rozbujana miękka gitara i ciepło płynšce z melodii. Jeli nie - rytm, charakter i dynamika, wemy choćby stare kawałki DS...
Tutaj? Owszem - jest gitara, jest nawet nieco rozkołysana gitara, ale dla mnie brakuje klimatu - tej głębi, którš odnalazłem np na płycie Sailing to Philadelphia czy Golden Heart. Sama chociażby ostatnia płyta, z Emmylou - jakże ona klimatyczna, napewno poniekšd to zasługa Emmylou ale jednak - co w niej jest...
Ta płyta jako nie pozwala mi zgodzić się z tym, co zawsze było dla mnie wyznacznikiem kursu Marka w wiecie Muzyki przez duże M - porównaniem do wina; im starsze, tym lepsze. Tak było aż do teraz - przez cały okres mojego życia, w którym wiadomie ledziłem kolejne premiery MK, kiedy zaczšłem rozumieć tš muzykę, jej przekaz, głębię i nastrój. Teraz, gdy mój gust muzyczny jest już ukształtowany przez tyle dotychczasowych, jakże pięknych melodii Marka, pojawia się nowa płyta, wyczekiwana z niecierpliwociš i nagle słyszę co, co nie potrafi do mnie trafić. Może to kwestia odsłuchania, może gdy kupię płytkę, posłucham na spokojnie - może wtedy jako jš polubię. Może polubię, ale wcišż będzie ona dla mnie nudna. Mam nadzieję, że nie wszystkie piosenki tak ocenię, WCGW jest jak na razie zdecydowanie najlepsza ( choć wcišż to nie to... )
Jeszcze na koniec małe wytłumaczenie: doskonale rozumiem dlaczego Mark poszedł w tę stronę i skomponował płytę w tym klimacie. Ten Człowiek ma już swoje lata, w pewnym okresie życia na pewno pojawiajš się pewne refleksje i przemylenia. Wydaje mi się, że Mark mógł tš płytš ( nie wiem czy będzie kolejna, oby była ale jeli nie? ) dać upust swoich myli. Chciał zrobić cichš, spokojnš i statecznš Muzykę, którš wyraził siebie i z całš pewnociš, wyszło Mu to bardzo dobrze...
I tutaj poprawię się: to nie Mark nie trafił w moje gusta, to raczej ja ze swoimi upodobaniami, nie trafiłem w najnowszy album Mistrza.
Mimo wszystko chętnie go kupię, posłucham i włšczę z dumš do kolekcji - z malutkim zastrzeżeniem: Płyta do łóżeczka zamiast liczenia owiec, na wielkiego doła lub do puszczenia w tle podczas wieczoru z dobrš whisky przy ciepłym, przygaszonym wietle i wyłšcznie na dobrych, ciepłych brzmieniem podłogówkach na wprost wielkiego, miękkiego fotela, w którym z przyjemnociš do odsłuchu KTGC zasišde...
Pozdrawiam i dziękuję za przeczytanie moich przemyleń ze rodka nocy
Dobranoc!
<span style=\'font-family:Verdana\'><span style=\'font-size:12pt;line-height:100%\'><span style=\'color:midnightblue\'>Pozdrawiam
Kuba
</span></span></span>
Kuba
</span></span></span>

