22.09.2007, 16:29
Z tego co widzę opinii o nowym Arcydziele Marka (nie obawiam się użyć takiego okreslenia) jest wiele, ale jednak przeważajš pozytywne. Jak wspomniałem wczeniej, dla mnie to dzieło doskonałe. Nie brakuje mi niczego. Uwielbiam klimaty oparte na brytyjskim folku i nie potrzebuję do szczęcia rockowego pazura, a więc Mark spełnił moje oczekiwania w 100%. Przyznam się że obawiałem się trochę tego zafascynowania MK Marvinowskim brzmieniem gitary, czyli słynnym Twangiem, ale kompozycje i genialne aranżacje zupełnie te moje wštpliwoci rozwiały. Przesłuchałem ten album już ładne kilkadziesišt razy, właciwie kręci się u mnie w odtwarzaczu nieustannie, i nadal nie znajduję w nim słabych punktów, ale z drugiej strony po co ich w ogóle szukać? Proponuję dać się porwać, ponieć czy to w podróż podniebnš, czy to tę żeglarskš, obu nie brakuje na nowej płycie Mistrza. Mnie ta muzyka autentycznie porywa i wzrusza. Co najważniejsze - Mark rozwija się jako artysta. Nie tkwi w miejscu, pomimo tego, że niektórzy woleliby aby tak włanie robił (to a propos wypowiedzi dotyczšcych jego grania na gitarze i komentarzy w stylu: "gdzie jest ten Knopfler z What It Is").
Nie zgadzam się również z opiniami, że to "potwornie nierówna płyta". Wręcz przeciwnie, to najspójniejszy projekt Marka Knopflera od 1978 roku. Wszystkie kompozycje utrzymane sš w podobnym (urzekajšcym) klimacie, nie brakuje na nich oryginalnych pomysłów i bardzo ciekawych fuzji (sekcja zharmonizowanych fletów plus elektryczna gitara np.) a poziom kompozycji broni się sam. Na każdej poprzedniej płycie znajdowałem rzeczy, które mi się podobały mniej, lub wręcz mi się nie podobały. Tutaj takich nie ma. Nie potrafię również wybrać faworytów (co się naprawdę rzadko zdarza) gdyż każdy utwór niesie ze sobš potężny ładunek emocji i tchnie dużš oryginalnociš.
Nie jestem bezkrytycznym fanem MK. Potrafię wskazać słabe (moim zdaniem) punkty w jego twórczoci. Nie zawaham się jednak powiedzieć, że ten album należy ustawić wród zdecydowanie najlepszych z całego dorobku Marka. Nie ma na nim pewnie wielkich przebojów, ale jest za to wielka muzyka, a to ważniejsze.
Nie zgadzam się również z opiniami, że to "potwornie nierówna płyta". Wręcz przeciwnie, to najspójniejszy projekt Marka Knopflera od 1978 roku. Wszystkie kompozycje utrzymane sš w podobnym (urzekajšcym) klimacie, nie brakuje na nich oryginalnych pomysłów i bardzo ciekawych fuzji (sekcja zharmonizowanych fletów plus elektryczna gitara np.) a poziom kompozycji broni się sam. Na każdej poprzedniej płycie znajdowałem rzeczy, które mi się podobały mniej, lub wręcz mi się nie podobały. Tutaj takich nie ma. Nie potrafię również wybrać faworytów (co się naprawdę rzadko zdarza) gdyż każdy utwór niesie ze sobš potężny ładunek emocji i tchnie dużš oryginalnociš.
Nie jestem bezkrytycznym fanem MK. Potrafię wskazać słabe (moim zdaniem) punkty w jego twórczoci. Nie zawaham się jednak powiedzieć, że ten album należy ustawić wród zdecydowanie najlepszych z całego dorobku Marka. Nie ma na nim pewnie wielkich przebojów, ale jest za to wielka muzyka, a to ważniejsze.
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...

