24.09.2007, 21:44
Ja nie wiem, moze sie nie znam albo gadam bzdury, ale wydaje mi sie Panowie, ze Wy odbieracie po prostu muzyke Marka jako...muzyke. Tylko muzyke. Dla mnie to prawie polowa mojego 20letniego zycia, kazda kolejno poznawana plyta wyryla mi w pamieci chwile i obrazy przy niej wspomniane. I kazda kolejna bedzie robila to samo. Takze ktgc. Nie ma solowek, smecenie, inna gra. Zgadzam sie. Jak chce solo to biore Alchemy. Jak chce ukoic dusze, pomyslec czy po prostu odleciec na skrzydlach markowych opowiesci, siegam po ktgc, sl, rd. Poza tym dla kogos tak zafascynowanego kultura anglo-sasko, folkiem, wychowanym na tamtejszej muzyce, na dodatek obracajacym sie w swiecie historyczno-fantazyjnym (do ktorego, sic, pieknie ta muzyka pasuje) nowa plyta to po prostu bajka. Nie wszystkim sie musi podobac, I don't care. Jest tylko dwoch muzykow, ktorzy nie nagrali ZADNEGO utworu, dla ktorego nie byloby momentu w moim zyciu - Knopfler i Waters. I choc jedne sa lepsze, inne gorsze, jak spiewali Beatlesi "all those places have their moments". Pozdrawiam z Madame Geneva's...
You do what you want to
You go your own sweet way...
You go your own sweet way...

