28.12.2007, 01:31
Kto mšdry powiedział kiedy, że swoje miejsce na Ziemii rozpoznasz wtedy kiedy postawisz na nim stopę i uznasz... Tak, to jest to miejsce, tu osišgnę pełnię szczęcia...
Nie wiem co "poeta miał na myli'' (jak to się mawiało w liceum)
ale pierwszy dzień w Barcelonie (i kolejne szeć) otumaniło mnie jak uderzajšcy w nożdrza i umysł wykwintny alkohol albo pierwsza nastoletnia miłoć. Fakt, były to moje pierwsze wakacje z prawdziwego zdarzenia tak więc porównanie z młodzieńczymi dowiadczeniami jest jak najbardziej na miejscu: stawiasz pierwsze niepewne kroki, szukasz, przeżywasz co po raz pierwszy, ekscytujesz i z każdym doznaniem łakniesz tego jeszcze bardziej aż czujesz że przyjemnie - niemal w ekstazie - toniesz.
Taki był mój pierwszy raz w Barcelonie. Każdy budynek, każdy zakštek oczarowywał mnie(nas) coraz bardziej. Budzšc się o poranku czułem, że chcę pozostać w tym stanie niezależnie od tego do przyniesie jutro. Oddychałem każdym skrawkiem tego miasta, czułem, że mój wzrok wsysał każdy budynek, każdš postać którš napotkałem a która w pamięci mogłaby mieć zwišzek z tym miastem...
Kiedy po kilku dniach powrotu do szarej (dosłownie) irlandzkiej rzeczywistoci probowałem ułożyć to wszystko w mojej głowie w kilku prostych zdaniach. Niestety nie potrafiłem zawrzeć sedna tego miasta i tego co przeżyłem.
Zupełnie jak z pierwszš nastoletniš miłociš...
Nie wiem co "poeta miał na myli'' (jak to się mawiało w liceum)
ale pierwszy dzień w Barcelonie (i kolejne szeć) otumaniło mnie jak uderzajšcy w nożdrza i umysł wykwintny alkohol albo pierwsza nastoletnia miłoć. Fakt, były to moje pierwsze wakacje z prawdziwego zdarzenia tak więc porównanie z młodzieńczymi dowiadczeniami jest jak najbardziej na miejscu: stawiasz pierwsze niepewne kroki, szukasz, przeżywasz co po raz pierwszy, ekscytujesz i z każdym doznaniem łakniesz tego jeszcze bardziej aż czujesz że przyjemnie - niemal w ekstazie - toniesz. Taki był mój pierwszy raz w Barcelonie. Każdy budynek, każdy zakštek oczarowywał mnie(nas) coraz bardziej. Budzšc się o poranku czułem, że chcę pozostać w tym stanie niezależnie od tego do przyniesie jutro. Oddychałem każdym skrawkiem tego miasta, czułem, że mój wzrok wsysał każdy budynek, każdš postać którš napotkałem a która w pamięci mogłaby mieć zwišzek z tym miastem...
Kiedy po kilku dniach powrotu do szarej (dosłownie) irlandzkiej rzeczywistoci probowałem ułożyć to wszystko w mojej głowie w kilku prostych zdaniach. Niestety nie potrafiłem zawrzeć sedna tego miasta i tego co przeżyłem.
Zupełnie jak z pierwszš nastoletniš miłociš...

