25.01.2008, 18:48
Moim zdaniem panowie May i Taylor od lat nie mogli się pogodzić z faktem, że wraz z zamknięciem rozdziału pt. "Queen" zakręcił im się kurek z pienišżkami. Próbowali solo, ale sukcesu nie udało się odnieć. Postanowili więc sięgnšć po sprawdzonš nazwę, która otwiera drogę do kieszeni sporej grupy słuchaczy. Na całym tym pseud-przedsięwzięciu najbardziej w moich oczach zyskał Deacon, który całš imprezę najzwyczajniej olał.
Freddie był liderem i duszš zespołu. Koniec kropka. Nie twierdzę, że jedynym twórcš materiału, ale na pewno był tzw. motorem napędowym zespołu.
Niemniej moim zdaniem projekt Queen A.D. 2007/2008 jest zamysłem czysto komercyjnym. Sprawš drugorzędnš jest obsada funkcji wokalisty. Nikt nie zastšpi Freddie'go i tyle. Zresztš pamiętajcie, że panom M. i T. chodziło o znalezienie znanego nazwiska (George Michael, Robbie Williams) a jak widać z niedoszłych kandydatur zbieżnoć czysto muzyczna nie była raczej brana pod uwagę.
Freddie był liderem i duszš zespołu. Koniec kropka. Nie twierdzę, że jedynym twórcš materiału, ale na pewno był tzw. motorem napędowym zespołu.
Niemniej moim zdaniem projekt Queen A.D. 2007/2008 jest zamysłem czysto komercyjnym. Sprawš drugorzędnš jest obsada funkcji wokalisty. Nikt nie zastšpi Freddie'go i tyle. Zresztš pamiętajcie, że panom M. i T. chodziło o znalezienie znanego nazwiska (George Michael, Robbie Williams) a jak widać z niedoszłych kandydatur zbieżnoć czysto muzyczna nie była raczej brana pod uwagę.

