01.03.2008, 23:28
Jaki czas temu minšł rok od mojego przyjazdu tutaj... Czas na pierwsze podsumowania...
Czego się nauczyłem? Przede wszystkim pewnoci siebie. Taka teleportacja w obcy kraj dla kogo takiego jak ja to jak wrzucenie na głębokš wodę. Cieszę się i jestem dumny z siebie, że pomimo wielu przeciwnoci dałem sobie radę. Byłem wytrwały i chłonšłem jak gšbka dowiadczenia. Nasišknięty byłem tym na tyle, że zdałem sobie sprawę, że wiat stoi przede mnš otworem. Nie jestem wprawdzie tak beztroski jak Jeff Bridges w "Fearless", ale odkrywanie w sobie czego czego nigdy nie spodziewałbym się znaleć jest czym niesamowitym. Mówię doć mglicie, teraz może szczegóły...
Kilka tygodni temu podjęlimy (głównie ja podjšłem) decyzję o wyniesieniu się z Ballyconnell. Kilkudniowa wizyta w Edynburgu wyznaczyła nam cel.
Oficjalnie odchodzę z mojej wygodnej posadki za dwa miesišce i przenoszę się do stolicy Szkocji. Najmieszniejsze jest to, że nie odczuwam żadnego strachu z tym zwišzanego. Jestem więcie przekonany, że tam wszystko nam się uda. Znajdę wreszcie pracę, która bedzie mnie cieszyć. W mojej prywatnej wizualizacji widzę nas, siebie piszšcego, Monię szczęliwš i rozwijajšcš swojš pasję w praktykowaniu dogoterapii. Widzę też nasze szkraby gonišce się po domu i póniej jako nastolatki szukajšce swojej drogi i nas pomagajšcych im w tym i podróżujšcych z nimi po wiecie pokazujšc, że nie ma także przed nimi rzeczy niemożliwych...
Próbuję sobie wyobrazić mój pierwszy krok po zejciu z samolotu na edynburskim lotnisku w maju. Wiem jedno: będzie pewniejszy niż ten na dublińskim półtora roku wczeniej. Z głowš patrzšcš w niebo, a nie zwieszonš wpatrujšcš się w swoje niepewne kroki...
Czego się nauczyłem? Przede wszystkim pewnoci siebie. Taka teleportacja w obcy kraj dla kogo takiego jak ja to jak wrzucenie na głębokš wodę. Cieszę się i jestem dumny z siebie, że pomimo wielu przeciwnoci dałem sobie radę. Byłem wytrwały i chłonšłem jak gšbka dowiadczenia. Nasišknięty byłem tym na tyle, że zdałem sobie sprawę, że wiat stoi przede mnš otworem. Nie jestem wprawdzie tak beztroski jak Jeff Bridges w "Fearless", ale odkrywanie w sobie czego czego nigdy nie spodziewałbym się znaleć jest czym niesamowitym. Mówię doć mglicie, teraz może szczegóły...
Kilka tygodni temu podjęlimy (głównie ja podjšłem) decyzję o wyniesieniu się z Ballyconnell. Kilkudniowa wizyta w Edynburgu wyznaczyła nam cel.
Oficjalnie odchodzę z mojej wygodnej posadki za dwa miesišce i przenoszę się do stolicy Szkocji. Najmieszniejsze jest to, że nie odczuwam żadnego strachu z tym zwišzanego. Jestem więcie przekonany, że tam wszystko nam się uda. Znajdę wreszcie pracę, która bedzie mnie cieszyć. W mojej prywatnej wizualizacji widzę nas, siebie piszšcego, Monię szczęliwš i rozwijajšcš swojš pasję w praktykowaniu dogoterapii. Widzę też nasze szkraby gonišce się po domu i póniej jako nastolatki szukajšce swojej drogi i nas pomagajšcych im w tym i podróżujšcych z nimi po wiecie pokazujšc, że nie ma także przed nimi rzeczy niemożliwych...
Próbuję sobie wyobrazić mój pierwszy krok po zejciu z samolotu na edynburskim lotnisku w maju. Wiem jedno: będzie pewniejszy niż ten na dublińskim półtora roku wczeniej. Z głowš patrzšcš w niebo, a nie zwieszonš wpatrujšcš się w swoje niepewne kroki...

