08.05.2008, 01:54
Czasem, nieco z przekšsem mówię, że Mark i kapela ( choć nie cała ) to takie flegmatyczne angielskie dziadki... I co w tym jest ( oczywicie pomijam, że Mark grajšc, bardzo skupia się na oddaniu 200% tego co czuje - wietnie ) lecz jednak podczas koncertów szczytem kontaktu Marka z publicznociš jest przedstawienie zespołu, zapytanie się "jak się macie?" i "a jak z tyłu?", odegranie swego, delikatny umiech i to wszystko... To też ma swój urok, lecz czasem boję się, że dla Marka jestemy tylko kolejnš grupš ludzi, która kocha tš muzykę, która i tak zapłaci by zobaczyć go live. Boję się, że dla Marka to tylko praca; wyjć, zagrać, pozdrowić fanów i wrócić, praktycznie bez uczuć, bez emocji... Chciałbym więcej życia w nich wszystkich - trochę jaki żartów, może co w stylu "Ole, Ole, Ole..." Najbardziej podoba mi się Danny, który zawsze wyglšda na pogodnego grubaska ( wybacz Danny - to miało być pieszczotliwie
) w bluzce w paski i trampkach - największy luzak z nich wszystkich
Reszta kapeli - wybitni Muzycy, lecz chyba mało żywiołowi ludzie...
Broń Boże nie narzekam, lecz Mark naprawdę jest jak wino, im starsze - tym lepsze. Z tym wyjštkiem, że Mark to wino wytrawne a ja chciałbym skosztować pół słodkiego...
) w bluzce w paski i trampkach - największy luzak z nich wszystkich
Reszta kapeli - wybitni Muzycy, lecz chyba mało żywiołowi ludzie...
Broń Boże nie narzekam, lecz Mark naprawdę jest jak wino, im starsze - tym lepsze. Z tym wyjštkiem, że Mark to wino wytrawne a ja chciałbym skosztować pół słodkiego...
<span style=\'font-family:Verdana\'><span style=\'font-size:12pt;line-height:100%\'><span style=\'color:midnightblue\'>Pozdrawiam
Kuba
</span></span></span>
Kuba
</span></span></span>

