23.06.2008, 10:58
Mialem w swojej "karierze" 3 squiery - dwa chinczyki (tele i strato) i jednego strato z korei. O ile to tele mozna bylo sobie w rzyc wsadzic, tak pozostale dwa po wymianie pikapow deklasowaly fendery mexy - po prostu swietnie wykonane egzemplarze mi sie trafily, z litego drewna, poprawne konstrukcyjnie, wygodne (szyjka w koreancu mnie rozwalila...), jedynie osprzet pozostawial troche do zyczenia, ale blokujac tremolo 3/4 problemow sie sama rozwiazala. Innymi slowy - wsrod squierow mozna trafic naprawde na bardzo porzadne instrumenty, a seria delux imo zjada fnd mexy na sniadanie.
You do what you want to
You go your own sweet way...
You go your own sweet way...

