08.09.2008, 20:23
To ja tez sie wypowiem. Gilmour to dla mnie przede wszystkim instrumentalista. Jeden z najlepszych gitarzystow i klimatopisarzy na swiecie. Jednak talentem kompozytorskim daleko mu do Watersa. Dlatego PF to DG i RW (plus przyprawy w postaci pozostalych czlonkow). Plyty PF bez Rogera nadal zachwycaja gitarowa liryka, brakuje im jednak watersowej ponadczasowosci. OAI to dla mnie piekna plyta ze stricte muzycznego punktu widzenia, ma klimat i trzyma wysoki poziom. Ale juz nie taki, jak ten ktorego koniec nadszedl w 83 roku wraz z krazkiem The Final Cut. Tak czy siak, o genialnego kompozytora tak samo trudno jak o gitarzyste pokroju Gilmour'a, a ze tandem z jednym pedalujacym jedzie wollniej niz z pelna obsada... Milego wieczoru Wszystkim, ja sie przenosze na najblizsza godzine na wyspe
You do what you want to
You go your own sweet way...
You go your own sweet way...

