06.07.2010, 23:07
żeby nie było, że piszę znowu o wszystkim tylko nie o Marku, napiszę swoje sprawozdanie z koncertu
Nie zmuszam do czytania, ale polecam do dyskusji.
Po wejściu do Hali Stulecia, gdzie miałem okazję wcześniej słuchać w niej tylko wielkich widowisk Wagnerowskich pani Michnik, nie mogłem uwierzyć, że jestem tu teraz z okazji pewnego artysty...Marka Knopflera! To uczucie mnie ogarniało i zadziwiało z każdą chwilą, kiedy widziałem tylu fanów Knopflera, tylu słuchaczy koncertu- wielka to już radośc dla mnie była!
Z wielką przyjemnością poznałem "chodzące avatary" oraz Nicki z forum. Było to naprawdę ciekawe i miłe przeżycie. W końcu mogłem uścisnąć te palce, które tu uzupełniają te strony o zawartośc
Po udaniu sie na miejsce nastąpiło czekanie....
A jak juz rozbrzmiewał w koło flet przy okazji Border Reiver to wiedziałem, że wszystko jest jednak czymś realnym! wspaniale zagrana piosenka, w sumie jako jedna z nielicznych niewiele różniła się od oryginału na albumie, ale mocniejsza była perkusja. Do tego wokal Marka był bez zastrzeżeń. Czyli w sumie- rewelacja!
Reakcja publiczności na pierwszy dzwięk gitary, na pierwszy dźwięk wychodzący z gardła Marka, była bardzo satysfakcjonująca. To chyba dodatkowo wpływało na atmosferę koncertu- Polska Publiczność! Dziekuje jej za każdy oklask i każdy krzyk oraz głośnie wyznanie miłości
Później What it Is. W końcu na żywo- tak znane każdemu uderzenia o struny...wysmienita pisoenka, wzbogacona przez Marka. W ogóle wszytskie utwory dojrzewają razem z Markiem. Stają sie coraz bardziej bogate w dodatkowe aranżacje, szczególiki, które tworzą fenomenalną jakość, tak, że efekt końcowy jest porażający! What it is też znalazło się w kanonie tych "dopieszczonych" piosenek.
Sailing to Philadelphia, spokojne i urocze. Jak zawsze.
Coyote- tak dla mnie umierkowanie średni w wykonaniu studyjnym- bardzo fajny na żywo po przeróbkach Marka-miłe zaskoczenie!
Prairie Wedding- kolejna piosenka, którą gra Mark, w sumie nie wiadomo dlaczego. Dorobek artystyczny Dire Straits, czy solowy stwarza mu naprawde wielkie mozliwości, piosenek na tyle efekciarskich i populrnych jest tyle, że mógłby grac przez tydzien bez przerwy. Mark jednak wybiera mało popularne piiosenki z albumów, które powstały pare dobrych lat temu. We Wrocławiu były tylko dwie piosenki z nowej płyty. Dlatego określenie trasy jako Get Lucky jest chyba symboliczne.
To nie jest zarzut, dla mnie jest to bez znaczenia, bardzo lubie każdy utwór, ale jest to zjawisko ciekawe.
Hill Farmer's Blues, które zagrane było zaraz potem potwierdza regułę
Swoją drogą kolejna wspaniała piosenka świetny śpiew Marka. Bennet kapitalny w każdym wydaniu o każdej porze, i zawsze taki sam. Jak zaczął się poruszać w rytm muzyki, stworzył jeszcze bardziej sympatyczny wizerunek swojej postaci. Tak w nawiasie to przypomina mi sznaucera. Mógłby też widnieć w logo dyskontu "Netto". Bardzo go cenię za wspaniały kawał dobrej roboty i skromność.
A nastepnie tajemniczy początek Romeo i Julii. Na przestrzeni lat ten utwór zaczynał się naprawdę różnie. Pamiętami dobrych kilka wersji "uwertury" do tej piosenki. Jednak niezmiennym elementem, zawsze była, jest i będzie najbardziej charakterystyczna gra na pewnej najbardziej charakterystycznej gitarze Marka
Wielkie wzruszenie, i piekny utwór, w pieknej interpretacji!
Sultans of Swing mógł tylko porazić. Rano tego samego dnia przesłuchałem sobie wersje demo tej pisoenki, którą Mark z "rodziną" i kolegami wysłali do wytwórni. Dlatego jednego dnia słyszałem wersje najstarszą i najnowszą. Wiem jedno-piosenka jest genialna! Wykonanie Marka jeszcze lepsze, a gra na gitarze to juz czysty perfekcjonizm. Pojawienie sie widoku słynnej ręki i strun w tle, wzbudziło zachwyt chyba u wszystkich- wielki plus za pomysł-wrażenie piorunujące, wisienka na torcie zwanym Sultans of Swing!!!
Done Wiht Bonaparte jest chyba najbardziej swojską piosenką. Człowiek chciałby się znaleść na planie filmu Local Hero i ta piosenka idealnie pasowałaby do wielkiej zabawy z okazji sprzedania wybrzeża
KOlejna pisoenka też! KOlejna mniej znana! Ale jaka wyjątkowa! Idealna! Cudowna! Nie jestem jak widziałem w tym zdaniu odosobniony. Niesamowita gra całego zespołu, skrzypce i flet...Ach. Pięknie rozbudowana pisoenka, wyjątkowy moment wyciszenia, gry piccicatto, a potem łagodne przejście w normalną grę na skrzypcach i stopniowe narastanie głośności, barw i tła!!! Za to wykonanie nalezy się zespołowi nie wiem co! Wielkie zaskoczenie tego koncertu! Ciągle teraz słucham tej pisoenki...Ciagle tak samo zachwyca (no może nie aż tak jak na żywo...
)
A po tym wielkim uniesieniu, pędzący szlagier. Speedwey! I faktycznie, pędził jak szalony! A te wybuchy perkusji w drugiej częsci utworu jak zwykle niezwykłe!
No i odzywa się tajemniczy, odległy flet. Nie chce pisac jak Wacek, ale musze jednak użyć takiego epitetu. Wszystko idealnie odtworzone. Efekt narastania, dochodzące instrumenty. Klawisze wzruszają, Mark "wymiata" na gitarze, a publicznośc włącza się do całości. Po rozpocząciu spiewania przez Marka-również aplauz zebranych...prawie 15 minut wielkich wzruszeń. Nie można było usiedzieć! A do tego te efekty świetlne, piano...i znowu forte..Ach! Jak tu nie kochać tego człowieka co to ułożył i gra! Chyba nie jednego uszczęśliwił poważnie i na długo!
I? No i? No i w końcu Brothers In Arms. Widziałem jedną zapaloną i ruszającą się zapalniczkę
Zaskakuje mnie ten 61 latek! Jak on to robi?? Po tylu latach! W tym wieku! ten śpiew, ta gitara, ten zespół!!! Wielcy ludzie!
So Far Away- kolejna "nowe" dzieło! Wykonanie pierwsza klasa!
Na koniec- smutne Piper To The End. Smutne, bo na koniec. Jakoś miałem nadzieję, że może zachęceni publicznością zagrają w nagrodę Going Home, ale to juz było marzenie. Tylko marzenie.
Cały koncert był pieknym przeżyciem, do którego myślami będe wracał, oraz Winampem będe go przywracał do życia! Knopfler z zespołem potwierdził swój najwyższy światowy poziom, niesamowitą klasę i utwierdził swoje miejsce w pierwszej lidze muzycznej! Jestem bardzo wdzięczny za coś tak dla mnie wyjątkowego i niesamowitego.
Kazdy kto nie mógł być na koncercie może tego żałować. Ja juz nie przepuszcze żadnego występu tego Króla gitary!!!!!! Dziękuje również współuczestnikom (WAM) koncertu za taką atmosfere i aplauz!
P.S. A tego Pana z Hali Stulecia co to światło uruchomił po koncercie, to bym......wrrr
Nie zmuszam do czytania, ale polecam do dyskusji.Po wejściu do Hali Stulecia, gdzie miałem okazję wcześniej słuchać w niej tylko wielkich widowisk Wagnerowskich pani Michnik, nie mogłem uwierzyć, że jestem tu teraz z okazji pewnego artysty...Marka Knopflera! To uczucie mnie ogarniało i zadziwiało z każdą chwilą, kiedy widziałem tylu fanów Knopflera, tylu słuchaczy koncertu- wielka to już radośc dla mnie była!
Z wielką przyjemnością poznałem "chodzące avatary" oraz Nicki z forum. Było to naprawdę ciekawe i miłe przeżycie. W końcu mogłem uścisnąć te palce, które tu uzupełniają te strony o zawartośc
Po udaniu sie na miejsce nastąpiło czekanie....A jak juz rozbrzmiewał w koło flet przy okazji Border Reiver to wiedziałem, że wszystko jest jednak czymś realnym! wspaniale zagrana piosenka, w sumie jako jedna z nielicznych niewiele różniła się od oryginału na albumie, ale mocniejsza była perkusja. Do tego wokal Marka był bez zastrzeżeń. Czyli w sumie- rewelacja!
Reakcja publiczności na pierwszy dzwięk gitary, na pierwszy dźwięk wychodzący z gardła Marka, była bardzo satysfakcjonująca. To chyba dodatkowo wpływało na atmosferę koncertu- Polska Publiczność! Dziekuje jej za każdy oklask i każdy krzyk oraz głośnie wyznanie miłości

Później What it Is. W końcu na żywo- tak znane każdemu uderzenia o struny...wysmienita pisoenka, wzbogacona przez Marka. W ogóle wszytskie utwory dojrzewają razem z Markiem. Stają sie coraz bardziej bogate w dodatkowe aranżacje, szczególiki, które tworzą fenomenalną jakość, tak, że efekt końcowy jest porażający! What it is też znalazło się w kanonie tych "dopieszczonych" piosenek.
Sailing to Philadelphia, spokojne i urocze. Jak zawsze.
Coyote- tak dla mnie umierkowanie średni w wykonaniu studyjnym- bardzo fajny na żywo po przeróbkach Marka-miłe zaskoczenie!
Prairie Wedding- kolejna piosenka, którą gra Mark, w sumie nie wiadomo dlaczego. Dorobek artystyczny Dire Straits, czy solowy stwarza mu naprawde wielkie mozliwości, piosenek na tyle efekciarskich i populrnych jest tyle, że mógłby grac przez tydzien bez przerwy. Mark jednak wybiera mało popularne piiosenki z albumów, które powstały pare dobrych lat temu. We Wrocławiu były tylko dwie piosenki z nowej płyty. Dlatego określenie trasy jako Get Lucky jest chyba symboliczne.
To nie jest zarzut, dla mnie jest to bez znaczenia, bardzo lubie każdy utwór, ale jest to zjawisko ciekawe.Hill Farmer's Blues, które zagrane było zaraz potem potwierdza regułę
Swoją drogą kolejna wspaniała piosenka świetny śpiew Marka. Bennet kapitalny w każdym wydaniu o każdej porze, i zawsze taki sam. Jak zaczął się poruszać w rytm muzyki, stworzył jeszcze bardziej sympatyczny wizerunek swojej postaci. Tak w nawiasie to przypomina mi sznaucera. Mógłby też widnieć w logo dyskontu "Netto". Bardzo go cenię za wspaniały kawał dobrej roboty i skromność.A nastepnie tajemniczy początek Romeo i Julii. Na przestrzeni lat ten utwór zaczynał się naprawdę różnie. Pamiętami dobrych kilka wersji "uwertury" do tej piosenki. Jednak niezmiennym elementem, zawsze była, jest i będzie najbardziej charakterystyczna gra na pewnej najbardziej charakterystycznej gitarze Marka
Wielkie wzruszenie, i piekny utwór, w pieknej interpretacji!Sultans of Swing mógł tylko porazić. Rano tego samego dnia przesłuchałem sobie wersje demo tej pisoenki, którą Mark z "rodziną" i kolegami wysłali do wytwórni. Dlatego jednego dnia słyszałem wersje najstarszą i najnowszą. Wiem jedno-piosenka jest genialna! Wykonanie Marka jeszcze lepsze, a gra na gitarze to juz czysty perfekcjonizm. Pojawienie sie widoku słynnej ręki i strun w tle, wzbudziło zachwyt chyba u wszystkich- wielki plus za pomysł-wrażenie piorunujące, wisienka na torcie zwanym Sultans of Swing!!!
Done Wiht Bonaparte jest chyba najbardziej swojską piosenką. Człowiek chciałby się znaleść na planie filmu Local Hero i ta piosenka idealnie pasowałaby do wielkiej zabawy z okazji sprzedania wybrzeża

KOlejna pisoenka też! KOlejna mniej znana! Ale jaka wyjątkowa! Idealna! Cudowna! Nie jestem jak widziałem w tym zdaniu odosobniony. Niesamowita gra całego zespołu, skrzypce i flet...Ach. Pięknie rozbudowana pisoenka, wyjątkowy moment wyciszenia, gry piccicatto, a potem łagodne przejście w normalną grę na skrzypcach i stopniowe narastanie głośności, barw i tła!!! Za to wykonanie nalezy się zespołowi nie wiem co! Wielkie zaskoczenie tego koncertu! Ciągle teraz słucham tej pisoenki...Ciagle tak samo zachwyca (no może nie aż tak jak na żywo...
)A po tym wielkim uniesieniu, pędzący szlagier. Speedwey! I faktycznie, pędził jak szalony! A te wybuchy perkusji w drugiej częsci utworu jak zwykle niezwykłe!
No i odzywa się tajemniczy, odległy flet. Nie chce pisac jak Wacek, ale musze jednak użyć takiego epitetu. Wszystko idealnie odtworzone. Efekt narastania, dochodzące instrumenty. Klawisze wzruszają, Mark "wymiata" na gitarze, a publicznośc włącza się do całości. Po rozpocząciu spiewania przez Marka-również aplauz zebranych...prawie 15 minut wielkich wzruszeń. Nie można było usiedzieć! A do tego te efekty świetlne, piano...i znowu forte..Ach! Jak tu nie kochać tego człowieka co to ułożył i gra! Chyba nie jednego uszczęśliwił poważnie i na długo!
I? No i? No i w końcu Brothers In Arms. Widziałem jedną zapaloną i ruszającą się zapalniczkę
Zaskakuje mnie ten 61 latek! Jak on to robi?? Po tylu latach! W tym wieku! ten śpiew, ta gitara, ten zespół!!! Wielcy ludzie!So Far Away- kolejna "nowe" dzieło! Wykonanie pierwsza klasa!
Na koniec- smutne Piper To The End. Smutne, bo na koniec. Jakoś miałem nadzieję, że może zachęceni publicznością zagrają w nagrodę Going Home, ale to juz było marzenie. Tylko marzenie.
Cały koncert był pieknym przeżyciem, do którego myślami będe wracał, oraz Winampem będe go przywracał do życia! Knopfler z zespołem potwierdził swój najwyższy światowy poziom, niesamowitą klasę i utwierdził swoje miejsce w pierwszej lidze muzycznej! Jestem bardzo wdzięczny za coś tak dla mnie wyjątkowego i niesamowitego.
Kazdy kto nie mógł być na koncercie może tego żałować. Ja juz nie przepuszcze żadnego występu tego Króla gitary!!!!!! Dziękuje również współuczestnikom (WAM) koncertu za taką atmosfere i aplauz!
P.S. A tego Pana z Hali Stulecia co to światło uruchomił po koncercie, to bym......wrrr

