09.10.2009, 20:43
Ale o co chodzi w tej recenzji?
MARK KNOPFLER – "Get Lucky"
Niby wszystko po staremu, a jednak coś tu nie gra.
Zebrało się artyście na wspomnienia z dzieciństwa. Już pierwszym utworem przenosi nas w czasie i przestrzeni, dzięki czemu lądujemy gdzieś pomiędzy Glasgow a Newcastle. Szkockie melodie wycinane na skrzypcach, flet, akordeon, werbel, gitara akustyczna – z pozoru dzieje się sporo, w rzeczywistości niewiele. I tak już będzie do końca, choć Mark stara się jak może, by słuchacz nie ziewał. A to przeplata swe nostalgiczne opowieści knajpianym bluesem, a to urozmaica je zgrabnym walczykiem, a to zachęca gitarę, by łasiła się do fanów Dire Straits. Bywa naprawdę pięknie, ale i tak ciężko uwolnić się od wrażenia, że to najsłabsza płyta Knopflera od lat. W trakcie jego wycieczek po krainie amerykańskiego folku mniej było dźwięków, za to więcej emocji. Mniej wielowątkowych aranżacji, za to więcej prozy życia. Czy solowe, czy nagrywane z Emmylou Harris, piosenki miały wtedy bardziej intensywny smak. Taki jak w pierwszej minucie tytułowego "Get Lucky", gdy akompaniament ograniczony jest wyłącznie do dźwięków gitary akustycznej. Później napięcie rozchodzi się po kościach, a kiedy dołączają dźwięki fletu po aurze niezwykłości zostaje tylko wspomnienie. Jak na takiego mistrza to trochę za mało.
Łukasz Wawro /Onet.pl/
MARK KNOPFLER – "Get Lucky"
Niby wszystko po staremu, a jednak coś tu nie gra.
Zebrało się artyście na wspomnienia z dzieciństwa. Już pierwszym utworem przenosi nas w czasie i przestrzeni, dzięki czemu lądujemy gdzieś pomiędzy Glasgow a Newcastle. Szkockie melodie wycinane na skrzypcach, flet, akordeon, werbel, gitara akustyczna – z pozoru dzieje się sporo, w rzeczywistości niewiele. I tak już będzie do końca, choć Mark stara się jak może, by słuchacz nie ziewał. A to przeplata swe nostalgiczne opowieści knajpianym bluesem, a to urozmaica je zgrabnym walczykiem, a to zachęca gitarę, by łasiła się do fanów Dire Straits. Bywa naprawdę pięknie, ale i tak ciężko uwolnić się od wrażenia, że to najsłabsza płyta Knopflera od lat. W trakcie jego wycieczek po krainie amerykańskiego folku mniej było dźwięków, za to więcej emocji. Mniej wielowątkowych aranżacji, za to więcej prozy życia. Czy solowe, czy nagrywane z Emmylou Harris, piosenki miały wtedy bardziej intensywny smak. Taki jak w pierwszej minucie tytułowego "Get Lucky", gdy akompaniament ograniczony jest wyłącznie do dźwięków gitary akustycznej. Później napięcie rozchodzi się po kościach, a kiedy dołączają dźwięki fletu po aurze niezwykłości zostaje tylko wspomnienie. Jak na takiego mistrza to trochę za mało.
Łukasz Wawro /Onet.pl/
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

