Jednak cały czas mi się wydaje że nie doceniamy MK jako wokalisty który jak dla mnie przeszedł długą drogę i uzyskał zadowalający efekt. Np. ostatnie dwie płyty- śpiewa rewlacyjnie. I to jest ciekawe bo kiedy już Mark zaczął śpiewać to zaczęło mi trochę brakować tego zacięcia melorecytatorskiego. Owszem ono się pojawia na koncertach bo jednak co wieczór Mark wykonuje te same utwory i poniekąd oszczędza struny ale kontrast na płytach studyjnych całkowicie się zatarł. Powiedział kiedyś że jeśli nie potrafisz czegoś zaśpiewać musisz pozwolić aby zrobiła to za ciebie twoja gitara. Myślę że te slowa bardziej odnoszą się do rozdzialu DS.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

