13.05.2010, 10:42
Przez wiele lat bylem wielkim fanem Pendragonów do czasu... ich koncertu w Bydgoszczy kilka lat temu (trasa promująca "Believe"). Na scenie wypadli słabo, a sam Nick Barrett ubrany w strój windsurfingowy (!) swoim zachowaniem sprawiał wrażenie (delikatnie powiedziawszy) nietrzeźwego.
Ich występowi na pewno nie pomogła samo miejsce (Klub "Kuźnia"), małe pomieszczenie, bez atmosfery, warunków i (co nie było nez znaczenia) bez klimatyzacji (najboleśniej odczuł to basista - Peter Gee). Byłem w życiu na wielu koncertach, a wspomniany występ Pendragon był jednym z największych rozczarowań.
Niemniej zespół ma w swojej historii kilka perełek; płyty "Window Of Life", "Masquerade Overture" a zwłaszcza "Not Of This World" są wciąż jednymi z moich ulubionych płyt nurtu rocka progresywnego w ogóle, lecz muszę się przyznać bez bicia, że tak jak Robson, nie przepadam za ich nowym, cięższym brzmieniem z ostatnich dwóch krążków.
Ich występowi na pewno nie pomogła samo miejsce (Klub "Kuźnia"), małe pomieszczenie, bez atmosfery, warunków i (co nie było nez znaczenia) bez klimatyzacji (najboleśniej odczuł to basista - Peter Gee). Byłem w życiu na wielu koncertach, a wspomniany występ Pendragon był jednym z największych rozczarowań.
Niemniej zespół ma w swojej historii kilka perełek; płyty "Window Of Life", "Masquerade Overture" a zwłaszcza "Not Of This World" są wciąż jednymi z moich ulubionych płyt nurtu rocka progresywnego w ogóle, lecz muszę się przyznać bez bicia, że tak jak Robson, nie przepadam za ich nowym, cięższym brzmieniem z ostatnich dwóch krążków.

