Jutro ostatni koncert Get Lucky tour to i ja się pokusze o kilka słów podsumowania choć tak naprawdę ciężko bedzie uniknąć powtórek z wątku kiedy dzieliliśmy sie wrażeniami bezpośrednio po koncercie.
Dla mnie koncert cudowny. Kolejny koncert marzeń, myślę, że porównywalnie równie piękny i udany co poprzedni z trasy Kill To Get Crimson tour choć odbierałem go trochę inaczej a to ze wzgledu na układ sceny i publiczności. Tak daleko od Marka to jeszcze nie bylem, no może kiedy przyjechał do nas po raz pierwszy do Kogresowej. A wiec kontakt z maestro był słabiutki nie widziałem tych wszystkich palcówek, nie widzialem skupienia na jego twarzy. To dopiero miało się zmienić na "Brothers In Arms", So Far Away" i Piper To The End" wtedy z kolei 'uciekł" wokal ale i tak bylo warto. Dzięki Mirku zapisaleś się do historii
Tym razem oprawa znacznie skromniejsza, ten wielki model gitary strato robił wrażenie dwa lata temu, ale nie liczylem na powtórkę, ekran faktycznie wykorzystany minimalnie i właściwie jakby go nie bylo, trochę szkoda ale ponownie mogliśmy sie skupić wyłącznie na muzyce a ona tego wieczoru w Hali Stulecia zabrzmiala wybornie. Troche sie martwilem o dźwięk podczas "Border Reiver", "What Its Is" i "Sailing To Philadephia" na "Coyote" moje wątpliwości na szczeście zostały rozwiane. Byłem bardzo daleko od sceny bo siedziałem obok drugiej konsolety (nawet na chwile nie mogę się z nią rozstać
) i słyszalem wszystko rewalacyjnie ale też rozumiem wszystkich którzy opuszczali Halę Stulecia z uczuciem rozczarowania właśnie przez nagłośnienie. Tak już mam że jak jestem z czegoś bardzo zadowolony to chcialbym aby wszyscy odczuwali to szczeście podobnie, ale niestety nie udało się...
Nie liczyłem też że nowa płyta bedzie przeważać na koncercie zresztą wiedzieliśmy o tym wcześniej i podobnie jak na poprzednich trasach nowy materiał pojawiał sie w śladowych ilościach. Chyba musimy sie do tego przyzwyczaić i nie przywiązywać do tego aż tak dużego znaczenia bo Mark z zespołem wygląda na to że taką ma strategię. Mają zgrany i przygotowany konkretny set i tego sie trzymaja. Oczywiscie rozumiem wszystkie narzekania na nudy w setliscie i że nic sie nie dzieje bo wszędzie mniej wiecej to samo ale też bardzo spodobało mi sie to co napisał kiedyś Kuba że to ma być jak przedstawienie w teatrze, sztuka zagrana od poczatku do końca. Powstaje pytanie: wyreżyserowana? Troche tak, ale i też pozwalająca na spontaniczność, luz czy wirtuozerię. Koncert Marka Knopflera nigdy nie będzie koncertem życzeń
Jak patrze na to co do tej pory napisalem to musze raz na zawsze zweryfikować podział na DS i MK solo a właściwie nie chciałbym wprowadzać jakiegokolwiek podziału ale muszę w końcu sam przed sobą napisać to bardzo wyraźnie: niech Mark nie przestaje grać DS na koncertach bo podobnie jak dla Wojtka Raingod to wspommnienia i czar minionych dni, tak kształtowała się moja muzyczna wrażliwość i to się nie zmieni i ja też patrzę na MK przez pryzmat DS bo innej drogi nie ma ale ja chcę DS na koncertach, mimo wszystko. Sułtani, Romeo, Telegraph, Brothers, So Far Away. Tylko pięć i aż pięć. Gra je od 30 lat. Troche sie zmieniły, może nawet rockowy pazur lekko sie stępił
Ale będzie mi czegoś brakować kiedy będę wychodził z kolejnego koncertu MK nie słysząc DS. Ja już to wiem. Marti fajnie napisał że ta wersja Sułtanów jakaś taka leciutka, knajpiana czy staromodna. Jakoś mi to nawet pasuje do Sułtanów kiedy pomyślimy jak ta opowieść sie rodziła i gdzie należy jej szukać w historii. Romeo to była cudowna wersja. Telegraph z wejściami MK zbyt łagodny, za malo rockowy ale to akurat nie jest odkrycie tej trasy. Brothers zawsze bedzie dla mnie najważniejsze... So far away wciaż zachwyca choć liczylem na dluższe intro.
Ale to i tak w moim odczuciu był koncert bardzej rockowy niż poprzedni i podobnie jak dwa lata temu odkryciem był John McCucker tak teraz mogliśmy podziwiać Michaela McGoldricka który do muzyki MK wprowadził mnóstwo niezapomnianych smaczków i elementów. Nie będę wymieniał wszystkich utworów w których jego obecność była kapitalnym pomysłem ale "Speedway at Nazareth" TO JEST TO. Mając takiego instrumentalistę w zespole można wzbogacać muzykę do niepojetych wyżyn i obszarów. Może nawet liczylem że on wykona wstęp do "Brothers In Arms" ale dlaczego miałoby być podobnie jak w 1992/93 z Chrisem White'em?
Nie można pominąć faktu że Mark Knopfler jest w kapitalnej formie wokalnej. To jest ten sam poziom co na poprzedniej trasie, nawet ta jego charaktetystyczna chrypka powraca nie wiem tylko czy to naturalnie czy efekt 65 koncertu w Polsce. Jako gitarzysta bez dwóch zdań jest dla mnie nr. 1 a to akurat też żadne odkrycie
Generalnie było magicznie a jednym wielkim minusem był tylko jeden koncert GLTour na moim koncie.
Jeszcze kika ważnych PS.
ps. możliwość zakupu pendriva z rejestracją koncertu to niezwykła pamiątka. Szkoda że nie od 2001 roku. Rekompensuje to brak albumu koncertowego ale nie oficjalnego DVD np. z ostatniej trasy.
ps.2 Bardzo sympatyczne spotkanie po koncercie w klubie "Przekret" do białego rana. Dzięki Maćku
ps.3 Fantastyczne czerwone koszulki made in Raingod
p3.4 Świetne gadżety w sklepiku. Tradycyjna book tour, polowanie na czapeczkę zakończone i odznaki to co cieszy mnie dodatkowo (Mirku dzięki za pomoc)
Dla mnie koncert cudowny. Kolejny koncert marzeń, myślę, że porównywalnie równie piękny i udany co poprzedni z trasy Kill To Get Crimson tour choć odbierałem go trochę inaczej a to ze wzgledu na układ sceny i publiczności. Tak daleko od Marka to jeszcze nie bylem, no może kiedy przyjechał do nas po raz pierwszy do Kogresowej. A wiec kontakt z maestro był słabiutki nie widziałem tych wszystkich palcówek, nie widzialem skupienia na jego twarzy. To dopiero miało się zmienić na "Brothers In Arms", So Far Away" i Piper To The End" wtedy z kolei 'uciekł" wokal ale i tak bylo warto. Dzięki Mirku zapisaleś się do historii

Tym razem oprawa znacznie skromniejsza, ten wielki model gitary strato robił wrażenie dwa lata temu, ale nie liczylem na powtórkę, ekran faktycznie wykorzystany minimalnie i właściwie jakby go nie bylo, trochę szkoda ale ponownie mogliśmy sie skupić wyłącznie na muzyce a ona tego wieczoru w Hali Stulecia zabrzmiala wybornie. Troche sie martwilem o dźwięk podczas "Border Reiver", "What Its Is" i "Sailing To Philadephia" na "Coyote" moje wątpliwości na szczeście zostały rozwiane. Byłem bardzo daleko od sceny bo siedziałem obok drugiej konsolety (nawet na chwile nie mogę się z nią rozstać
) i słyszalem wszystko rewalacyjnie ale też rozumiem wszystkich którzy opuszczali Halę Stulecia z uczuciem rozczarowania właśnie przez nagłośnienie. Tak już mam że jak jestem z czegoś bardzo zadowolony to chcialbym aby wszyscy odczuwali to szczeście podobnie, ale niestety nie udało się...Nie liczyłem też że nowa płyta bedzie przeważać na koncercie zresztą wiedzieliśmy o tym wcześniej i podobnie jak na poprzednich trasach nowy materiał pojawiał sie w śladowych ilościach. Chyba musimy sie do tego przyzwyczaić i nie przywiązywać do tego aż tak dużego znaczenia bo Mark z zespołem wygląda na to że taką ma strategię. Mają zgrany i przygotowany konkretny set i tego sie trzymaja. Oczywiscie rozumiem wszystkie narzekania na nudy w setliscie i że nic sie nie dzieje bo wszędzie mniej wiecej to samo ale też bardzo spodobało mi sie to co napisał kiedyś Kuba że to ma być jak przedstawienie w teatrze, sztuka zagrana od poczatku do końca. Powstaje pytanie: wyreżyserowana? Troche tak, ale i też pozwalająca na spontaniczność, luz czy wirtuozerię. Koncert Marka Knopflera nigdy nie będzie koncertem życzeń

Jak patrze na to co do tej pory napisalem to musze raz na zawsze zweryfikować podział na DS i MK solo a właściwie nie chciałbym wprowadzać jakiegokolwiek podziału ale muszę w końcu sam przed sobą napisać to bardzo wyraźnie: niech Mark nie przestaje grać DS na koncertach bo podobnie jak dla Wojtka Raingod to wspommnienia i czar minionych dni, tak kształtowała się moja muzyczna wrażliwość i to się nie zmieni i ja też patrzę na MK przez pryzmat DS bo innej drogi nie ma ale ja chcę DS na koncertach, mimo wszystko. Sułtani, Romeo, Telegraph, Brothers, So Far Away. Tylko pięć i aż pięć. Gra je od 30 lat. Troche sie zmieniły, może nawet rockowy pazur lekko sie stępił
Ale będzie mi czegoś brakować kiedy będę wychodził z kolejnego koncertu MK nie słysząc DS. Ja już to wiem. Marti fajnie napisał że ta wersja Sułtanów jakaś taka leciutka, knajpiana czy staromodna. Jakoś mi to nawet pasuje do Sułtanów kiedy pomyślimy jak ta opowieść sie rodziła i gdzie należy jej szukać w historii. Romeo to była cudowna wersja. Telegraph z wejściami MK zbyt łagodny, za malo rockowy ale to akurat nie jest odkrycie tej trasy. Brothers zawsze bedzie dla mnie najważniejsze... So far away wciaż zachwyca choć liczylem na dluższe intro.
Ale to i tak w moim odczuciu był koncert bardzej rockowy niż poprzedni i podobnie jak dwa lata temu odkryciem był John McCucker tak teraz mogliśmy podziwiać Michaela McGoldricka który do muzyki MK wprowadził mnóstwo niezapomnianych smaczków i elementów. Nie będę wymieniał wszystkich utworów w których jego obecność była kapitalnym pomysłem ale "Speedway at Nazareth" TO JEST TO. Mając takiego instrumentalistę w zespole można wzbogacać muzykę do niepojetych wyżyn i obszarów. Może nawet liczylem że on wykona wstęp do "Brothers In Arms" ale dlaczego miałoby być podobnie jak w 1992/93 z Chrisem White'em?
Nie można pominąć faktu że Mark Knopfler jest w kapitalnej formie wokalnej. To jest ten sam poziom co na poprzedniej trasie, nawet ta jego charaktetystyczna chrypka powraca nie wiem tylko czy to naturalnie czy efekt 65 koncertu w Polsce. Jako gitarzysta bez dwóch zdań jest dla mnie nr. 1 a to akurat też żadne odkrycie
Generalnie było magicznie a jednym wielkim minusem był tylko jeden koncert GLTour na moim koncie.Jeszcze kika ważnych PS.
ps. możliwość zakupu pendriva z rejestracją koncertu to niezwykła pamiątka. Szkoda że nie od 2001 roku. Rekompensuje to brak albumu koncertowego ale nie oficjalnego DVD np. z ostatniej trasy.
ps.2 Bardzo sympatyczne spotkanie po koncercie w klubie "Przekret" do białego rana. Dzięki Maćku
ps.3 Fantastyczne czerwone koszulki made in Raingod
p3.4 Świetne gadżety w sklepiku. Tradycyjna book tour, polowanie na czapeczkę zakończone i odznaki to co cieszy mnie dodatkowo (Mirku dzięki za pomoc)
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

