20.08.2010, 21:37
Myślałem, myślałem i... nic nie wymyśliłem. W takim razie powiem krótko-rewelacyjna impreza pokoncertowa, wielkie ukłony do samej ziemi dla Maćka za organizację, Wrocław po 7 latach wzbudził we mnie emocje, wspaniali fani, cudowne koszulki Raingoda, ale był to muzycznie/akustycznie najgorszy koncert MK na jakim byłem... Masakra o tyle dziwna, że MK ma wspaniałych akustyków, koncert w hali-więc dlaczego było jak było? Mieli przecież próbę dźwięku? Chyba, że to kwestia mojego miejsca na sali, dlatego to moje subiektywne zdanie.
A long time ago came a man on a track...

