21.08.2010, 16:59
Robson napisał(a):Co do wystepów pod szyldem Dire Straits to jest to dla mnie trochę niezrozumiałe ale widać sam Mark Knopfler w ogóle nie przywiązuje do tego najmniejszej uwagi. Historia muzyki rockowej zna przypadki kiedy procesy sądowe co do używania nazwy zespołu ciągnęły się w nieskończoność. Tutaj mamy całkowity luz. Mark Knopfler nigdy nie powiedział: DS to ja! Ale przecież doskonale wiemy że to on od początku do końca był głównym autorem i kompozytorem. Oczywiście każdy z muzyków miał swój określony wkład w twórczość zespołu to nieuniknione. Tak jest i teraz. Nawet może bardziej Mark pozwala grać swoim muzykom. A ma ich świetnych. Dla mnie na początku lat 90 Paul Franklin miał zasadniczy wpływ na brzmienie DS.
I właśnie kłótnie między słynnymi muzykami to największe zabójstwo dla ich muzyki. Ale na szczęście Metallica, U2, Iron Maiden, The Rolling Stones się jeszcze z tej starej gwardii dinozaurów rocka trzymają jakoś. Dokładnie, Mark nigdy nie zdeklarował (publicznie na pewno), że on to DS i dzięki temu nikt do niego nie ma pretensji o coś takiego, bo np. na Watersie będzie to ciążyło do końca życia
. Jakby tak zrobić przegląd twórczości Dire Straits to można by ten zespół porównać do King Crimson. Tam również rządził lider (Robert Fripp), ale dobierał sobie takich muzyków, że każdy etap ich twórczości był zupełnie inny, ale zarazem ciekawy, tak jak w przypadku naszych ulubieńców. Lata 1977-1980 to okres - dwie gitary, bas i perkusja, który charakteryzował się prostym graniem przede wszystkim Mark i pomagający mu David i dobrze rozumiejąca się sekcja Pick i John. Pick miał bardzo charakterystyczne, ciężkie brzmienie, bardzo eleganckie. Drugi okres to 1980-1986, rzecz można progresywny, bogaty brzmieniowo czas, gdzie podstawą brzmienia obok gitary i wokalu Marka, była właśnie gra Alana Clarka, ciepłe, charakterystyczne, ale też całkiem agresywne ("Private Investigations") oraz swobodne granie powodowało, że Clark to bardzo ważna postać w zespole, na pewno bardziej niż Guy Fletcher, który tak naprawdę niczym się nie wyróżnia, nie ma rozpoznawalnego stylu, z całym szacunkiem dla tego muzyka muzycznie pozostaje niestety z boku. No i dalej, w latach 1990-1992 panowie do bogactwa brzmieniowego dodają nutkę country, no i za Robsonem udziela się znakomity Phil Palmer.
Nie gram z nut, gram z serca

