04.06.2011, 14:23
Nie potrafię zrozumieć tego odcinania się Marka Knopflera od Dire Straits. Czy on sam nie mógłby się z chłopakami dogadać na wspólną trasę? Tutaj nie chodzi o jakąś wielką reaktywację Dire Straits, jak nagrywanie nowej płyty studyjnej (bo już raczej nie będzie to świetna płyta), ale coś takiego, jak np. The Police czy Genesis kilka lat temu. Zrobiono z tego płytę koncertową (i DVD), jakże udaną i cenną.
Knopfler na pewno zdaje sobie sprawę, że tego właśnie od niego oczekują ludzie, a na siłę chce się zamykać we własnej niszy.
Czy on sam nie poczułby się dobrze, powracając na kilka miesięcy do klimatu dawnych lat? Czego on się boi?
I później powstają takie kuriozalne twory, jak "The Straits", które jednych cieszą, a innych zniesmaczają.
Przyznam, że Mark dość egoistycznie podchodzi do sprawy.
Knopfler na pewno zdaje sobie sprawę, że tego właśnie od niego oczekują ludzie, a na siłę chce się zamykać we własnej niszy.
Czy on sam nie poczułby się dobrze, powracając na kilka miesięcy do klimatu dawnych lat? Czego on się boi?
I później powstają takie kuriozalne twory, jak "The Straits", które jednych cieszą, a innych zniesmaczają.
Przyznam, że Mark dość egoistycznie podchodzi do sprawy.
Nie gram z nut, gram z serca

