23.06.2011, 16:03
Posłuchaj, ja nie mam obmyślonego ścisłego zdania, definicji, którego się kurczowo trzymam, to nie matematyka, wtedy dyskusja staje się jałowa.
"On Every Street" ma inny klimat niż pozostałe płyty, sam o tym wiesz. Najbliżej mu do "BIA" ("Heavy Fuel", "You And Your Friend") troszeczkę do "LOG" ("Planet Of The New Orleans", "On Every Street"), a reszta to zupełnie nowa jakość w ich twórczości.
Ale ja nic nie pisałem o tym, że singlowe hity z "BIA" nie są ambitne. Ani słowa o tym nie napisałem, bo to oczywiste, że są, tzn. są to hity klasowe, na poziomie, bez grama sztampy lwiej większości współczesnych hitów. Tu mamy najlepszy przykład połączenia najwyższego poziomu artystycznego z osiągnięciem wielkiego sukcesu komercyjnego, co w dzisiejszych czasach już bardzo rzadko się zdarza.
A dlaczego nierówna walka? Może dla Ciebie. Nie rozumiem Cię tutaj, w takim razie nie mógłbym trzymając się Twojego zdania w ogóle porównywać dwóch wskazanych wcześniej przeze mnie okresów w działalności DS. Nie róbmy z tego matematyki.
Pisząc wirtuoz gitary mam na myśli biegłego technicznie wykonawcę umiejącego grać zarówno karkołomne solówki, ale też nie popisującego się techniką, lecz potrafiącego zagrać mniej efektownie technicznie, ale wolniej i bardziej emocjonalnie. Na pewno do takich zaliczam Knopflera, Johna Petrucciego, Andrew Latimera, Jana Akkermana, Steve'a Howe'a czy XVII/XVIII-wiecznych gitarzystów klasycznych. Gilmour - mieści w czołówce gitarzystów rockowych świata - uwielbiam go i wykorzystuję oryginalną technikę, ale biegłym, wszechstronnym gitarzystą niestety nie jest, gra raczej wolno, klimatycznie, podobnie The Edge - też ma oryginalne brzmienie, ale wirtuozem gitary nie jest, co nie znaczy, że nie mieście się w panteonie największych gitarzystów rockowych.
Kunszt Marka jest widoczny na wszystkich płytach DS/MK, ale korzysta on z różnych środków wyrazu.
"On Every Street" ma inny klimat niż pozostałe płyty, sam o tym wiesz. Najbliżej mu do "BIA" ("Heavy Fuel", "You And Your Friend") troszeczkę do "LOG" ("Planet Of The New Orleans", "On Every Street"), a reszta to zupełnie nowa jakość w ich twórczości.
Ale ja nic nie pisałem o tym, że singlowe hity z "BIA" nie są ambitne. Ani słowa o tym nie napisałem, bo to oczywiste, że są, tzn. są to hity klasowe, na poziomie, bez grama sztampy lwiej większości współczesnych hitów. Tu mamy najlepszy przykład połączenia najwyższego poziomu artystycznego z osiągnięciem wielkiego sukcesu komercyjnego, co w dzisiejszych czasach już bardzo rzadko się zdarza.
A dlaczego nierówna walka? Może dla Ciebie. Nie rozumiem Cię tutaj, w takim razie nie mógłbym trzymając się Twojego zdania w ogóle porównywać dwóch wskazanych wcześniej przeze mnie okresów w działalności DS. Nie róbmy z tego matematyki.
Pisząc wirtuoz gitary mam na myśli biegłego technicznie wykonawcę umiejącego grać zarówno karkołomne solówki, ale też nie popisującego się techniką, lecz potrafiącego zagrać mniej efektownie technicznie, ale wolniej i bardziej emocjonalnie. Na pewno do takich zaliczam Knopflera, Johna Petrucciego, Andrew Latimera, Jana Akkermana, Steve'a Howe'a czy XVII/XVIII-wiecznych gitarzystów klasycznych. Gilmour - mieści w czołówce gitarzystów rockowych świata - uwielbiam go i wykorzystuję oryginalną technikę, ale biegłym, wszechstronnym gitarzystą niestety nie jest, gra raczej wolno, klimatycznie, podobnie The Edge - też ma oryginalne brzmienie, ale wirtuozem gitary nie jest, co nie znaczy, że nie mieście się w panteonie największych gitarzystów rockowych.
Kunszt Marka jest widoczny na wszystkich płytach DS/MK, ale korzysta on z różnych środków wyrazu.
Nie gram z nut, gram z serca

