20.10.2005, 11:23
na smutku cały wiat zbudowano... wielkie cuda z tęsknoty wymarzono... to wprawdzie nie Mark, tylko mroczny Australijczyk, ale włanie teraz powróciły do mnie te słowa.
Piszemy Księgi Naszego Życia, mozolnie zapisujemy ich kartki dzień po dniu. Jestemy ladami w Twojej Księdze, Raingod. Ty jeste ladem w Naszych. Bo spotkalimy się (Tu) dla jakiego (bardzo Markowego
) powodu.
Rysy i blizny na naszych (złotych) sercach. Wszystkich, bez wyjštku...
Momenty zwrotne, skrzyżowania na Naszych drogach...
Również w moim życiu Mark pojawił się... Został mi podarowany... w momencie największej pustki. Kiedy nie pozostało nic. I mnie już właciwie nie było.
It takes love over gold
And mind over matter
To do what you do that you must
When the things that you hold
Can fall and be shattered
Or run through your fingers like dust
Przychodzi taka chwila, w której zaczynasz pisać swojš powieć od nowa, jej kolejny rozdział, albo też... odkładasz pióro na zawsze.
Długo by mówić, a wszystkie słowa smutne...
Ale którego dnia (to był raczej wieczór, sobotni wieczór...) pojawił się Amerykański Bohater, a w lad za nim myl (której z jakiego powodu nie wyrzuciłam wtedy za drzwi), że być może wszystko to musiało się zdarzyć, aby teraz zaczšć budować na nowo... tym razem... on solid rock...
Wszyscy po trosze kradniemy sobie słowa, bo jest w nas podobna wrażliwoć... I gra nam w duszach podobnie. bo człowiek to jest zwykły człowiek... jak pierwszy człowiek drugi człowiek... różnimy się jedynie tak bardzo podobnie... wypiewał kiedy Grzegorz T.
Dziękuję za Twojš (Naszš) (O)Powieć Raingod. Niech kolejny jej Rozdział będzie krelony wyłšcznie jasnym, błękitnym atramentem, a pisaniu towarzyszš zawsze (choćby tylko w tle) dwięki, które przyprawiajš skrzydła.
Wszystkim Nam życzę sił, odwagi i... szalonej chęci do pisania własnych prawdziwych historii.
Wracam do swojej
.
PS. Raingod pod Markowš pelerynš wystarczy dla Nas Wszystkich miejsca
.
Piszemy Księgi Naszego Życia, mozolnie zapisujemy ich kartki dzień po dniu. Jestemy ladami w Twojej Księdze, Raingod. Ty jeste ladem w Naszych. Bo spotkalimy się (Tu) dla jakiego (bardzo Markowego
) powodu. Rysy i blizny na naszych (złotych) sercach. Wszystkich, bez wyjštku...
Momenty zwrotne, skrzyżowania na Naszych drogach...
Również w moim życiu Mark pojawił się... Został mi podarowany... w momencie największej pustki. Kiedy nie pozostało nic. I mnie już właciwie nie było.
It takes love over gold
And mind over matter
To do what you do that you must
When the things that you hold
Can fall and be shattered
Or run through your fingers like dust
Przychodzi taka chwila, w której zaczynasz pisać swojš powieć od nowa, jej kolejny rozdział, albo też... odkładasz pióro na zawsze.
Długo by mówić, a wszystkie słowa smutne...
Ale którego dnia (to był raczej wieczór, sobotni wieczór...) pojawił się Amerykański Bohater, a w lad za nim myl (której z jakiego powodu nie wyrzuciłam wtedy za drzwi), że być może wszystko to musiało się zdarzyć, aby teraz zaczšć budować na nowo... tym razem... on solid rock...
Wszyscy po trosze kradniemy sobie słowa, bo jest w nas podobna wrażliwoć... I gra nam w duszach podobnie. bo człowiek to jest zwykły człowiek... jak pierwszy człowiek drugi człowiek... różnimy się jedynie tak bardzo podobnie... wypiewał kiedy Grzegorz T.
Dziękuję za Twojš (Naszš) (O)Powieć Raingod. Niech kolejny jej Rozdział będzie krelony wyłšcznie jasnym, błękitnym atramentem, a pisaniu towarzyszš zawsze (choćby tylko w tle) dwięki, które przyprawiajš skrzydła.
Wszystkim Nam życzę sił, odwagi i... szalonej chęci do pisania własnych prawdziwych historii.
Wracam do swojej
. PS. Raingod pod Markowš pelerynš wystarczy dla Nas Wszystkich miejsca
.
<span style=\'color:gray\'>And what have you got at the end of the day?
What have you got to take away?</span>
What have you got to take away?</span>

