29.10.2005, 17:17
Bob Dylan. Wielka żywa legenda. Już od dawna nic nie musi robić a i tak jego miejsce w panteonie muzyki rockowej jest zapisane po wieki. Uwielbiam jego płyty a że nagrał ich całe setki trudno uwielbiać wszystkie. Cały czas sie zastanawiam który okres odpowiada mi bardziej. Czy Dylan tylko z gitarš czy "elektryczny"?
Płyty które nagrał z MK uważam za mistrzostwo wiata (nie może inaczej)
Choć Mark na pytanie jak pracowało mu się z Bobem skwitował krótko że <niezbyt dobrze> Przyznam się szczerze, że nie zawsze odpowiada mi sposób w jaki piewa Bob. Ale to chyba nigdy nie była najmocniejsza jego strona prawda? Tak. Mark czerpał garciami z twórczoci Dylana- nie on pierwszy i pewnie nie ostatni. Wiele majš wspólnego a sposób opisywania rzeczywistoci to zupełnie inna bajka. Dylan po prostu patrzy z perspektywy rzeczywitoci amerykańskiej i jego poezja jest niezastšpiona. Choć kto kiedy powiedział, że Mark jest bardziej amerykanski niż sami jankesi
Co w tym jest. Nie zapomnę nigdy pierwszego wielkiego koncertu na którym byłem <Bob Dylan w Polsce> ale wtedy zagral tylko 50 min. :angry: Niebiosa nie pozwoliły. I nie zapomnę dnia kiedy po raz pierwszy chwyciłem za gitarę aby w gronie przyjaciół zagrać i zapiewać Blowin In The Wind To włanie wtedy ostatecznie straciłem wiare we własne siły
Płyty które nagrał z MK uważam za mistrzostwo wiata (nie może inaczej)
Choć Mark na pytanie jak pracowało mu się z Bobem skwitował krótko że <niezbyt dobrze> Przyznam się szczerze, że nie zawsze odpowiada mi sposób w jaki piewa Bob. Ale to chyba nigdy nie była najmocniejsza jego strona prawda? Tak. Mark czerpał garciami z twórczoci Dylana- nie on pierwszy i pewnie nie ostatni. Wiele majš wspólnego a sposób opisywania rzeczywistoci to zupełnie inna bajka. Dylan po prostu patrzy z perspektywy rzeczywitoci amerykańskiej i jego poezja jest niezastšpiona. Choć kto kiedy powiedział, że Mark jest bardziej amerykanski niż sami jankesi
Co w tym jest. Nie zapomnę nigdy pierwszego wielkiego koncertu na którym byłem <Bob Dylan w Polsce> ale wtedy zagral tylko 50 min. :angry: Niebiosa nie pozwoliły. I nie zapomnę dnia kiedy po raz pierwszy chwyciłem za gitarę aby w gronie przyjaciół zagrać i zapiewać Blowin In The Wind To włanie wtedy ostatecznie straciłem wiare we własne siły
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

