03.04.2006, 16:20
Ciekawe spostrzezenia i statystyki Drogi Robsonie
Ja jestem zwolennikiem tych wyciszanych, kiedy zakonczenie "dopowiadam" sobie sam w momencie kiedy uznam to sam za stosowne... Najczesciej wtedy wlasnie mam ochote aby utwor nigdy sie nie konczyl. I pewna rzecz mysle mozna zauwazyc, ze najczesciej wyrazne i definitywne zakonczenia maja utwory szybkie a te nostalgiczne, zadumane ciagna sie i ...kaza nam samym dopowiadac zakonczenia. Co jeszcze, bardzo zawsze jestem ciekaw jaka koncowke (w przypadku tych niedopowiedzianych) zaserwuje nam sam Mark na koncercie, kiedy wyciszania wlasciwie sie nie stosuje, badz bardzo rzadko. Uwielbiam koncertowe zakonczenia bo wtedy widze jaka wizje mial sam autor. Ale wracajac do Twojego pytania, Robsonie... Mysle, ze chodzi wlasnie o pozostawienie sluchacz w pewnym niedosycie, zeby ponownie zechcial odbyc ta podroz w wyobrazni... Mark bardzo chce aby nasza wyobraznia pracowala "nadprogramowo" ("overtime")
i udaje sie mu to znakomicie. I choc lubie dokonczone historie, bardziej pociagaja mnie te, ktore pozostawiaja pewna niewiadoma... Nawet na koncertach uwielbiam kiedy jeden utwor przechodzi plynnie w drugi tak jak to mialo miesce w przypadku Je suis desole -> Calling Elvis podczas trasy GH, lub ostatnio What It Is -> Sailing To Philadelphia
Ja jestem zwolennikiem tych wyciszanych, kiedy zakonczenie "dopowiadam" sobie sam w momencie kiedy uznam to sam za stosowne... Najczesciej wtedy wlasnie mam ochote aby utwor nigdy sie nie konczyl. I pewna rzecz mysle mozna zauwazyc, ze najczesciej wyrazne i definitywne zakonczenia maja utwory szybkie a te nostalgiczne, zadumane ciagna sie i ...kaza nam samym dopowiadac zakonczenia. Co jeszcze, bardzo zawsze jestem ciekaw jaka koncowke (w przypadku tych niedopowiedzianych) zaserwuje nam sam Mark na koncercie, kiedy wyciszania wlasciwie sie nie stosuje, badz bardzo rzadko. Uwielbiam koncertowe zakonczenia bo wtedy widze jaka wizje mial sam autor. Ale wracajac do Twojego pytania, Robsonie... Mysle, ze chodzi wlasnie o pozostawienie sluchacz w pewnym niedosycie, zeby ponownie zechcial odbyc ta podroz w wyobrazni... Mark bardzo chce aby nasza wyobraznia pracowala "nadprogramowo" ("overtime")
i udaje sie mu to znakomicie. I choc lubie dokonczone historie, bardziej pociagaja mnie te, ktore pozostawiaja pewna niewiadoma... Nawet na koncertach uwielbiam kiedy jeden utwor przechodzi plynnie w drugi tak jak to mialo miesce w przypadku Je suis desole -> Calling Elvis podczas trasy GH, lub ostatnio What It Is -> Sailing To Philadelphia
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...

